Arkadia MUD MMORPG

Periodicus numer 26

Wywiady z Haernem i Ulikiem, Rady wujka Zxara

o—————————————————————————–o
| Data wydania: dwudziesty dziewiaty dzien pory Yule |
| |
| |
| /)_(\ |
| ______( 0 0 )______ |
| /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\ |
| )’_'( |
| ____.””_””.____ |
| P E R I O D I C U S |
| |
. .
. .
Witam Was po dlugiej przerwie! Mam nadzieje, ze zdazyliscie sie
stesknic za najczesciej kupowana gazeta na obu kontynentach.
Specjalnie dla Was przygotowalismy dwa szczere wywiady, troche
turystyki, literatury i oczywiscie wspaniale Dobre Rady Wujka Zxara!
Jednoczesnie zachecamy Was do wspolpracy z Periodicusem, podsylanie
arykulow, ciekawostek, wlasnej tworczosci. Miejsca w redakcji
czekaja wlasnie na Was!

Pozdrawiam i jak zwykle zyczymy milej lektury!

w imieniu Redakcji,
Faiga Fausto, red. naczelna

W tym numerze:
* Wywiad z Pulkownikiem Haernem……………………strona 1
* Wywiad z Mistrzem SGW – Ulikiem………………….strona 2
* Dobre Rady Wujka Zxara………………………….strona 3
* Relacje ze szlaku – Skellige…………………….strona 4
* Tileanska Historia – Opowiadanie…………………strona 5
. .
. .
| |
| |
o—————————————————————————–o
Mozesz przeczytac konkretna strone.
>
Zatytulowano: Wywiad z Pulkownikiem Haernem

Dnia piatego listopadnika polaczone sily wojsk Ochotniczego Hufca
Mahakamskiego i Krasnoludow Mahakamu wtargnely sila do obozu Kompanii
Gryfa, celem zniszczenia obiektu. Nawiazala sie dluga i krwawa walka,
nie obylo sie bez ofiar. Mahakamczycy dopieli swego celu. Oboz splonal.
Zdazylismy juz nieco ochlonac po tych wydarzeniach, mozemy wiec
spojrzec na nie trzezwym okiem. Zapach spalenizny juz wywietrzal.
Periodicus pojawia sie wszedzie tam, gdzie cos sie dzieje, takze i w
tej sytuacji nie bedzie wyjatku.

Specjalnie dla Was przedstawiam wywiad z Pulkownikiem Ochotniczego
Hufca Mahakamskiego – Haernem, jednym z najlepszych mahakamskich
dowodcow.

Faiga Fausto : To moze zacznijmy od tego jaka jest obecna sytuacja
miedzy Hufcem a Kompania Gryfa?

Pulkownik Haern : Ochotniczy Hufiec Mahakamski oraz Kompania Czarnego
Gryfa ustanowily zawieszenie broni poparte pewnymi warunkami, ktorych
spelnienie przez rzeczona Kompanie jest warunkiem podpisania paktu
pokojowego.

FF: Czy warunki sa tajne?

PH: Nie, wiekszosc jest jawna. Dodam, ze po stronie Hufca stoja
rowniez Klany Mahakamskie, ktore takoz braly udzial w rozmowach
pokojowych. A co do warunkow… Primo, Kompania Gryfa winna
przeniesc swoj oboz z powrotem na ziemie Imperialne, czego jak
donosi moj wywiad juz dokonala. Secundo, Kompania zobowiazuje sie
do przestrzegania zakazu wstepu na teren Masywu Mahakamskiego, z
kilkoma wyjatkami. Tertio, Kapitan Kristiansen slowem swym reczy i
przysiege zlozyl nigdy zbrojnie przeciwko Hufcowi Mahakamskiemu
oraz Klanom Mahakamskim nie wystepowac.
Jeszcze istotnym warunkiem jest calkowity zakaz wspolpracy Kompanii
z Ogrza Kompania oraz chordami Chaosu.

FF: A jak wlasciwie doszlo do konfliktu z Kompania?

PH: Kompania Gryfa nie spelnila ultimatum, nakazujacego jej opuszczenia
terenow Krolestw Nordlingow. Bylo tez kilka pomniejszych powodow.

FF: Czy moglby pulkowanik powiedziec pare slow o samej akcji napadu na
oboz? Jakies pikantne kawalki.

PH : Pikantne…?

FF: Czy to prawda, ze wszyscy mieliscie rozchlestane koszule?

PH : Wszyscy! Taki rozkaz.

(chwila ciszy)

PH: W owym szturmie jak zapewne wiadomo wsparly nas Klany Mahakamskie,
ktore glosowaniem Glow ustanowily wsparcie Hufca w owej wojnie. Tym
samym umacniajac nasz sojusz i wiezi przyjazni, bez nich sam Hufiec
nie podolalby temu nielatwemu zadaniu.
Z goracych szczegolow – wrzatek, ktorego na barbakanie stojacy obroncy
nie szczedzili nam w momencie wyazania solidnej bramy, na pewno byl
goracy.

FF: A „Gryfy”? Jak sie bronili? Dobrze sie bija?

PH: Odwaznie, to im trzeba przyznac. Przewaga silowa i liczebna byla
po naszej stronie. Oczywiscie u zadnej ze stron nie brakowalo bledow
czy lutow szczescia, niekiedy cienka linia dzielila wygrana potyczke
od fiaska…

FF: A czy zapamietal pulkownik jakies szczegolnie bohaterskie postawy?

PH: Oczywiscie!

FF: Prosze uchylic rabka tajemnicy, czytelniczki oszaleja!

PH: Piechur Nioh, dzierzacy Sztandar Hufcow Mahakamskich, ledwo
odratowany z lazaretu, nie namyslajac sie dlugo wrocil na pole walki.
Z drugiej strony rownie stanowcza postawa wykazal sie Kapitan
Kristiansen, ktory mimo prawie smiertelnych ran i krotkiego pobytu w
lazarecie nie ostawil swego wojska i wrocil na linie frontu, ponownie
doznajac rozleglych obrazen.

