Arkadia MUD MMORPG

Periodicus numer 15

Wywiad z Kroughiem, Gnomocyped, Choroby magiczne

o—————————————————————————–o
| Data wydania: dwudziesty dziewiaty dzien pory Yule |
| |
| |
| /)_(\ |
| ______( 0 0 )______ |
| /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\ |
| )’_'( |
| ____.””_””.____ |
| P E R I O D I C U S |
| |
. .
. .
To wydanie zostalo zadedykowane Stowarzyszeniu Gnomich Wynalazcow.
Oczywiscie znajdujda sie w nim takze artykuly czytelnikow, niemniej
glowny nacisk – od wywiadu az po fachowe artykuly – zostal polozony
na przyblizenie istoty pracy SGW.

note ku pamieci zlozyl
Hiir, Redaktor Naczelny Periodicusa

W tym numerze:
* Wywiad z Mistrzem SGW – Kroughiem………………..strona 1
* Mapy Swiata – Gnomie Miasto……………………..strona 2
* Gnomocyped…………………………………….strona 3
* Kopalnia tileanska (I)………………………….strona 4
* Magia perfum (II)………………………………strona 5
* Wyniki ankiety…………………………………strona 6
* Choroby magiczne……………………………….strona 7
. .
. .
| |
| |
o—————————————————————————–o

> przeczytaj strone 1
Zatytulowano: Wywiad z Mistrzem SGW – Kroughiem

__ _______.___.__ __.___ _____ ________
/ \ / \__ | / \ / \ | / _ \ \______ \
\ \/\/ // | \ \/\/ / |/ /_\ \ | | \
\ / \____ |\ /| / | \| ` \
\__/\ / / ______| \__/\ / |___\____|__ /_______ /
\/ \/ \/ \/ \/

z Kroughiem, VIII Mistrzem
Stowarzyszenia Gnomich Wynalazcow

Urodzil sie i wychowal w Gnomim Miescie, pod
Carbonem. Mimo wielu lat spedzonych w
najwiekszym osrodku gnomiej kultury, mlodosc
swoja spedzil z dala od srodowiska
inzynierow. Jak sam mowi, nalezal do grupy
gnomow, ktora nie byla zwiazana z
rozpowszechnianiem nauki, lecz prowadzila
niezalezne, odrebne zycie, patrzac z
odwzajemnionym obrzydzeniem na niemalze
druga strone barykady. Zycie w ubostwie
spowodowalo, ze dosc szybko podjal sie
pracy. Idac w slady ojca, ktoremu prawie
cudem udalo sie wyzyc z handlu zdominowanego
przez krasnoludy, sam tez zaczal
handlowac. Jak mowi po latach, handel to
zbyt mocne slowo, a juz z cala pewnoscia
zbyt piekne. Niejednokrotnie oszukiwal
swoich klientow, a nawet, do czego nie
wstydzi sie przyznac, kradl w karczmach
rzeczy, ktore pozniej sprzedawal jako towar.
Chwytal sie w czasie podrozy roznych zawodow,
obok piekarza czy pomocnika kowala byl
takze przez pewien okres prawdziwym kupcem.
O tym, jak z szarego gnoma zostal Mistrzem
Stowarzyszenia Gnomich Wynalazcow,
opowiadal Krough Nghexav. Rozmowe
przeprowadzil Hiir.

Redakcja: Burzliwa mlodosc i malo przyjazne
stosunki z tymi, do ktorych Mistrz dolaczyl
w ostatecznosci. Jak zaczela sie przygoda ze
Stowarzyszeniem?
Krough: To bylo w Wyzimie, do ktorej zawita-
lem podczas mojej podrozy. Nedza i rozpacz,
prawie tak jak w niektorych dzielnicach Gno-
miego Miasta. Trzeciego dnia mojego pobytu w
stolicy spotkalem grupe inzynierow. Mowili o
rzeczach, o ktorych nigdy mi sie nie snilo.
Nawet chyba wlaczylem sie do rozmowy, stra-
sznie mnie to zainteresowalo. Szczesliwym
zbiegiem okolicznosci niedlugo potem w Rinde
spotkalem stazyste SGW, Ondraszka. Dal mi do
zrozumienia, ze ja tez moge zaczac swoje
starania. Zszokowal mnie ta propozycja,
Uznalem jednak, ze nie mam nic do stracenia
i zlozy- lem podanie. Czekalem, czakelam i
czakalem na odpowiedz… az znudzilo mi sie
to czekanie i wrocilem do swojego zycia,
aczkolwiek zdecydowanie wiecej czasu
poswiecalem siedzac w bibliotekach niz pod
karczmiana lawa. Jakie bylo moje zdziwienie,
gdy niespodziewanie, po miesiacu, otrzymalem
list od Mistrzyni Jeddy z informacja o
przyjeciu podania. Tak mniej wiecej wszystko
sie zaczelo.

Redakcja: Tak wiec zaczal sie okres stazu.
Jak wygladaly pierwsze kroki Mistrza w SGW?
Krough: Wtedy staz wygladal inaczej niz obe-
cnie. Jedda kazala mi znalezc sobie opieku-
na. Wybralem kolege Ulika, jedynego inzyniera
znanego mi z imienia. Szybko przekonalem sie,
ze byl to straszny wybor. Czasami powaznie
zalowalem tej decyzji, jak tamtej nocy wsrod
szczytow Orcal, starajac sie stworzyc mape
dla opiekuna. Ale pracowalem ciezko i udalo
mi sie wytrwac. Poznalem tez wszystkich inzy-
nierow, chociaz moim glownym autorytetem, do
ktorego wciaz sie zwracalem, byl Ondraszek.
Z czasem dobranelm do egzaminu. Byla to malo
spokojna noc, wiekszosc Stowarzyszenia wolala
zostac w domach. Przyszla tylko Mistrzyni ra-
zem z inzynierem Krepem. Za moich czasow byl
on prawdziwym postrachem stazystow. W porow-
naniu z nim, pytania Majstrowej byly banalne.
A jednak zdalem egzamin i zostalem pelnopra-
wnym czlonkiem Stowarzyszenia!

