Arkadia MUD MMORPG

Periodicus numer 28

Wywiad z Faiga, Bushim i wojtem Blaviken

o—————————————————————————–o
| Data wydania: dwudziesty dziewiaty dzien pory Yule |
| |
| |
| /)_(\ |
| ______( 0 0 )______ |
| /_/_/_/\` ‘ `/\_\_\_\ |
| )’_'( |
| ____.””_””.____ |
| P E R I O D I C U S |
| |
. .
. .
Drodzy czytelnicy!
Z radoscia chcialbym powitac Was wszystkich jako nowy
naczelny naszej wspanialej gazety. Zauwazyliscie zapewne,
ze od dawna nie bylo zadnego numeru. Chcialem serdecznie za
to przeprosic. Niezastapiona naczelna Faiga Fausto
zdecydowala sie wziac zasluzony urlop. Jej miejsce zajalem
ja i jako wierny gnomim tradycjom bede kontynuowal dzielo
moich wielkich poprzednikow, takich jak Zurlich, Fjell,
Rigel, Hiir czy wlasnie Faiga. Ze wzgledu na dluga przerwe
od ostatniego wydania, to konkretne jest calkowicie
DARMOWE!
Zapraszamy do lektury!

redaktor naczely Zxar Fausto

W tym numerze:
* Wywiad z Faiga…………………………………strona 1
* Reportaz z Mariboru…………………………….strona 2
* Wywiad z Bushim………………………………..strona 3
* O kulturze ubierania……………………………strona 4
* Pochwala ras – ludzie…………………………..strona 5
* Wywiad z Wojtem Blaviken………………………..strona 6
. .
. .
| |
| |
o—————————————————————————–o
Mozesz przeczytac konkretna strone.
>
Zatytulowano: Wywiad z Faiga

Jak juz zapewne zauwazyliscie, nastapily zmiany kadrowe w Naszej
gazecie, znanej jako najczesciej czytana gazeta swiata. Nie bylibysmy
jednak soba, nie oddajac holdu poprzedniej naczelnej, wspanialej
redaktor Faidze Fausto. Specjalnie dla Was, drodzy czytelnicy,
ekskluzywny wywiad z ulubiona wsciubinoska swiata!

Redakcja: Witam serdecznie! Na poczatek nieco oczywiste pytanie, dlaczego
przeszla Pani na urlop?

Faiga Fausto: Na oczywiste pytanie, oczywista odpowiedz. Zmeczenie,
starosc, w krzyzu nieco mi strzykalo od siedzenia przy biurku, opary
farby drukarskiej lekko przezarly mi sluzowke no i oczywiscie trzeba
czasami odpoczac od tej ogromnej popularnosci. Choc musze przyznac, iz
czasami po cichu brakuje mi sztorcowania redaktorow, dlugich korekt i
ciaglego naprawiania maszyny drukarskiej. No i oczywiscie kontaktow z
czytelnikami, sprzedaz detaliczna Periodicusa to zdecydowanie moje
ulubione zajecie.

R: Zapewne wielu z naszych czytelnikow chcialoby wiedziec cos wiecej
o Pani, takiej codziennej a nie rozbieganej i szukajacej informacji z
blyskiem w oku.

FF: Z blyskiem? (smiech) Na codzien jestem przykladna zona i niezbyt
przykladna pania inzynier. Jako kierowniczka Wydzialu Gorniczo – Maszynowego
jestem predestynowana do przesiadywania pod ziemia, gdzie jest goraco,
niezbyt czysto, ale jest mozliwosc do ciekawej i ciezkiej pracy. Jestem
wielka fanka gnomiometra, szczegolnie jego regularnej naprawy, albowiem
psuje sie z precyzyjna regularnoscia, zegarmistrzowska wrecz.

R: A moze cos bardziej osobistego? Jak w skrocie opisalaby sie Pani do
swojej biografii?

FF: Coz, to moze tak bez zbednego zanudzania czytelnika. No dobra, moze
jednak troche ponudze. Moje dosyc dziwaczne imie oznacza w zamorskim
jezyku “ptak”. I mysle, ze pasuje, lubie wolnosc i swieze powietrze.
Moze odrobine odrzuca mnie od dziobania i konsumpcji robactwa. Od kilku
lat jestem zona inzyniera Zxara. Wczesniej bylam zareczona z inzynierem
Krepem, juz mi nawet niesiono suknie z welonem. Na szczescie w dniu
slubu uratowal mnie od zyciowego bledu kolega Hiir, zloty gnom doprawdy!
Oczywiscie kolega Krep dlugo nie cierpial, poniewaz w ciagu kilku
minut udalo mu sie namowic do ozenku kolezanke Rigel, to zapewne ten
jego zwierzecy magnetyzm. Dziwnym zbiegiem okolicznosci kolezanka Rigel
w trakcie ceremonii zemdlala i tyle ja widziano od tego czasu. (smiech,
czy moze nawet rechot) Co jeszcze? Moim ulubionym czasem w roku sa
oczywiscie Dni Gnomiej Nauki, jak bogowie dadza mozliwosc to mam nadzieje, ze
i w tym roku uda nam sie wspolnie spotkac, wysadzic namiot i oswoic smoka!
Dobra, wiecej grzechow nie pamietam. naczy pamietam, ale nie powiem, bo
musialabym Was zabic! (smiech i zarzucenie rudym puklem)

R: To moze chciaz nasze ostatnie, standardowe pytanie…

FF: Ha! Ulubione jadlo i napitek?