FF: To musiala byc piekna bitwa.

PH (nieco marzycielsko): A ten widok plonacych namiotow…

PH: Krajobraz popsulo przybycie padlinozercow Chaosu, zapewne liczacych
na latwy lup. Oczywiscie przeliczyli sie, i jak szybko przybyli, tak
predko wiali z podkulonymi ogonami, ino kurz na trakcie za nimi chmura
sie wzniosla.

FF: No dobrze, to moze zostawmy juz te plonace namioty. Moze teraz cos
o kuzynie. Jak to jest byc pulkownikiem Hufca?

PH: To przede wszystkim odpowiedzialnosc za losy zolnierzy i
bezpieczenstwo mieszkancow Masywu, ale rowniez duma i chluba pelnienia
tak waznej funkcji. Zasada 'Komu wiecej poruczono, od tego wiecej
wymagac beda' sprawdza sie tu w stu procentach. Czasem nawet wiecej.

FF: Czy jest pulkownik zadowolony ze swoich zolnierzy?

PH (z usmiechem): Oczywiscie! Jeden lepszy od drugiego, same zuchy.
Najbardziej jestem zadowolony, gdy wracam, chociazby, po krotkim
urlopie i widze, ze swietnie sobie dawali beze mnie rade, o nic
nie musze miec pretencji. Nawet latryny wyczyszczone! Chociaz do tego
to pewnie zagonili rekrutow.

FF: A co by powiedzial pulkownik tym, ktorzy mysla o zaciagnieciu sie
do Hufca? Jak zachecil?

PH: Jesli szukaja miejsca, z ktorego beda mogli chronic swoja ojczyzne
– to wlasnie Hufiec stanie sie ich domem. Jesli szukaja wojskowej
karnosci, sily, towarzyszy do ostatniej kropli krwi – Hufiec jest dla
nich. Jesli szukaja bezpiecznej oazy, domu, pogawedek przy piwie i
przechwalania sie iloscia smoczych zebow na naszyjniku – to wlasnie
Hufiec im zapewni.

FF: A teraz w imieniu czytelniczek musze zapytac… Jaki jest stan
rodzinny pulkownika? Zonaty? Dzieciaty?

PH (nieco markotnie): Po slowie. Jednak slowo gdzies sie w powietrzu
rozwialo, a i wybranka znaku zycia nie daje. Ale jedna zone juz mam…

(tu pulkownik wskazuje rog – symbol Hufca)

PH: I z kazda kolejna czas bede musial dzielic miedzy dwie!

PH: A dziatw – ze czterdziesci, i wszystek rosle chlopy na
schwal.

FF (lekko odchrzakujac): Czterdziesci?

PH: Mniej czy wiecej, kto by sie tam tych rot i regimentow doliczyl…

FF: No i nasze standardowe pytanie… Ulubione jadlo i napitek?

PH: Moze to dziwne, bo za morzem nie przepadam, a wody wiecej nizli
gorski strumien niepewnoscia mnie napada… Ale to co morze w glebinach
rodzi niezmiernie lube mojemu podniebieniu. Takze wszystkie karczmy w
nadmorskich osadach w Tilei znam na wylot.
A z napitkow… Ot, przepalany spirytusu lyk gardlo jak najlepszy napar
glaszcze!
>
>
>
Zatytulowano: Wywiad z Mistrzem SGW – Ulikiem

Stowarzyszenie Gnomich Wynalazcow przezywalo ostatnimi czasy sporo
zmian. Mistrz Luctus Void, po kilku latach piastowania stanowiska,
odszedl na zasluzona emeryture. Po jego rezygnacji odbyla sie ostra
walka o wladze, startowali miedzy innymi inz. Tabulariks, inz. Hiir,
inz. Yalom i inz. Krep. Wyniki, mimo iz jednoznaczne – wygral inz.
Hiir, wzbudzily kontrowersje i spowodowaly nieformalny podzial
stowarzyszenia. W wyniku stresu i presji, czterech inzynierow opuscilo
Stowarzyszenie. Jeden z nich popelnil samobojstwo, dwojka o ddala sie
samodzielnej pracy naukowej poza Stowarzyszeniem. U inzyniera Hiira
odkryto niesamowite zdolnosci i wstapil on do szacownego grona
Niesmiertelnych. W samym Stowarzyszeniu ucichlo. Uspokoilo sie. Nowym
Mistrzem zostal dlugoletni inzynier – Ulik Indagatrix. To wlasnie z nim
zamienimy dzis kilka slow.

Faiga Fausto: No wiec – po pierwsze – jak to jest byc Mistrzem SGW?

Ulik Indagatrix: Porownujac do wszelakich innych stanowisk jakie
przyszlo mi piastowac to spokojnie. Tym samym nieco nudno… Aczkolwiek
mysle, ze teraz takiego stanowiska potrzebuje.
No chyba, ze ktorys z Inzynierow cos przeskrobie. Wtedy robi sie nieco
ciekawiej.

FF: A mial juz Mistrz okazje do wykorzystania wladzy?

UI: Niestety, wszystkie gnomki gdzies wybyly. (cichy chichot) Mowiac
nieco powazniej to pare drobnych incydentow… nic szczegolnego.
No i moglem przyjac mlodego gnoma do Stowarzyszenia… to ten mily
aspekt wykorzystywania wladzy.

FF: A prosze mi powiedziec, jak sie ma sytuacja w SGW, jakies nowe
projekty, pomysly, wydarzenia?