Redakcja: Jak wygladala Mistrza wspinaczka po
drabinie kariery w SGW?
Krough: Moje pierwotne plany straszliwie sie
zmienialy. Najpierw ciagnelo mnie Gornictwo,
jednakze na stazu ostatecznie przekonalem sie
do Alchemii i Swiatopoznawstwa. Jako mlody
inzynier, poprzysiaglem sobie najwiecej czasu
poswiecic stazystom. Byl to moj glowny cel
w Stowarzyszeniu i w zasadzie taki pozostal
do dzis. Od poczatku zdawalem sobie sprawe,
ze jestesmy tylko gnomami i nie bedziemy zyc
wiecznie, a ktos musi zapelnic luki po tych,
ktorzy odeszli. Slowa te sprawdzily sie szyb-
ciej, niz bym tego pragnal. Powolanie przez
Staroste do zycia Ochotniczy Hufiec Mahakam-
ski spowodowal potezna emigracje i nzynierow.
Nagle puste pozostaly stanowiska Kierownikow,
a nawet i cale wydzialy! Za wszelka cene nie
chcac dopuscic do katastrofy z SGW, Mistrzyni
poprosila mnie, bym przejal stanowiska Kiero-
wnika Wydzialu Awioniki Stosowanej. Zgodzilem
sie na to, jednak szybko mnie tez zaczely ku-
sic nowe doswiadczenia. Poprosilem Mistrzynie
o zgode na opuszczenie SGW z mozliwoscia po-
wrotu. Jedda postawila tylko jeden warunek –
– uzyskanie tytulu naukowego. Dlugie miesiace
pracowalem nad zakrojonym na szeroka skale
Spisem Gnomiej Rasy. Sukces byl widoczny, ja
zas otrzymalem upragniony awans. Mistrzyni
jednak nie poprzestala na tym – odbylem z nia
powazna rozmowe, podczas ktorej wyjawila mi,
ze na chwile obecna jestem dla niej jedynym,
jesli nie jednym z niewielu gnomow, ktore
maja w sobie na tyle doswiadczenia, aby moc
w razie czego przejac stanowisko Mistrza.
Zdumialo mnie to niesamowicie – Jedda byla
Mistrzynia dlugie lata i nic nie zapowiadalo
tego, ze ma zamiar z tego zrezygnowac. Ja na-
tomiast zdalem sobie sprawe, ze podczas pracy
nad Spisem przywiazalem sie jeszcze mocniej
do Stowarzyszenia i postanowilem pozostac,
chociazby dla prosby Mistrzyni.

Redakcja: I tu dochodzimy do najwazniejszego
wydarzenia. Wiadomo, ze znikniecie Jeddy bylo
szokiem dla wszystkich a Mistrz jest ostatnia
osoba, ktora ja widziala. Prosze cos powie-
dziec na ten temat.
Krough: Dla mnie byl to nie mniej wstrzasaja-
ce. Pewnego dnia Jedda zaprowadzila mnie na
poczte. Zaczela wysylac mi rozne dokumenty,
w przerwach tlumaczac, co powinienem teraz
zrobic. Nie bardzo pojmowalem o co jej chodzi
z tym wszystkim. Gdy dotarl w koncu do mnie
sens jej slow, bylo juz za pozno. Jedda kon-
czyla przekazywac mi sterte papierow, porad,
wytycznych, zyczen wszystkiego najlepszego.
Potem usmiechnela sie po raz ostatni i wyszla
z pomieszczenia. Pozniej juz jej nie mialem
okazji zobaczyc.

Redakcja: Czy wyjawila powody swojej decyzji?
Krough: Oficjalnie nie, ale zasadniczo nie
jest tajemnica, ze jej odejscie bylo mocno
zwiazane z wydarzeniami wokol Czarodzieja
Tabularixa, bylego inzyniera SGW i bardzo do-
brego przyjaciela Majstrowej. Porzucenie sta-
nowiska mialo byc protestem przeciwko podje-
tym decyzjom, na ktore nie miala wplywu.

Redakcja: Niemniej najwyzsze stanowisko Sto-
warzyszenia przypadlo Mistrzowi. Co Mistrz
wtedy czul?
Krough: Z pewnoscia nie to, co czulbym w in-
nych okolicznosciach. Pomijajac zal po gnomce
bedacej dla nas wszystkich wzorem i idealem,
nie odczuwalem jakiejs ogolnej radosci. Grono
inzynierow gratulowalo mi, pytali sie o roz-
ne rzeczy, a ja wtedy tak naprawde zdalem so-
bie sprawe, jak wielka odpowiedzialnosc na
mnie spadla. Rozpisanie nowych wyborow, ktore
tylko potwierdzily wybor Jeddy, bylo niczym
w porownaniu z tym, co czekalo.

Redakcja: Jakie mial Mistrz plany odnosnie
przyszlosci? Co juz udalo sie osiagnac?
Krough: Przede wszystkim trzeba bylo przygo-
towac Stowarzyszenie do nadchodzacej reformy.
Odpowiednie prace, niestety, wciaz trwaja,
glownie dlatego, ze do tej pory SGW bylo
traktowane przez Niesmiertelnych jak cos zbe-
dnego. Niemniej udalo sie dokonac przebudowy
Miasta, a takze na terenie Stowarzyszenia od
jakiegos czasu funkcjonuje pomieszczenie do
testowania wynalazkow. Niemniej jeszcze duzo
pracy przed nami.

Redakcja: A marzenia do zrealizowania?
Krough: Kolego, ja od dwoch lat jestem juz
w Stowarzyszeniu. Przez ten czas, ze wspom-
nianych juz przeze mnie powodow, nie zmienilo
sie w zasadzie prawie nic. Jakze wiec moge
miec jakies nadzieje, ze moje marzeni beda
zrealizowane jeszcze za mojego zycia?

Redakcja: Ale jednak cos takiego jest.
Krough: Rzeczywiscie, na chwile obecna moim
celem jest stworzenie Stowarzyszenia Wynalaz-
cow, ktore nie zrzeszaloby wylacznie gnomow.
Wsrod Innostworow tez znajduja sie jednostki
inteligentne. Wraz z powiekszeniem sie kadry
Stowarzyszenia bedzie mozliwe stworzenie paru
nowych wydzialow. Niestety, obawiam sie, ze
to jest jedynie odlegla przyszlosc.

Redakcja: Co uwaza Mistrz za swoja najwieksza
porazke?
Krough: Szczerze mowiac, nie widze w swojej
przeszlosci momentu, ktory bylby jakas powa-
zna kleska.

Redakcja: Moze w takim razie najwieksze suk-
cesy?
Krough: Niewatpliwie najwiekszym naszym do-
tychczasowym dokonaniem byla przebudowa Mias-
ta. Jednak nie oszukujmy sie, ja pelnie tutaj
przede wszystkim role nadzorcza, kontroluje
prace inzynierow. Gnomie Miasto jest wynikiem
wspolnej pracy wielu gnomow, tak jak kazde
inne przedsiewziecie jest sukcesem calego
Stowarzyszenia. Osobiscie za sukces uwazam
kazdy zdany egzamin, kazdego przyjetego na
staz gnoma, kazdy czynnik, ktory spowoduje,
ze o SGW nikt nie zapomni jeszcze przez jakis
czas.

Redakcja: Zyciowa maksyma?
Krough: Zaskoczeniem chyba nie bedzie. „Modl
sie i pracuj”.

Redakcja: Diekuje za wywiad!