UI: Sytuacja ma sie po staremu… z poczatkiem swojej kadencji
stworzylem towarzystwo dla bibliotekarza, mianowicie stanowisko
skarbnika i intendenta. Pomyslow, jak Kolezanka dobrze wie,
u nas zawsze duzo, niestety wiekszosc konczy sie wybuchowo.
Bibliotekarze nie donosili mi o zadnych ciekawych projektach, wiec
mozna uznac, ze takowych nie ma… No, a przynajmniej nie takich,
ktore maja szanse zrealizowania i pokazania swiatu.
Jesli chodzi o wydarzenia to pozostajemy tylko przy Dniach Gnomiej
Nauki… byl pomysl na wskrzeszenie biegu Khami Khadze, jednak ciezko
jest cokolwiek zorganizowac gdy wiekszosc Inzynierow przebywa na
delegacjach w dalekich krainach… albo zapija sie w lokalnych
karczmach.

FF: Czy LINGNOM nadal prowadzi dzialalnosc?

UI: Z tego co sie orientuje to prowadzi, aczkolwiek jest to bardziej
indywidualna inicjatywa kilku gnomow, co oczywiscie nie ujmuje jej
chluby.

FF: U kogo mozna obecnie nauczyc sie jezykow?

UI: Inzynierowie Khalid i Yalom zawsze chetnie udziela nauki. Jesli
tylko uda sie ich wysledzic. Akurat z Yalomem to nie ma problemu,
rezyduje w Nuln, to Khalida czesciej mozna spotkac w lasach i gorach.

FF: Czy chcialby Majster wprowadzic jakies zmiany w SGW? Albo moze w
Gnomim Miescie? Jakies pomysly na przyszlosc?

UI: Pomyslow jest wiele, pozostaje kwestia wykonalnosci. W samym gnomim
miescie brakuje i nfrastruktury naukowej… powstaly warsztaty, ale
potrzeba przeciez sal wykladowych. Podobnie jak sal konferencyjnych
z prawdziwego zdarzenia, wiekszych od tej w alkierzu naszej, gnomiej
karczmy. Dodatkowo sa pomysly na muzea i wystawy. Wszystko aby zwabic
wieksza ilosc wedrowocow do naszego podziemia.

FF: Czy planuje sie rozwoj gnomiometra?

UI: Plany sa gotowe… ale oczywiscie nie ma komu kopac.

FF: I dokad mialoby prowadzic? Moze akurat ktos sie zainspiruje i
przyjdzie z lopata.

UI: Stacje w twierdzach Craag Ros i Mons Arx, dodatkowo na podgorzach
od strony Aedirn i Lyrii.

FF: Zostawmy moze technikalia… Teraz pare slow o Mistrzu. Ustatkowal
sie Majster? Zona? Gnomieta?

UI: Zony brak, aczkolwiek swego czasu sie dwojki gnomiat dorobilem.
Praktyczne to juz samodzielne osoby sa, a nie gnomieta. Kurcze, stary
juz jestem… Wracajac jednak… Corka w Poviss zajmuje sie handlem
wszystkim co blyszczy i jest choc podobne do zlota. Natomiast owoc
mojej tileanskiej dzialalnosci w jednej z tamtejszych kompanii
handlowych poszedl bardziej w moje slady i wedruje po swecie.

FF: No i takie nasze standardowe pytanie… Ulubione jadlo i napitek?

UI (po dluzszym zastanowieniu): Najtrudniejsze pytanie… Nigdy
specjalnym smakoszem nie bylem, zasadniczo jadlem aby zyc, a nie sie
delektowac. Jesli chodzi o trunki to wyrwalem sie nieco z kanionu
gnomiego destylatu i preferuje wina. Najchetniej te z winnic
znajdujacych sie w dolinie Alby. Aczkolwiek jak latwo sie domyslic nie
sa zbyt popularne tu, na polnocy, ani tymbardziej za oceanem…
>
Zatytulowano: Dobre Rady Wujka Zxara

REDAKTORA ZXARA RAD KILKA cz. 2

W dzisiejszym numerze kolejna dawka Rad dla wszelakich Wedrowcow
Ziem Imperialnych i przylegajacych! Ledwo wstales z pryczy w
karczmie? Jestes swiezo upieczonym uciekinierem z domowego ogniska
swych rodzicow? To jest temat dla Ciebie! Po raz kolejny naprowadze
Was na poprawne politycznie zachowania w regionach, ktore z
pewnoscia dane Wam bedzie odwiedzic.

Podrozujac po ziemiach Imperialnych mozemy dojsc do podobnych
wnioskow co wiekszosc naukowcow socjognomii – latryny sa czystsze
od ulic, iloraz inteligencji tlumu nie przesciga tego u kurzego
jajka, a jakosc podniebienia mieszkancow ratuje tylko mniejszosc
z Krainy Zgromadzenia. To wszystko nie przeszkadza jednak w
egzystowaniu wielu grup spolecznych, ktore sila utrzymuja swoj
wlasny porzadek na podworku przynaleznym. Czy przemieszczajac sie
miedzy granicami tych terytoriow jestesmy zmuszeni dostosowywac
sie do ustalanych regul? W teorii tak by wypadalo, ale po krotkiej
analizie sytuacji dochodzimy do wniosku, ze reguly sa podobne, a
roznia sie tylko drobnymi szczegolami.

Przemierzajac okolice Nuln spotkac mozna praktycznie kazdego, nawet
syna, o ktorym nie mialo sie pojecia, albo corke, ktora jest od Was
starsza. Jest jednak pewna grupa, ktora charakteryzuje sie pewnymi
detalami. Jak spytacie kim sa, odpowiadaja kolorami – czarni,
czerwoni – pelen zakres palety, ktorej nie powstydzilby sie nawet
von Gog. Nosza pancerna rekawice, sztuk jedna. Czemu tylko polowa
normalnego zapotrzebowania dloni? Nie mam pojecia, ale moze to byc
zwiazane z zakazem uzywania tej opancerzonej do czegokolwiek poza
wojaczka. A zdecydowanie sa w niej dobrzy – swoje umiejetnosci
sprawdzaja miedzy soba, co sprawia, ze ich lazaret musi miec pelne
rece roboty. Mowa oczywiscie o szkole domu Von Raugen i jej
personelu edukacyjnym i uczniach. Szkola ta, jak kazda inna o tego
rodzaju renomie, posiada internat, w ktorym to mikrospoleczenstwo
zyje na codzien. Jak wiadomo, tak duzo mlodych umyslow w jednym
miejscu powoduje gwaltowny wzrost oparow wysokoprocentowych w
powietrzu. Spowodowalo to przerozne, dziwne zjawiska. Mieszkancy
pobliskich kamienic twierdza nawet, ze jak ktos w okolicy jest
niegrzeczny to Czempion szkoly, obecnie Cadael Lwowicz wypuszcza
na ulice przerazajacych mutantow, nad ktorymi ma pelna wladze. To
oczywiscie plotki. Moge potwierdzic swoimi wlasnymi oczami i
binoklami, iz po zwiedzeniu calej szkoly nie doszukalem sie zadnej
dodatkowej macki, czy innej konczyny u zadnego z widzianych
osobnikow. Zasadniczo dom Von Raugen chce poprzez inwestowanie w
szkole dbac o porzadek w Nuln, a takze zapewnic rozrywke
mieszkancom miasta. Gwardia, ktorej przewodzi Dowodca Falik
ma za zadanie chronic rod Von Raugen i jest perelka na tle zwyklych
zolnierzy Elektorki. Rady dla odwiedzajacych? Kilka, ale kazda
raczej prosta.

RADA 1: Jak uslyszysz nazwe koloru, ktorego nie znasz, nie dopytuj.
Lepiej sprawdzic potem w bibliotece, niz skonczyc jako
zakaska dla tygrysow, czy innych egzotycznych zwierzat.
RADA 2: Niewazne ile spirytusu wypiles, nie wchodz na arene.
Procenty dodaja odwagi, ale nie umiejetnosci wladania
mieczem.
RADA 3: Jesli chcesz komus zrobic psikusa udajac mutanta, nie rob
tego w Nuln. Na zdrowie Ci to nie wyjdzie.

Na polnocny-zachod od Nuln miesci sie najwieksza forteca jaka dane
mi bylo ogladac. Zamek Zakonu Sigmara Mlotodzierzcy. Juz przy
samym wymawianiu nazwy przechodza mnie ciarki. Rycerze zamieszku-
jacy ow twierdze sa prawdziwymi dostojnikami, a ich biale
plaszcze widac z kilometra przy srednich opadach atmosferycznych
o czwartej po poludniu. Podczas jesieni. Nie da sie ich nie-
zauwazyc. Poza rycerzami w zamku mieszka takze gwardia Mistrza
Zakonu, ktory przewodzi calym przybytkiem na czele Kapituly.
Czym jeszcze zwracaja uwage? Po plaszczu od razu dostrzegamy
Mloty. Ale nie jakies tam mlotki – Mloty. Zazwyczaj wielkie,
ciezkie, twarde, ktore zdaja sie az prosic o to zeby blizej
zaznajomic sie z czyjas glowa. A spotkanie takie nie nalezaloby
zdecydowanie do najprzyjemniejszych. Legendy glosza, ze mlot
dzierzony przez samego Sigmara bylo doprawdy najwiekszy,
najciezszy i najtrwadszy. A to, co szeptal do swego wlasciciela
niechaj lepiej pozostanie tajemnica (przynajmniej dla mnie),
gdyz liczba goblinskich glow, z ktorymi sie spotkal jest wieksza
niz standardowe szacunki dotyczace zamtuzow w Mahakamie.
Zadaniem prawdziwego Sigmaryty jest tepic wszelki chaos oraz
bronic granic Imperium. Natomiast gwardia, zlozona z krasnoludow
z Gor Kranca Swiata jest jednostka powolana specjalnie po to by
chronic Mistrza, obecnie Ansgara Kellera. A oto kilka rad, ktore
zdecydowanie przydadza sie podczas bliskich spotkan ktoregokolwiek
stopnia z czlonkami Zakonu Sigmara Mlotodzierzcy.

RADA 1: Nie wiadomo czemu, ale szafa (mebel o charakterze
przechowujacym) jest tematem tabu w szeregach Zakonu. Do
tego stopnia, ze jesli zycie Ci mile – nie wspominaj.
RADA 2: Nos helm, najlepiej jeden z tych ciezkich i mocnych (na
przyklad model GlownyDzwon2 z wytworni Wnodzemocny) oraz
jesli nalezysz do grona czytelniczek – bluzka bez dekoltu,
dluga spodnica oraz wlosy w warkocz. Celibat celibatem, ale
lepiej i tak nie kusic.
RADA 3: Psikus zwiazany z udawaniem mutanta w tym wypadku skonczy
sie gorzej niz w wyzej wymienionym. UWAGA – Imperialny
Fundusz Zdrowia nie refunduje zadnych rehabilitacji, jesli
powodem tymczasowej/permanentnej niepelnosprawnosci jest
„wyzywanie i prowokowanie czlonkow Zakonu Sigmara Mloto-
dzierzcy oraz obnazanie przed nimi nieprzyzwoitych czesci
swojego ciala”. Cytat z Dekretu J.W. Elektorki dotyczacego
Zakresu Dzialan Imperialnego Funduszu Zdrowia.
RADA 4: Jesli odwiedzasz Zamek celem zakupow u tamtejszych kowali
upewnij sie, ze zaden Rycerz nie jest w tym czasie tez
tym zainteresowany. Wszedzie wisza karteczki, ze wspomniani
obslugiwani sa poza kolejnoscia.