> przeczytaj strone 2
Zatytulowano: Mapy Swiata – Gnomie Miasto

**************LEGENDA*************
* * W
* A – pracownia alchemika * |
* Al – warsztat alchemiczny * o-o-o
* As – warsztat automatyki * | |
* G – warsztat gorniczy * o-o-o
* J – jubiler * | |
* K – kowal * o-o
* Kr – karczma * |
* L – latryna * o ||\ ||
* M – most * | ||\\||
* P – poczta * M || \\|
* S – sklep * | || \\
* Sk – sala konferencyjna * M /||\
* T – sala tronowa * | //||\\
* V – skryba Ventmar * o // || \\
* W – winda na wyzsze pietro * | ||
* Wk – winda kopalni * o ||
********************************** | ||
Al | As ||
Stowarzyszenie \|/
Gnomich Wynalazcow <--V---o T /|\ | G | Sw | | | o---Kr o / \ | / / \ Sk / / \ / o B---o---o / / / / / / o-o-L o o / \ /|\ / \ / \ / | \ / \ / Wk \ / | \ / \ Stacja A---o | o W o---o o---> Gnomiometra
\ o / \ /
\ | / \ /
\|/ \ /
o o
/ \
/ \
/ \
J o—o—K
/ \
/ \
/ \
P S

> przeczytaj strone 3
Zatytulowano: Gnomocyped

____ _
/ ___|_ __ ___ _ __ ___ ___ ___ _ _ _ __ ___ __| |
| | _| '_ \ / _ \| '_ ` _ \ / _ \ / __\| | | | '_ \/ _ \ / _' |
| |_| | | | | (_) | | | | | | (_) | |__.| |_| | |/ /| __/| (_| |
\____|_| |_|\___/|_| |_| |_|\___/ \___/ \__. | ._/ \___| \____|
_/ /|_|
|__/

Kiedy ostatnio rozwieszalam plakaty zapowiadajace nowego Periodicusa
zostalam zaczepiona i zapytana przez pewnego halflinga 'co to do diabla
za ustrojstwo', na ktorym podrozuje. Otoz byl to wlasnie gnomocyped.
Urzadzenie wspaniale i ulatwiajace zycie, jednak nadal znane bardzo
malej liczbie osob. Dlatego tez chcialabym dzis przyblizyc czytelnikom
ten wynalazek, autorstwa V Mistrza SGW, Kulinga.

Gnomocyped jest wynalazkiem ktorego zadaniem jest uprzyjemnienie
podrozowania po terenach miejskich i budynkach. Jest poreczny, lekki
i prosty w obsludze. Pozwala rozwijac duze predkosci nawet na lekko
wyboistej drodze, dzieki czemu podrozowanie nie musi byc juz dlugie
i nieprzyjemne. Dzieki niemu oszczedzamy czas i energie, ktora
spozytkowac mozna na czynnosci inne niz snucie sie po wydeptanych
traktach w upalny dzien.

Wyglada bardzo ladnie i zgrabnie: /
pozioma deseczka z zamontowanymi T
kolkami, od ktorej odchodzi pionowa /|
metalowa raczka. Aby wprawic go |
w ruch, trzeba kolejno: zlapac za |
raczke, postawic jedna noge na <===============>
deseczce, a druga odepchnac sie od O O
podloza. Kiedy pojazd uzyska juz
predkosc, mozemy dostawic na deseczke druga noge.

Kazdy egzemplarz zbudowany jest z dobrze przygotowanych czesci: nie
poslizniemy sie na deseczce, poniewaz pokryta jest cienka warstwa
substancji antyposlizgowej. Obrecze malych koleczek sa odporne na
kamienie i ciernie, ktorych pelno jest na drogach. Raczka pozwala nam
utrzymac rownowage i pokierowac pojazd we wlasciwa strone. Ponadto
dzieki specjalnym testom na obciazenie cala konstrukcja jest bardzo
mocna i wytrzymala – utrzyma nawet ogra z nadwaga.

Z pierwszych zapiskow Mistrza wynika ze jego celem bylo rowniez
stworzenie gnomocypedu w wersji wieloosobowej oraz militarnej. Do tej
pory jednak jedyna istniejaca wersja jest gnomocyped jednoosobowy.

na podstawie zapiskow Mistrza Kulinga i doswiadczeN wlasnych
gnomocyped opisala inz. Rigel

> przeczytaj strone 4

Zatytulowano: Kopalnia tileanska (I)

| _ |
| | | _ __ __ __ _ _ __ (_) __ _ |
| | '/// |\| _`)/ _` | | | \| |/ _` | |
| |_|\_\__/|| \__,_|__-|_|_|_|\__,_| |
| || |
| __ _ |
| | _| (_) _ __ __ _ __ __ | | _ __ _ |
| | |_ | || | / -_)/ _` | \ / _\| '/// _` | |
| |___||_||__-\___|\__,_|_|_|\-_/|_|\_\__,_| |
| |
| K I L K A G O R N I C Z Y C H L I C Z B , F A K T O W, |
| O P O W I E S C I O R A Z K A W A L E K |
| M A P Y W O D C I N K A C H – C Z E S C I. |
| |
| |
| Trzymasz wlasnie w reku, drogi czytelniku, krotki |
| raport, bedacy efektem ubocznym gorniczego trudu. Jeslis |
| kiedy spedzil w osadzie gorniczej czasu na tyle duzo, ze |
| na sama mysl o kolejnej porcji tej samej kaszy, dreszcz |
| przechodzil Ci mimowolnie po karku. Setny kufel jedynego, |
| dostepnego w karczmie piwa sprawial, iz miales wrazenie, |
| ze wszystkie plyny swiata smakuja w ten sposob. Tak samo |
| pod ziemia ciemne dnie i noce zlaly sie w jedno tak, ze |
| wstawales do pracy jak tylko sil zebralo sie na tyle, by |
| z baraku sie wytaskac, a kladles sie gdy ich braklo by |
| kopac dalej. Dnie cale przy bladym swietle kaganka czyni- |
| ly, iz katem oka rzeczy niestworzone zaczynales widziec. |
| A posrod ciszy podziemnego korytarza, przerywanej jedynie |
| rytmicznym uderzeniem oskarda, zaczynales slyszec dzwieki |
| co do ktorych nawet dzis nie wiesz, czy byly prawdziwe. |
| Jeslis doswiadczyl tego wszystkiego na wlasnej skorze, |
| to wszystko co tutaj przeczytasz wyda Ci sie znajome. |
| |
| Powody, dla ktorych kopalnia sama z siebie moze |
| rodzic opowiesci i legendy. Historie zdajace sie byc tak |
| samo prawdziwe, bez wzgledu na to czy fakt za nimi stoi, |
| czy moze tylko zludzenie. Te juz zostaly napomkniete. |
| Drazysz bez ustanku gore, ktora co raz wbrew Twojej woli, |
| a zgodnie z wola natury uklada sie spowrotem, zasypujac |
| to, co w znoju przekopales. Tak, iz nie masz pewnosci, |
| czy z kolejnym uderzeniem oskarda w scianie zyla zlota |
| sie pojawi, czy moze czaszka poprzednika, ktory przed |
| toba ten sam tunel przekuwal. Gdy w ciemnosci i ciszy |
| zmysly plataja figle. Jedyny kalendarz mowiacy ile juz |
| dni pod ziemia to wizyta pewnego jegomoscia, ktory zak- |
| ladajac sygnet oznajmia: „Dlugo Wasc juz nie pokopiesz. |
| Licencja sie konczy”. Gdy tak cale dnie mijaja, tedy sam |
| nie wiesz czy to co Ci sie zdaje, lub to co gornicy przy |
| piwie mowia, czy prawda to czy falsz. |
| |
| Tako i ja, kopiac juz dzien nie wiem ktory, aby |
| bystrosc umyslu zachowac i nie dac sie omamic mrokowi, |
| powzialem sie spisac te slowa. Sa tu i fakty i zwidy. |
| Choc zem staran dolozyl, by jasno granice widac bylo. |
| |
| Pierwsza rzecz, ktorej gornik sie podejmie, gdy |
| glowa jego skupiona ciagle na nasluchiwaniu pomrukow |
| gory, patrzeniu czy co z sufitu nie odpada podczas kucia |
| sciany. Otoz by czujnosci nie uspic, pierwej zacznie |
| szukac zajecia uwagi zbyt nie zajmujacego ale i trzymaja- |
| cego mysli na wodzy. Bo wiadomo, ze rutyna w kazdej pracy |
| zabija, ale w pracy gornika zabija dwa razy szybciej. |
| Tako gornik zaczyna liczyc. Z braku innej mozliwosci |
| liczy to, co z kolejnym uderzenim od sciany odpadnie. |
| Czesta to czynnosc, o ktorej gornicy co raz wspominaja. |
| Wiec i ja liczylem, co dla kazdego kto kopal dosc dlugo |
| niczym nowym nie bedzie. Uderzenie – brylka. Nastepne – |
| dwie. Dziesiec. Sto. Tysiac. Kolejny oskard peka, wiec |
| kto by to razem spamietal. Ale ja notowalem. |
| |
| Tak patrzac co od sciany odpada i w jakiej ilosci |
| doszedlem do pierwszech faktow z kopalnia zwiazanych. |
| Spisywalem dosc dlugo zawartosc kazdego wiadra urobku, |
| ktorem przed kopalnie wynosil. Przy kolejnym juz tysiacu |
| brylek rud wszelakich liczyc przestalem. Liczylem po to, |
| by jasno okreslic jakie rudy i w jakiej ilosci w kopalni |
| wystepuja. Ale nastepna setka i tak proporcji zmienic |
| znacznie nie mogla wzgledem tysiecy wczesniej zliczonych. |
| Tako poprzestalem, gdy brylek cztery tysiace z okladem |
| z kopalni wynioslem. Nikla ta czesc z calosci, zliczona |
| byla w pierwszym okresie pobytu w kopalni. Podawac ilosc |
| dni gnomich z tego okresu sensu nie ma. Gdyz jeden gornik |
| caly gnomi dzien kuc moze, a inny po godzinie uda sie na |
| spoczynek. Jeden kopie szybciej, drugi wolniej. Wiec nie |
| ma mozliwosci, by uznac, ze wykopanie tych czterech |
| tysiecy zajmuje tyle to, a tyle czasu. Czas wiec bedzie |
| tu zmienny. |
| |
| Sa wszak pewne stale niepodwazalne wnioski, ktore |
| bez wzgledu na to kto kopie zawsze beda prawdziwe. Otoz, |
| kopiac w scianie, co raz wykujemy tak duzy jej fragment, |
| ze korytarz podziemny powiekszy sie w kierunku, w ktorem |
| zesmy kopali. Aby tego dokonac, trza dokladnie stu solid- |
| nych uderzen oskarda, a co za tym idzie, trza sto brylek |
| od sciany odlupic. To pierwszy, znany kazdemu kto kopie |
| fakt. Drugi, rownie oczywisty, jest taki, iz poza gruzem |
| bezwartosciowym, w opisywanej kopalni wegiel, zelazo oraz |
| zloto wykopac mozna. Przy czym zloto wystepuje tylko na |
| nizszym poziomie kopalni. A i to bardzo zadko. |
| |
| To co gornikow, tych wytrawnych i tych poczatku- |
| jacych zaciekawic moze, to wlasnie zasobnosc zloz kopalni |
| we wszelkie rudy, ktore wymierna wartosc maja w skupie. |
| Jak mowilem, do kruszca cennego trza miec nosa, gornicza |
| intuicje i fart. Tak tez ilosci, ktore tu podaje trza |
| traktowac z pewnym marginesem doslownosci, gdyz los |
| sprawic moze, ze ktos inny kopiac wydobedzie o kilka |
| procent danego kruszcu wiecej lub mniej niz ja. Ale wiem, |
| ze czesto gornicy sie zastanawiaja, ile to mozna zlota |
| z kopalni wyniesc, ile monet z pracy uzyskac. Tako pisze. |
| Nie licz gorniku na to, ze rozkuwajac kolejna sciane, uda |
| Ci sie spieniezyc wszystkie brylki od niej odlupane. Jest |
| to tak, ze zawsze ponad 40 sposrod setki gruz to bedzie. |
| Bez wzgledu na poziom kopalni, na ktorym kopiesz, gruz |
| stanowi ponad 40 procent zawartosci sciany – jesli masz |
| pecha, duzo wiecej. Liczyc srednio mozna, ze jest to 40 |
| i kilka procent. Reszta brylek przypada na zloza kopalne. |
| Nie zauwazono, by ilosc wegla i zelaza w kopalni roznila |
| sie w jakims znacznym stopniu. Oba zloza sa raczej rownie |
| zasobne. Zloto zas wystepuje w ilosciach sladowych i to |
| tylko na drugim poziomie kopalni. |
| Procentowo wyglada to mniej wiecej tak. |
| Gruz – 40 proc. |
| Wegiel – 30 proc. |
| Zelazo – 30 proc. |
| Gdy traktowac te liczby doslownie, tedy okaze sie, ze juz |
| mamy opisane 100 procent zawartosco scian i nie ma tu juz |
| miejsca na zloto. Ale sa to wartosci przyblizone i trza |
| nam brac margines bledu , ktory uczyni, ze danych brylek |
| ukopiemy mniej lub wiecej. Z moich obserwacji wynika, ze |
| wlasnie w tym marginesie bledu bedzie sie miescic procen- |
| towa zawartosc zlota w kopalni. |