Wspomniana juz na samym poczatku Kraina Zgromadzenia jest
zamieszkana przez lud niebywale spokojny i przyjazny dla
przyjezdnych. Goscinnosc Halflingow z tamtejszych smajali nie zna
granic. Wielce Niestyty, ktorym obecnie jest Perhel Brandysnap,
doglada czy aby na pewno kazdy czlonek Zgromadzenia ma odpowiednio
uwypuklony brzuszek, gosc ma wystarczajaco duzo herbaty, a zapasy w
spizarce starcza do zimy. Przyszlej zimy, oczywiscie, gdyz takie do
tej blizszej starczylyby tylko do dnia nastepnego, a zdaza sie
niekiedy, ze spizarka jest oprozniana dwa razy, mimo, ze napelniono
ja raz. Specjalni wyslannicy Gnomiej Ekspedycji, nieformalnego
kolka naukowego, okreslili to zjawisko jako Paradoks Spizarnianego.
Jak sie okazuje, Spizarniany, czyli osoba odpowiedzialna za
Spizarnie w czasie swojej zmiany jest w stanie zjesc cala zawartosc
Spizarni, oraz to co ze soba przyniosl na czas pracy, co z reguly
jest obietosciowo porownywalne do obszernosci Spizarni. Wbrew
pozorom system ten sprawdza sie, gdyz uczciwosc Spizarnianych jest
ogromna i zawsze oddaja wszystko, co do okruszka. I to zanim pojawi
sie nastepny Spizarniany na swoja zmiane. Takze w tym miejscu
powinnismy pamietac o kilku rzeczach, aby wystrzec sie przed
nieprzyjemnosciami.

RADA 1: Pamietaj, jesli jadles cos dzisiaj, a nawet dnia
wczorajszego, nie zblizaj sie do Krainy Zgromadzenia.
Niewazne czy masz na to ochote czy nie, zostaniesz
zaproszony do obficie zastawionego stolu, a nie sposob
odmowic widzac przed soba tyle wspanialosci.
RADA 2: Jak trafisz na kogos, kto chce ofiarowac Ci ciasteczko, to
przyjmij je, inaczej spotkasz sie z potokiem lez.
RADA 3: Jesli nazywas sie Kotlecik, Kielbasa badz Paczek – radzimy
omijac Kraine Zgromadzenia szerokim lukiem, albo chociaz
nie afiszowac sie tym faktem.

Serdecznie zapraszam do lektury rowniez nastepnego wydania naszej
gazety, w ktorym umieszczony zostanie kolejny epizod cyklu.