| Jesli chodzi o roznice w zasobnosci zloz miedzy poziomami |
| kopalni, tycza one tego wlasnie, iz na pierwszym poziomie |
| nie trafiono na zloto. |
| |
| Tak wiec ilosc zlota bedzie miescic sie w statys- |
| tycznym marginesie bledu. Tym razem, w trakcie badan |
| stanowilo ono dwa procent z posrod tego, cozem wykopal na |
| nizszym poziomie kopalni. To tyle jesli idzie o procenty. |
| Ze wzgledu na nikla ilosc zlotego kruszca, okazuje sie, |
| iz to zelazo jest tym zlozem, z ktorego w dluzszym okre- |
| sie czasu uzyskiwac bedziemy najwieksze zyski. Jest dosc |
| cenne i jest go duzo – tyle co i wegla. Mimo, iz nigdym |
| nie spotkal gornika, ktory prowadzil takie obliczenia, |
| wszyscy dokladnie sobie z tego sprawe zdawali. Nie raz |
| po pracy przy piwie gornicy prawili ile to dzis nie zaro- |
| bili, i zazwyczaj wlasnie zelazo bylo tym, co ich uwage |
| zaprzatalo. Czasem tylko ktorys siadal i opowiadal, ku |
| niedowierzaniu kompanow, iz widzial w scinie jakies |
| dziwne zloza. Smugi nie podobne do zadnych innych. |
| Mieniace sie nawet w pyle i brudzie blaskiem jasnym. |
| Twarde niespotykanie, iz nie jeden oskard na nich peknal |
| nie odlupujac ani najmnejszego okrucha. Opowiesci te, co |
| raz do mych uszu w karczmie dochodzily. Jedni mowili, ze |
| zwidy to. Ze wilgoc na scianie swiatlo lampy odbija. Lecz |
| nie brak takich, co do dzis dnia wierza, ze widzieli |
| zloze najczystszego mithrylu. Inni mowia, ze kamienie to |
| szlachetne z pewnoscia byc musialy. Jakie – tego nie |
| wiedza. Tak kraza opowiesci o zlozach mithrylu, cytrynow |
| ogromnych czy krysztalu gorskiego, pod ziemia lezacych. |
| |
| Moze to i prawda. Moze gdzies zyje jaki gornik, |
| ktory je odlupil i wzbogacil sie na tyle by moc opuscic |
| kopalnie na stare lata. Moze ktorys czytelnik sam takie |
| cuda widzial. Jam ich nie widzial, choc nie raz w oczach |
| sie cos mienilo. Tako pisze jedynie, izem slyszal |
| opowiesci o skarbach nieprzebranych. Lecz ich nie moge |
| potwierdzic. Jedno jest wszak pewne. Bez wzgledu na to, |
| czy takowe istnieja czy nie, i tak w kopalni mozna solid- |
| nie sie wzbogacic. Tu tez czytelnikowi jasno nie powiem |
| ilez to mozna zarobic kopiac w okresie obowiazywania |
| licencji. Ze znanych powodow. Jedni maja farta i kopia |
| szybko. Inni wytarguja lepsza cene w skupie za brylki |
| wydobyte. Sprawdz czytelniku sam. Sprzedaj po jednej |
| brylce kazdego rodzaju by zobaczyc jak sa cenne. A potem |
| jesli uznasz, ze moje szacunki co do zasobnosci zloz sa |
| wiarygodne latwo obliczysz, ile srednio zarobisz rozkuwa- |
| jac sciane i ile czasu ci to zajmie. |
| |
| By byc uczciwym wobec czytelnika, nie tego, ktory |
| kopie juz od lat (bo ten dokladnie wie to, co chce tu |
| napisac), lecz tego, co dopiero schodzi pod ziemie sku- |
| szony wizja bogactw. Trza tu dodac, iz liczyc sie musi |
| kazdy gornik z tym, ze zamiast zlota w kopalni smierc |
| znalezc moze. I na ten temat po osadzie krazy wiele opo- |
| wiesci. O tym, jak w korytarzu kilkanascie osob na raz |
| zywcem pogrzebalo. O mlodzikach, ktorzy ledwo pod ziemie |
| zeszli i nawet oskarda nie dobywszy oberwali glazem co to |
| z sufitu sie oderwal. O szalencu, co to ponoc celowo |
| rozkowal sciany i sufit, zeby zawalic wyjscie z kopalni a |
| w niej wielu gornikow. Czy wreszcie o tajemnej komnacie, |
| w ktorej ponoc do dzis zasypani moga zyc sedziwi juz gor- |
| nicy, ktorzy nawoluja o pomoc. I raz na czas jakis kompan |
| przed zasnieciem w baraku wspomina, ze dziwne okrzyki pod |
| ziemia slyszal. Cala masa przerazliwych historii, ale tez |
| z drugiej strony i niesamowitych opowiesci o wyczynach |
| wrecz boskich. Jak na przyklad o krasnoludzie, co to sam |
| ponoc golemi rekami i po ciemku wykopal sie spod ziemi, |
| a zagrzebany byl ponoc wiele tygodni. |
| |
| Dawac im wiare czy nie, faktem pozostaje, ze ko- |
| palnia jest miejscem wielu tragedii. Sam zem na wlasne |
| oczy widzial, jak wali sie odnoga korytarza, co do ktorej |
| ledwo jakis gornik wejsc zdazyl nieopatrznie. Samemu nie |
| raz ledwo z zyciem uchodzilem, gdy posrod sypiacych sie |
| odlamkow trza bylo uciekac, pozostawiajac pod ziemia |
| narzedzia i dorobek kikudniowej pracy. Albo gdy wychodzac |
| z kopalni spostrzegalem, ze wyjscie calkiem zasypalo. |
| |
| Wszystko to mialo miejsce. Wiele ofiar pod ziemia |
| pogrzebanych. Gornikow tak starych jak Serdock, ktorzy do |
| starosci przezyli, niewielu chodzi. Ale tez nie jest tak |
| zeby kazdy od razu ginac musial. Wiele zalezy od uwagi, |
| czujnosci i rozsadku kopiacego. A tych z czasem sie naby- |
| wa, jak i odruchow wlasciwiych i umiejetnosci czytania |
| sygnalow, ktorymi mowi do nas gora, ostrzegajac przed |
| zawalem. |
| |
| Podstawowe zasady bezpiecznej pracy, kazdy kto |
| ciekaw znajdzie. Chocby w osadzie na tablicy spisane slo- |
| wami kuzyna Kzanola. Powtarzac nie bede. Ale i tak, co |
| gornik, to inaczej kopie. Jeden jak zejdzie pod ziemie, |
| to wyjdzie dopiero gdy czas na prycze. Inny co raz, gdy |
| tylko sie zmeczy, wyjdzie przed kopalnie by odpoczac. Tak |
| pierwszy bedzie kopal szybciej, ale i pozostajac dluzej |
| pod ziemia zwiekszy ryzyko, ze pogrzebanym bedzie. Drugi |
| wolniej bedzie kul, ale mniej czasu w kopalni spedzi |
| to i mniejsza szansa, ze sufit mu na glowe spadnie. Jeden |
| poza jednym wiadrem i lampa nic nie wezmie. Nie obciazony |
| raz dwa i sciane przekuje. Ale bez zapasowego sprzetu |
| w razie wypadku niechybnie zginie. Inny sie oblozy, ale |
| i zabezpieczenie wezmie. Tako kazdy decyduje sam. |
| |
| Wszak jedno jest tu wymagane bez wzgledu na wybor. |
| Kazdy winien stale nasluchiwac sygnalow kopalni. Gdy sie |
| ziemia zatrzesie wiac trza, i jeslis zbyt zamyslony, lub |
| nie poczujesz wstrzasu, osuniecia nie zauwazysz – zapewne |
| zginiesz. Naprawde wiele pomoze, jesli uwaznie sluchasz, |
| patrzysz, co tez sie dzieje wokolo. Sam moge powiedziec |
| tyle: kopalem wiele czasu. W tym czasie nie raz korytarz |
| sie nademna walil. I prawie zawsze udalo mi sie uciec |
| z opalow. Jest jedno jeno niebezpieczenstwo. Czasem, |
| zanim korytarz, w ktorym kopiesz sie zawali, wpierw |
| osunie sie sasiedni, blokujac droge ucieczki. Tedy nic |
| nie pomoze. |
| |
| Tym razem na tym poprzestane. Tych kilka liczb, |
| faktow i opowiesci mam nadzieje zaciekawilo czytelnika. |
| Jednoczesnie zachecam z gory do zamowienia nastepnego |
| numeru Periodyka, w ktorym to pojawi sie dalsza czesc |
| mego raportu. Zawierajaca kolejne gornicze historie oraz |
| mape Kopalni Tileanskiej. Z gory zastrzegam, ze wciaz |
| nie kompletna. Ale to wszystko nastepnym razem w drugiej |
| czesci, ktora ukaze sie niebawem. |
| |
| inzynier Zumberto von Habenix |
| Kierownik Wydzialu Gorniczo – Maszynowego |
| Stowarzyszenia Gnomich Wynalazcow |
\================================================================/