Zxar Fausto
>
>
Zatytulowano: Relacje ze szlaku – Skellige

>>>>>>>>>><<<<<<<<<< Relacje ze szlaku Archipelag Skellige - Wyspa Faroe, Hindarsfjall i Kaer Hemdall >>>>>>>>>><<<<<<<<<< Morska bryza przynosi zapach ryb i wodorostow, a zimny wiatr chloszcze bezlitosnie przyprawiajac o dreszcze. Kolejny, zwykly dzien mieszkanca wysp z Archipelagu Skellige, przyzyczajonego do tego surowego i czesto uzaleznionego od kaprysow morza zakatka swiata. Archipelag Skellige to w istocie kilka wysp, z ktorych najwieksza nosi nazwe An Skellige. Druga co do wielkosci to Ard Skellige z warownia Kaer Trolde, a mala wyspa na zachodzie to Spikeroog. Na wschodzie zas wyspa Undrik, troche jeno wieksza od Spikeroog.Nieco na polnocny wschod polozona jest najmniejsza z wysp noszaca miano Hindarsfjall, niedaleko niej zas Kaer Hemdall.Nie mozna tez zapomniec o wyspie Faroe. >>>>>>>>>><<<<<<<<<< Czesc I. WYSPA FAROE >>>>>>>>>><<<<<<<<<< Na wyspe plywa jedynie maly statek 'Sel'threa', ktorego kapitanem jest Bjorn Dahlson. Oferuje przewoz zarowno z polnocnego portu Novigradu jak i z portu na Ard Skellige za 1 zlota monete. Ten czlowiek wie wszystko o tym zakatku i poswiecil cale swe zycie swojemu statkowi. Bjorn, zapytany o morze, usmiecha sie jedynie i mowi: - Kaprysne, niebezpieczne i nieobliczalne. - szeroki usmiech - Wymaga wielu ofiar i poswiecen. Takim je kocham i za nic nie zamienilbym swojego zycia na los szczurow ladowych. I ciezko mu nie przyznac racji, gdy mowi o tych nieobliczalnych wodach. Wystarczy jeden rzut oka za burte. Morze ma tutaj granatowa lub prawie sina barwe. Niespokojne fale zwienczone bialymi balwanami piany bezlitosnie chloszcza wybrzeze wgryzajac sie w jego strome skaly i drazac w nim bezustannie. Port, do ktorego przybijamy mowi wiele o wyspie i jej rozwoju. Tylko jeden - jeden srodek transportu mogacy wywiezc cie w bardziej cywilizowane obszary swiata. Drewniany pomost wspierajacy sie na palach wychodzi w zatoke. Wody zatoki sa raczej spokojne, gdyz od podmuchow wiatru i silniejszych fal chronia ja strome klifowe polwyspy wypietrzajace sie groznie na zachodzie i wschodzie przystani. Na poludniowym zachodzie zatoka wychodzi w pelne morze. Bez tej naturalnej ochrony, nie byloby mozliwe przycumowanie do brzegu.Widac stanowi to istne blogoslatwinstwo dla nielicznych mieszkancow. Pozostaly krajobraz to niemal pionowo opadajace w morze sciany, pociemniale i mokre od smagajacych je bezustannie fal, poznaczone peknieciami i wydrazone woda w miejscach gdzie woda uderza najsilniej. Bjorn wysadza mnie na pomoscie i po chwili odplywa. Walcze przez chwile z silnym wiatrem, ktory omal nie wywraca mnie prosto w spienione fale. Po chwili dopiero dotrzegam pochylonego, starego czlowieka, ktory nieopodal poprawia mocowanie sieci. Ewerel, bo tak zwie sie ow staruszek, spedzil tu cale swe zycie. Ewerel chetnie opowiada: - Zawija tu jeden drakkar - w zamysleniu zerka na morze - on laczy wyspe ze stalym ladem. Pytam o wyspe, miejsce ktore widac, ze kocha. - To zapomniane przez bogow miejsce. Niewielu nas tu zyje. Brak tu moze uciech - smieje sie i mruga do mnie - znanych w swiecie lecz wyspa ta moze zaoferowac ci spokoj potrzebny do oswojenia sie z soba i otoczeniem. Swiat za morzem bywa brutalny. Rozejrzyj sie wokol a nie pozalujesz. Rozgladam sie. Z jednego z najwyzszych punktow wyspy, znajdujacych sie w jej centrum i oslonietych od wiatru, mozna podziwiac jej pelen krajobraz - od lagodnych skalistych plaz polozonych na polnocy, poprzez porosniete zielenia skaliste rowniny serca wyspy, gesto pokrytego trawa, az po urwiste klify poludnia, ktore wznosza sie coraz stromiej by niespodziewanie skonczyc sie pionowa sciana. Na poludniowym wschodzie widac zatoke stanowiaca przystan dla przyplywajacych statkow. Najdalej na poludnie wysuniety kraniec wyspy jest najbardziej stromy i wystawiony na pastwe morskiego zywiolu. Wiatr swiszcze tutaj bezustannie niosac z soba kropelki lodowatej wody. Niespokojne fale chloszcza sciany klifu, wezszego przez to u podstawy niz na szczycie. Z tym groznym widokiem kontrastuje gleboki, nasycony blekit poludniowej zatoki- spokojniejszej oazy morza ukrytej w objeciach ostrych skal. Wbrew pozorom na wyspie mozna znalesc ziola, ktore nawet wsrod nieprzyjemnego wiatru i skal potrafia wyrosnac. Zreszta, na bujnej trawie wyspy pasa sie takze owce. Udomowione, brazowe owce, dokladniej rzecz biorac. Zwierze to wydaje sie byc uosobieniem spokoju i lagodnosci. Owce hodowane sa ze wzgledu na uzyskiwane z nich skory, mieso, mleko, jak rowniez welne. Staruszek widzac moj zachwyt dodaje: Owszem...Swiat nie ogranicza sie do tej wyspy. Kierujac sie na poludnie trafisz na przystan. Tam tez szukaj informacji o drakkarze mogacym cie przewiezc na lad. Pamietaj jednak ze za morzem czychac moze wiele niebezpieczenstw przed ktorymi chroni Cie to odosobnienie. Wyspa z pozoru jest monotonna...Jednak jest tu wiele zakatkow ktore warto zwiedzic. Na wyspie spotykam takze, Zasuszona i niesamowicie siwiutenka kobiete - Adie z Ard Skellige. Jest to miejscowa zielarka. Przystaje chwile i wypytuje, o zycie i o jej zainteresowania. Adia usmiecha sie i z poblazaniem radzi: ziola sa bardzo pozytecznym srodkiem leczniczym regenerujacym i wzmacniajacym. Do ich szukania wystarczy troche cierpliwosci i umiejetnosci. Znalezione ziola mozesz potem u mnie wycenic, sprzedac, a jesli jestes do tego zbyt leniwy, przejrzyj moja torbe, moze cos sobie wybierzesz do kupna. Dziekuje jednak i ide dalej, ogladac te surowe i zarazem piekne okolice. W szczelinach skalek gniezdza sie kepki soczystozielonej trawy, kraglosci glazow porasta sliski mech, w pekniecia z latwoscia moze wpasc noga. Na wyspie, w jej centralnej czesci, znalesc mozna karczme, ot chatke o dachu wykonanym z kamienia, zaopatrzona az w dwa stoly, przy ktorych mozna spozyc proste potrwawy. *+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++* | M E N U | *+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++* | N A P O J E | | Chlodna woda ........................... 10 | | 0.5 l Zimne piwo ............................. 22 | | /takze w 5-litrowej beczulce za jedyne 415 mdz/ | | J A D L O | | Zupa rybna ............................ 15 | | Cienki placek ......................... 35 | | /okazja - takze na wynos w tej samej cenie/ | *+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++* Doceniam to ciche schronienie, w koncu wiatr nie swiszcze mi w uszach, a w bardziej mrozne dni mozna sie ogrzac przy kamiennym kominku. Ciepla zupa krzepi, Zas cienki placek z jakiejs dziwnej maki upieczony na rozgrzanym kamieniu nada sie do zjedzenia dla kazdego glodnego podroznika. Natchniony artystyczna wizja wlasciciel karczmy postanowil jej nadac nieco ciepla i domowej atmosfery wieszajac na scianach szorstkie zwierzece skory w raczej przypadkowej konfiguracji, lecz konsekwentnie utrzymane w naturalnej kolorystycznie tonacji. Na tej wyspie, o dziwo,znajduje sie filia poczty. Niska, zbudowana z kamieni chata o plaskim dachu, malych otworach okiennych i niskich drzwiach. Budulec sprawia ze budynek niemal zlewa sie z otoczeniem,w wielu miejscach porastaja go platy mchu. Jedynymi drewnianymi elementami budowli sa proste okiennice i drzwi. Wzdluz obejscia usypano niski kamienny murek symbolicznie znaczacy granice tej posesji. =-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-= | o o | Wyspa Faroe - skalista i zawsze | | \ | wietrzna. Nie uswiadczysz tam | o--o T o | zrodla wody zdatnej do picia, a | |\ | | Legenda: | jedynie w karczmie nasycisz swe | P--o o--o o P - poczta | pragnienie. Wizyta tam zostawia | \| \ / T - karczma | dziwne uczucie refleksji. | o--o--o S - statek | Zapomiany,odludny zakatek,gdzie | |\ \ | mozna schowac sie przed calym | o--o-o o | swiatem, a jednoczesnie tak | / | | | | blisko jednego z najbardziej | o o S o | glosnego i ruchliwego miasta | | / | jakie znam - Novigradu. | o o--o | | \ | | o | | | =-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-= >>>>>>>>>><<<<<<<<<< Eve 'Aedd >>>>>>>>>><<<<<<<<<< >
>
Zatytulowano: Tileanska Historia – Opowiadanie

_________________________________________________________________________
/ —————– /\
| —————– /___/
| |
| Slonce opiekalo jasny kamien kamienic portowej czesci miasta Urimbo.|
| Piatka dobrze ubranych ludzi przemierzala ulice kierujac sie do jednej|
| z nich, wyrozniajacej sie przepychem wsrod starej, szarej i spekanej |
| reszty. Carlo, Franzisio, Poetro, Jacopo… i jeszcze ktos. Dzielni |
| chlopcy. Solidne fundamenty. Ostatnie sprawy, ostatnie rzeczy, ktore |
| musza zostac zalatwione. Problem? Nie, nie bedzie problemu.|
| Nie z tymi chlopcami. |
| |
| Westchnienie. |
| |
| – Signore? – Carlo popatrzyl ostroznie. – Cos sie stalo? |
| – Nic. Idziemy dalej, trzeba sie szybko uporac, Slonce zachodzi. |
| |
| Trzeba, wplynela mysl. Stary Paolo przyjmie zaraz gosci. Gosci… |
| Trzeba. Trzeba sie spieszyc, wyrobic przed czasem.Bo zawsze moga byc |
| komplikacje. Piatka mlodziencow, odzianych w najlepszego gatunku |
| czern przyspieszyla kroku. Sam fakt obecnosci osob odzianych w ten |
| rodzaj czerni wplywal na mieszkancow. Zatloczone ulice Urimbo |
| rozstepowaly sie na poly, noszac tluszcze nagle pelna szacunku |
| i… uzasadnionych obaw. Wszyscy wiedzieli czym owocuje brak |
| poszanowania dla tileanskich Rodzin. Kazdy wolal byc przyjacielem, |
| nizli wrogiem. Ah… Jak latwo poprzez wlasna glupote obudzic sie |
| z reka w nocniku… Casem pare stop dalej od samego ciala, bedacego |
| wczesniej wlascicielem tejze reki. Nikt natomiast pochodzenia |
| mlodziencow nie rozpoznawal. Fakt ten wkrotce ulegnie zmianie. |
| Jednakze, w chwili tej to sie nie liczylo. Od Lucciego? Giannaci? |
| A moze Vitacci? Jaka roznica, jesli kazda Rodzina postepowala |
| wedlug podobnych zasad. Przynajmniej do tej pory. |
| |
| Kolejne westchnienie. |
| |
| – Signore, |
| – Carlo, spokojnie. Zaraz dojdziemy, nie rozpraszaj sie. |
| |
| Wlasnie w tym problem. Narobiono konretnego syfu. W calej Tilei. |
| Trudno to nawet sobie wyobrazic, jak bardzo niektore, mniejsze |
| czy wieksze syndykaty posunely sie w zepsuciu. Brak poszanowania. |
| Brak dawnych, pieknych tradycji. Brak szacunku. Nic sie nie liczy. |
| Wszyscy, wszyscy chca pieniedzy. Handel fistehem? Tak. Brutalne |
| mordestwa, dla samej uciechy slyszenia trzasku gruchotanej kosci? |
| Bez zadnego powodu? Pewnie. Gwalty na kobietach? Jak najbardziej. |
| Czemu nie? Padre by na to nie pozwolil. Szacunek, poszanowanie. |
| Wiezy rodzinne. To kiedys bylo na pierwszym miejscu. Jednak, |
| wartosci te dawno zniknely z Tilei. Czemu? Niewazne. Tudno, stalo |
| sie. Naprawde, narobiono konkretnego syfu. Syf, jak wiadomo, |
| trzeba posprzatac. |
| |
| – Jestesmy na miejscu. |
| |
| Mosiezna klamka blysnela gladko w swietle zachodzacego Slonca |
| nie stawiajac oporu. Kamienica byla przestronna, schludna. Korytarz |
| ciagnal sie, uwienczony kolejna klamka. Ta byla zlota. I rowniez |
| ustapila. Za drzwiami pojawil sie pokoj, czy moze gabinet. Niegdys |
| skromny. Pamiec przywracala widoki, kiedy to Ojciec bywal tutaj |
| czesto. Minimalizm, takie bylo motto tego pomieszczenia. Teraz pelno |
| tu przepychu, zlocen, zdobien i ogolnie pojetego bogactwa. |
| No i Paolo. Siedzial w fotelu, z mina trudna do opisania. Wyraz |
| zdziwienia, pomieszany z przerazeniem. Wyraz twarzy czlowieka, |
| ktory wie, co za chwile sie stanie. Chlopcy podeszli blizej. Poetro |
| przytrzymal twarz zbierajaca sie do krzyku, zalozyl knebel. Jacopo |
| i Franziso zlapali wyrywajacego sie juz starca za race, sprawnie |
| wykrecajac je do tylu, zmuszajac delikwenta do odsloniecia grdyki. |
| |
| Zostalo wypowiedziane: |
| |
| – Paolo Santigo Mirchelvi Archivalde! Za zdrade Rodziny Castello, |
| skazuje Cie na smierc. |
| |
| Nie byly to slowa msciwe. Nie zdalo sie wyczuc w nich pychy, strachu |
| czy fascynacji. Byly to jednak slowa niosace ze soba ton wyroku, |
| ktory nie moze zostac niewykonany. |
| |
| Stalowe zelazce wyjete ze starannie ukrytej w rekawie pochwy |
| blysnelo ostroscia brzytwy rozplatujac gardlo przerazonego |
| czlowieka, probujacego wyrwac sie od tego co bylo nieuniknione. |
| Sztylet nawet nie zabrudzic sie brunatnoczerwona posoka, |
| buchajaca teraz obficie z gardla stygnacego juz Paolo. |
| |
| – Wychodzimy. Carlo… |
| – Si, Signore. |
| |