> przeczytaj strone 5

Zatytulowano: Magia perfum (II)

_____, ___,
(-| | | (-|_)
_| | |_,agia _| erfum
( (

Witam w drugiej czesci „Magii Perfum”. Tym razem w artykule bedzie
mozna odnalezc kilka praktycznych porad, jak dobrac najlepszy dla
siebie zapach, oraz klasyfikacje znanych w naszym swiecie perfum.
W kolejnym numerze natomiast pojawia sie obiecane informacje na
temat aromaterapii: odrobina historii oraz porady praktyczne.
Zycze przyjemnej lektury, niech zabierze was w magiczny swiat
zapachow…

__ _,
(-| | |
_|_|_|ielka sztuka uzywania perfum
(

Poszczegolne rodzaje pachnidel roznia sie od siebie stezeniem
esencji zapachowej. W przypadku perfum wynosi ono 15%, wody
perfumowanej – 8%, a wody toaletowej – 4%. Jesli na rynek trafiaja
wszystkie trzy rodzaje danego zapachu, zwykle kazdy z nich zawiera
odpowiednie stezenie substancji pachnacej.
Jesli jednak w sklepach pojawia sie np. tylko jeden produkt z
napisem „woda toaletowa”, nie znaczy to, ze pachnie on mniej
intensywnie. Moze zawierac tyle samo koncentratu, co perfumy.
Wspolczesni kreatorzy zapachow przyjmuja po prostu, ze osoba mloda i
aktywna, do ktorej akurat kieruja produkt, chetniej kupi flakonik z
napisem „woda toaletowa”, poniewaz bedzie poszukiwala lekkiego
zapachu. Jest to wylacznie zabieg majacy przyniesc korzysc w postaci
wiekszej ilosci sprzedanych perfum.
Ponadto kreatorzy kieruja sie okreslona koncepcja perfum. Wazny jest
ich kolor, np. niebieski przywodzi na mysl wode, odswiezenie,
czerwony – erotyke, a fioletowy – gesta atmosfere Dalekiego Wschodu.
Najlepsze perfumy to te, ktore lubisz. Ich zapach musi sprawiac ci
przyjemnosc. I nie ma znaczenia, ze np. naleza do tanszych. Warto
wiedziec, ze na cene sklada sie zazwyczaj ladne opakowanie. Bywa, ze
niedrogie i wcale nie najmodniejsze perfumy najbardziej ci
odpowiadaja.
Jesli czujesz sie w nich doskonale, to znaczy, ze zawieraja molekuly
uzupelniajace sie z molekulami twojego organizmu. Z kolei nawet
najdrozsza woda toaletowa firmowana znanym nazwiskiem moze cie swoim
zapachem odrzucac. Prawdopodobnie w tej kompozycji skladnikow sa
molekuly bardzo podobne do twoich, wiec organizm ich nie akceptuje,
bo ich nie potrzebuje – na zasadzie tych samych, odpychajacych sie
ladunkow.

____,
(-|
_|ajniki perfum
(

1. Nie lacz zapachow perfum, bo w konsekwencji moze powstac trudna
do zniesienia mieszanka. Jesli spryskujesz sie rano jakimis
perfumami i przez caly dzien nie zmieniasz ubrania, zostan przy tym
samym zapachu do wieczora. By nie zaklocic woni perfum, uzywaj
bezzapachowych kosmetykow, a jesli to mozliwe, kup sobie balsam do
ciala i mydlo z tej samej linii zapachowej. Wtedy na pewno bedziesz
pachniec doskonale.

2. Nie naduzywaj perfum. Pamietaj, ze wokol ciebie sa inni, ktorym,
moze ten zapach nie odpowiadac, bywa nawet, ze wywoluje agresje.

3. Jaki zapach? To nieprawda, ze latem powinno sie uzywac lekkich
roslinno-wodnych zapachow, a na zime ciezkich, oleistych. Wazne jest
wylacznie twoje indywidualne odczucie. Tak samo jesli na wieczor
wolisz delikatna mgielke pachnaca kwiatami, a o swicie ciezkie
orientalne perfumy – nie wahaj sie ich uzyc.

4. Kupowanie perfum jest sprawa niezwykle intymna. Trzeba wybrac je
samemu. Dlatego nie kupuj perfum komus w prezencie, jesli nie wiesz,
jakie zapachy lubi. Zawsze mozesz dowiedziec sie, jakich perfum
uzywa i dokupic do nich balsam lub inny kosmetyk o tym samym
zapachu.

5. Gdzie sie perfumowac? Do niedawna obowiazywala zasada: panie
skrapiaja sie za uchem i na szyi, panowie na klatce piersiowej.
Dobrzy perfumiarze nie wstydza sie mowic, ze trzeba sie perfumowac w
tych miejscach… gdzie chcemy byc calowani! Dlaczego? Bo nasze
strefy erogenne to jednoczesnie najbardziej ukrwione miejsca na
calym ciele. Rozpylone tam perfumy beda sie najlepiej utleniac i
dzieki temu dlugo pachniec.
Dawni mistrzowie mowia, iz kobieta za uszami i na szyi perfumuje sie
na codzien, dla siebie. Kiedy dodaje kropelne pod kolanami – robi to
dla mezczyzny, z ktorym pracuje. Kiedy natomiast skrapia dekolt
lub… inne intymne czesci ciala – robi to dla swojego wybranka.
Co ciekawe, kobiety przede wszystkim perfumuja sie dla siebie.
Mezczyzni zas… dla kobiet.

6. Perfumy moga wplywac na nasze samopoczucie na tej samej zasadzie
co olejki aromaterapeutyczne. I tak na przyklad perfumy z wanilia
moga uspokajac, bogate w pizmo z kolei beda delikatnie pobudzac.
Niektore, np. bogate w cytrusowe nuty moga nawet usmierzyc migrene.
Ale uwaga, sa tez zapachy, ktore nam szkodza. Czasem wrecz wywoluja
meczacy bol glowy i mdlosci. To moze znaczyc, ze jestesmy na nie
uczuleni.

7. Perfumy moga sie zepsuc. A raczej zawarte w nich skladniki
barwiace, zwlaszcza jesli flakonik stal dlugo na sloncu, np. na
parapecie. W efekcie barwniki sie wytraca i opadna na dno w postaci
osadu. Takie perfumy trzeba wyrzucic. Najlepiej przechowywac
perfumy w ciemnym, niezbyt cieplym miejscu, np. na polce w lazience
lub na toaletce w sypialni. Uwaza sie, ze flakonik codziennie
uzywanych perfum powinien nam wystarczyc na 3-4 miesiace.

8. Perfumy warto zmieniac, bo nasz wech jest tak doskonalym
zmyslem, ze szybko przyzwyczaja sie do znanych sobie zapachow i w
konsekwencji przestajemy je czuc. Wyczuwamy intensywnie tylko te
nowe. Dlatego po dluzszym czasie stosowania jednego rodzaju perfum
wydaje nam sie, ze szybciej sie ulatniaja, nie pachna. To nasz nos
potrzebuje nowych bodzcow. Dlatego warto robic przerwy w uzywaniu
ukochanego zapachu, by sie nam nie znudzil.

9. Dla profesjonalistow. Czesto zapachy opisuje sie, korzystajac z
nazw zrozumialych tylko dla perfumiarzy. Dlatego absolutnie nie
przejmuj sie, jesli nie wyobrazasz sobie zapachu, na ktory sklada
sie np. nuta skorzana, nuta lesna czy rozy damascenskiej.
Skladnikow perfum jest mnostwo, wiec i tak nikt z nas by ich nie
ogarnal. Czy wiesz, ze jest kilkanascie rodzajow olejku
pomaranczowego? Trudno tez klasyfikowac perfumy jako np. kwiatowe
czy wodne, bo powstaje tyle nowych zapachow, ktore nie przystaja do
zadnej okreslonej kategorii. Jedyny prawdziwy test perfum to
wrazenie, jakie na tobie robia. Tylko wtedy wiesz, jak pachna. A na
pewno dla kazdej innej osoby beda pachniec zupelnie inaczej,bo kazdy
ma inna wrazliwosc na zapachy.

10. Dla niej i dla niego. Kiedys uwazalo sie, ze meskie zapachy nie
moga zawierac zadnych „slodkich” nut, natomiast duzo zwierzecych,
jak pizmo. Z kolei damskie bazowaly na delikatnych aromatach
kwiatowych. Teraz sie od tego odchodzi.
Miedzy wspolczesnymi perfumami dla niej i dla niego jest tak
naprawde jedna roznica – w ilosci poszczegolnych skladnikow. W
wersji meskiej jest ich po prostu wiecej, by zapach byl bardziej
intensywny.

11. Jak kupowac? Nasz nos po kilku powachanych flakonach odmowi
wspolpracy. Po prostu receptory wechowe przeciazone iloscia bodzcow
zapachowych przestana rozpoznawac nowe. Dlatego na raz maksymalnie
damy rade powachac okolo czterech rodzajow.
Zaczynamy od perfum bezbarwnych, bo to zazwyczaj najlzejsze zapachy,
a konczymy na najciemniejszych, czyli najciezszych. Najlepiej
posmarowac perfumami wewnetrzna strone nadgarstkow, bo perfumy
ujawniaja caly swoj bukiet zapachowy dopiero w kontakcie z ciepla
skora osoby.
Dobrym sposobem zeby nasz nos mogl odrobine odpoczac i nie mieszac
zapachow jest wachanie ziarenek kawy, ktore sprzedawcy zawsze sa
gotowi nam podac w dobrych salonach sprzedazy.

Powodzenia w magicznym swiecie zapachow!

Odnalazla i przepisala dla Czytelnikow

Natt, Pani Nocy…

> przeczytaj strone 6
Zatytulowano: Wyniki ankiety

Oto wyniki ankiet, ktore otrzymalismy od naszych czytelnikow (w ankiecie nie
brano pod uwage inzynierow SGW):

odpowiedz wymijajaca: (4%)

Prenumeruje od numeru:

odpowiedz wymijajaca: (14%)

w sam raz: (86%)
zbyt mala: (9%)
zbyt duza: (4%)

w sam raz: (68%)
zbyt male: (14%)
zbyt duze: (9%)
odpowiedz wymijajaca: (9%)

Szata graficzna:

Forma ogolna:

> przeczytaj strone 7

Zatytulowano: Choroby magiczne

O chorobach magicznych i innych tajemniczych przypadlosciach

Kazde dziecko wie, ze w dwojaki sposob zachorowac mozna. Mozna tak
zwyczajnie, przypadlosc taka powodowana jest jak to odkryl pewien gnomi
inzynier przez bakcyle male. Ten temat odlozmy pospolitym cyrulikom i
medykom. Nas interesuje drugi rodzaj dolegliwosci. Te, u ktorych podstaw
lezy tajemnicza sila zwana magia. Jest ich naprawde wiele, zbyt wiele
aby zawrzec je wszystkie na ramach tego artykuly. Zajmiemy sie wiec
tymi najwazniejszymi, tymi z ktorymi Wy drodzy czytelnicy, mozecie
kiedy sie spotkac.