| Carlo podszedl do ciala, schylil sie, upuscil skrywana w reku czarna |
| roze. Klamka ponownie brzdeknela. Drzwi rozwarly sie na chwile |
| oddajac na ulice piatke mlodziencow, ktorzy uplynnili sie w mroku |
| zapadajacej juz nocy. |
| |
| ___________________________________________________ |
| <___________________________________________________> |
| |
| |
| |
| Elegancki mezczyzna o twarzy dzentelmena spojrzal na cialo. |
| – Czarna Roza… – Sherlookh stwierdzil w zamysleniu. |
| Mniejszy czlowiek stojacy obok popatrzyl pytajaco na to co jeszcze |
| niedawno bylo zywym czlowiekiem, a konkretniej bylo Paolo. |
| – Czarna Roza… No no, a wiec jednak plotki sa prawdziwe. |
| Kto by pomyslal… Znowu bedzie glosno w Tilei, zapamietaj |
| to, moj Whotsoonie, znowu bedzie glosno o Rodzinie Castello! |
| |
| ___________________________________________________ |
| <___________________________________________________> |
| |
| Dziewiec roz. Dziewiec pieknych czarnych roz. Dziewiec zdrajcow. |
| Dziewiec cial. |
| |
| – Carlo |
| – Signore? |
| – Wyslij kwiaciarce jakis skromny prezent. Zasluzyla. Niedlugo |
| bierze slub, potrzebuje posagu. |
| – Si Signore. |
| |
| ___________________________________________________ |
| <___________________________________________________> |
| |
| |
| Milczenie? Wplywy? Calkowite oddanie? Jaka to ma wartosc? Dla |
| niektorych to oczywiste. Ba, nawet wyliczone, co do florena. Ten fakt |
| zasmucal, jednak sprawial jednoczesnie ze pewne rzeczy stawaly sie |
| nieprawdopodobnie proste. |
| |
| -Sto florenow. |
| |
| Wyrwalo go to z rozmyslan. Znajdowal sie w gmachu Strazy Campogrotty,|
| w gabinecie dowodcy. Nie byl to szczegolnie okazaly gabinet.|
| Dowodca nie przykladal wagi do miejsca pracy, wszystkie fundusze |
| jakie tylko wyskrobal odkladal na dom, czy moze juz palacyk,|
| okazaly, jakiego pozazdroscilby niejeden szlachcic.|
| |
| – Sto. – powtorzyl Garth, Dowodca Strazy Miejskiej. – Sto, za kazdego |
| oficera Strazy. – Oblesny usmiech usmiech zagoscil na jego facjacie.|
| – W sumie, dziewiec tysiecy sto florenow. W zlocie bitych.|
| |
| Liczna ta straz, pomyslal mlody Castello. Nie lubil takich ludzi |
| jak Garth. Ale wiedzial, ze wlasnie z takimi osobnikami |
| praca bedzie przebiegac bez problemu. Siegnal spokojnie do kieszeni |
| wyciagajac spory mieszek. Rzucil go na stol. Wysypalo sie pare setek |
| blekitnych monet. Kapitan wytrzeszczyl oczy. |
| |
| – Mithryl… – Wyszeptal Garth. |
| |
| – Mam nadzieje, ze wspolpraca przebiegnie bezproblemowo. |
| |
| Castello usmiechnal sie cierpko, wstal i wyszedl zanim z twarzy |
| dowodcy zniknal wyraz pozadania. Za drzwiami czekali spokojnie |
| Chlopcy. |
| |
| -Wychodzimy stad. |
| |
| |
| |
| Hmmm. |
| |
| Maszerowali ulicami pieknego, tileanskiego miasta w blasku parzacego |
| Slonca. |
| |
| -Carlo, |
| -Si? |
| -Potrzebuje kamienicy. Centrum Campogrotty. Wychodzimy z ukrycia. |
| -Si. Zrozumialem. |
| |
| Mieszek wyciagniety z kieszeni zostal schowany przez Carla w kamizelce|
| |
| -Nie powinno byc problemow. |
| |
| Pewnie ze nie powinno. Jednak, problemy sie zdazaja. Co prawda zwykle|
| nie takie, ktorych nie mozna rozwiazac. Tak jak tamten, jakmutam. Ah,|
| Michlet? Myslal, ze trzyma lape, na wszystkich szlakach handlowych.|
| Narkotyki, to bylo jego drugie imie. Nie chcial nic wyjawic, zadnych|
| kontaktow, zadnych skrytek, kanalow transportowych, nic.. A tak ladnie|
| prosilismy. Przynajmniej na poczatku. Wystarczylo zeby Jacopo zabral|
| sie za robote, a juz po chwili potok wyjasnien zalal wszystko jak|
| sredniej wielkosci wodospad. |
| |
| Westchnienie. |
| |
| – Signore? |
| – Napisz do tego nowego gnomiego Periodyka. Chce zeby wszyscy |
| wiedzieli. Rodzina Castello powraca. |
| |
| Kolejny mieszek. Cierpki usmiech. |
| |
| -Pierwsza strona, Carlo. |
| |
| Carlo usmiechnal sie spokojnie, po czym oddalil wolnym krokiem. |
| |
| – Stary lad, stary szacunek, stary porzadek. Niedlugo wszystkie |
| Rodziny na nowo przejma stare tradycje. Bedzie jak za czasow Padre, |
| juz ja tego dopilnuje. |
| |
| Slowa, rzucone raczej do siebie niz do konkretnej osoby skwitowal |
| spokojny ton zadowolenia, zwiastujacy nadchodzace duzymi krokami |
| zmiany. |__
| | \
| \ /
\________________________________________________________________________\/