Lykantropija
Pewno wydaje sie Wam, drodzy czytelnicy, ze o owej chorobie wiecie
wszystko. Niestety, musze wyprowadzic Was z bledu. Oczywiscie, ludowe
zawieraja czesc prawdy. Tylko czesc.
Historia pochodzenia tej choroby tonie w czelusci prastarych wiekow.
Jedna legenda powiada, iz starozytni Bogowie rozgniewali sie na
czlowieka imieniem Jaareth, ktory zaprzyjaznil sie z wilkami, aby
polowac na pielgrzymow i podroznych. Druga legenda jest szerzej znana,
a opowiada ona o magiku Utterze, ktory pragnal zdobyc wzgledy pieknej
Anabeli. Magik zmienial sie w ptaka, aby dotrzec do wiezy ukochanej.
Aby to uczynic warzyl w srodku lasu tajemny eliksir, z rzadkich
skladnikow. Na nieszczescie do zostawionego kociolka naszczal
bezceremonialnie wilk, nie przejmujac sie wcale ani chucia Uttera,
ani pani Anabeli. Utter przy kolejnym spotkaniu w polowie zmienil sie
w wilka i bez zadnych ceregieli zagryzl piekna Anabele i ja zjadl.
Jaka jest prawda? Nie wiadomo. I pewno szybko sie nie dowiemy.
Zostawmy wiec historie tej choroby, a zajmijmy sie tym jak ona sie
objawia.
Chory na lykantropije, zwany lykantropem, badz wilkolakiem, jest
narazony na straszliwa przemiane, ale jedynie podczas pelni ksiezyca.
Jego cialo staje sie wtedy owlosione i muskularne, rece przeksztalcaja
sie w lapy, a paznokcie w pazury. Tak przemieniony polwilk-polczlowiek
pala nienawiscia do wszelkiego zywego stworzenia. Jego jedynym
pragnieniem jest mordowac, a trzeba przyznac ze robi to calkiem fachowo.
Przemiana trwa dopoty, dopoki pelny ksiezyc swieci na niebie.
Musicie wiedziec drodzy czytelnicy, ze widok szalejacego wilkolaka jest
przerazajacy. Wielu zaprawionych rycerzy pierzcha od razu zobaczywszy
mordujacego wokol lykantropa.
Jak mozna zarazic sie ta choroba (badz klatwa jak niektorzy ja
nazywaja?) Otoz by do tego doszlo, musi zajsc szereg warunkow. Po
po pierwsze, najwazniejsze, osoba zostac musi ugryziona przez
wilkolaka podczas pelni. Po drugie, ofiara musi byc oslabiona mentalnie
i fizycznie, inaczej organizm obroni sie przed choroba. Po trzecie,
co wiekszosc bajan i ksiag pomija, gwiazda Lycan swiecic jasno musi
na niebie, co nieczesto sie zdarza. Inaczej dyc, mielibysmy multum
zarazonych i zarazy wytepic by sie nie dalo.
Slow kilka o obronie przed wilkolakami. Bujdy zaprawde, ze stworzenia
te sie srebra boja. Nie broncie sie srebrem, bo i srebro stracicie i
rzyc pogryziona miec bedziecie. Jedyna obrona przed lykantropami to
mimoza nurbiasta, zwana pospolicie lazega, a raczej wywar z niej. Odpedza
on wilkolaki powodujac u nich tepy bol czaszki.
Leku na lykantropie permamentnego nie ma, za to istnieje lek powodujacy
czasowe zatrzymanie przemian. Lek ten w wielkiej skrytosci chowaja Kupcy
Cechu Novigradzkiego. Nie udalo mi sie go jeszcze zdobyc.

Opetanie Astralne
Ta choroba jest Wam wszystkim z kolei znana. Moze nie wiecie, ze tak sie
nazywa, albo ze jest to jeden rodzaj dolegliwosci, ale zapewniam Was,
kto dluzej zyje na tym swiecie, wiedziec bedzie o co chodzi. A chodzi o
niewytlumaczalne, niekiedy bezsensowne zachowania roznych osob.
Rzeklibyscie, szalenstwo zwykle, ale nie, wyroznic trzeba opetanie, bo we
wszystkich przypadkach takoz samo sie objawia. Co znamienite, konczy sie
zazwyczaj smiercia osoby opetanej, smiercia nadzwyczaj tajemnicza i
swiadczaca o magicznym rodzaju tej choroby. Mianowicie, opetanych czesto
uderza piorun z nieba jasnego.
Jak zazwyczaj objawia sie opetanie? Ofiara tejze choroby zaczyna mowic
bardzo, ale to bardzo dziwne rzeczy. Najczestszymi wypowiedziami jest
powtarzanie slow : dwukropek, lewy, badz prawy nawias. Nikt do dzis nie
potrafi zinterpretowac tych wypowiedzi, choc zdazaja sie nader czesto.
Sa rozne teorie, byc moze opetany widzi w powietrzu napisy w jakims
starozytnym jezyku, moze jakis demon dyktuje mu co ma mowic? Zdarzaja
sie tez rozne inne wyrazy, ktorych ze wzgledu na moja wlasna obawe, nie
przytocze. Opetanego z reguly nie da juz sie uratowac.

Wampiryzm
To kazde dziecko zna : wapierz zly, krew z ludzi upuszcza, wypija i w
noc ulatuje. Czymze jednak jest wampiryzm, jezeli nie kolejna choroba
pochodzenia magicznego. Zdefiniujmy zatem kim jest ow wampir.
Jest to istota, ktora przekroczyla granice smierci, w inny jednak sposob
niz ozywione szkielety i zombie, bo zachowujac rozum i wlasne, lekko
zmienione tylko cialo. Jakze ono sie zmienilo? Zebiska urastaja – powiedza
chlopi. I ani chybi tak sie stanie, kly wapierza sa o wiele dluzsze i
ostrzejsze od zebow zwyklego czlowieka. Ale oprocz widzialnych i namacalnych
zmian, zachodza takze takie, o ktorych nie kazdy wie. Wampir bowiem, posiada
nadnaturalna sile i umiejetnosci. Moc taka ma, ze czlowieka cisnac
potrafi na dwadziescia albo i wiecej stop w powietrze. Przemieniac sie
moze w czarnego nietoperza, robi tak aby szybciej podrozowac. Moglbym
tak wymieniac roznorakie umiejetnosci wapierzy, od urokow do odpornosci
na zwykla bron, lecz przejde od razu do wazniejszego punktu. Wampiry potrzebuja
krwi, by podtrzymac swoj podly zywot. Bez niej, nie potrafia ni
reka, ni noga ruszyc. A zadza krwi praktycznie bezustannie meczy wapierze.
Dlategoz to napadaja wsie i porywaja panny. Niektore bowiem wampiry zywia
sie zarowno krwia, jak i strachem ludzkich istot.
Sposoby na wampira sa roznorakie : owe nie przestapia nigdy progu nie
zaproszone, ni czosnku do ust nie wezma. Zabic je mozna kolkiem osinowym,
co powoduje ich spoczynek na wieki. Inaczej dyc, wapierz taki w eteryczna
mgle sie zamieni, i uleci do swej trumny z ziemia ze swego grobu, gdzie sily
odzyska.
Waznym faktem jest to, iz w nocy potezne i dumne, w dzien wampiry sa
zdecydowanie bardziej oslabione. Wampira uleczyc z wampiryzmu nie da sie
inaczej niz wysylajac go w zaswiaty.

Pod spodem widnieje pieczec Wilka i podpis :
Pagan Counscil