R: Tak…

FF: Prosze wybaczyc, znam nasze procedury na pamiec. No wiec zdecydowanie
moim ulubionym jadlem sa gnocchi z sosem pomidorowym babci Fausto, a
napitkiem… Kompot z suszonych sliwek z tak zwanym pierdylnieciem,
czyli kieliszeczkiem gnomiego destylatu.

R: Dziekujemy za rozmowe!

>
Zatytulowano: Reportaz z Mariboru

Dnia pierwszego majownika biezacego roku, poznym wieczorem do
redakcji naplynely niepokojace wiesci o wydarzeniach w Mariborze.
Kilka godzin wczesniej kuznia polelfa Jozwy byla trawiona przez
zywy ogien. Straznikom sporo czasu zajelo ugaszenie pozaru oraz
niedopuszczenie , aby pozoga przeszla na drewniane elementy konstrukcji
murow miasta, do ktorych przytulala sie kuznia.

‘W czasie pozaru nikomu nic sie nie stalo’ – relacjonuje kapitan
strazy miasta Maribor. ‘W chwili obecnej zabiezpieczamy miejsce
zdarzenia i sprawdzamy, co bylo powodem tej niewatpliwej tragedii’ –
dodaje.

Scenariuszy jest kilka, wsrod miejsowej ludnosci najpopularniejsze
sa dwie.
‘(…) polelf sam sie podpalil, (cenzura) jedna’ – twierdzi pokaznych
rozmiarow kobieta, nazywajaca sama siebie ‘polmieszczanka’, ktora
twierdzi, ze byla swiadkiem zdarzenia.

‘Nie wydaje mi sie, ze byl to wypadek. Znam Jozwe, malo kto jest tak
ostrozny jak on’ – mowi mloda krasnoludka, prosi o zachowanie anonimowosci.
Na pytanie, czemu nie chce podawac imienia, odpowiada – ‘Ja tez
powinnam byc ostrozna’.

Niepokoje wsrod nie-ludzi rosna. Wiekszosc nie chce sie wypowiadac. Ci,
ktorzy znajduja odwage, wola sie nie ujawniac. Czy mamy zatem poczatek
zamieszek na tle rasowym? Czy faktycznie jest sie czego obawiac?

Redakcja probowala skontaktowac sie z samym poszkodowanym. Zalozyl
nowa kuznie w pobliskiej wsi. Niestety, nie chcial dawac zadnego
komentarza. Zaczerpnelismy garsc informacji od amatora trunkow wszelakich
zabij miejscowej tawerny – Waldeczka.

‘Anu, ten tu przylazlbylo, aze dobryje podkowki robio to siem przyda nom
wszestkim. Narozie nie sprawio problemo, a i sam wszestko postowilbylo.
Som ni wim jak uon te kowodlo przetargalbylo’ – opowiada Waldeczek.

Calej sytuacji nie uspokajaja zajscia na ulicach Mariboru. Nieautoryzowane
zgromadzenia zarowno ludzi, jak i nieludzi, podczas ktorych dochodzi
do przepychanek, glosnych wyzwisk i lekkich pobic, to w ciagu ostatnich
dni standard. Cos wiec jednak wisi w powietrzu.

Czytelniku!
Jesli byles swiadkiem jakiejs niepokojacej sytuacji – zglos sie do nas!
Wszelkie informacje mile widziane!

>
>
Zatytulowano: Wywiad z Bushim

Wywiad z Bushim z Roggeveen zostal przeprowadzony jakis czas temu w
Karczmie Mariborskiej – Bialy Kiel, przed ostatnimi wydarzeniami w
Mariborze. Mimo to, temat nienawisci miedzyrasowych zostal delikatnie
poruszony. Zapraszamy do lektury.

Redakcja: Prosze przedstaw sie po krotce, aby czytelnicy wiedzieli z kim
mam dzisiaj do czynienia.

Bushi z Roggeveen: Zwa mnie Bushi. Pochodze z Roggeveen, miasteczka
polozonego na poludniu Redanii, w ktorym to spedzilem pierwsze lata swego
zycia. Imie dostalem po ojcu, ktory byl gwardzista w rodzinnym miescie.

R: Czy to po nim odziedziczyles zapedy wojskowe?

BzR: Zapewne. Nasz dom byl jednym z najwiekszych w miescie. Widok z okna
roztaczal sie na plac apelowy, gdzie odbywaly sie zbiorki i cwiczenia
gwardii. Co dzien przygladalem sie manewrom, a pozniej bieglem do lasu
cwiczyc na drzewach wszystko co podpatrzylem.

R: Czy byly to spokojne lata?

BzR: Tak, wtedy jeszcze tak. Nie mialem zbyt wielu obowiazkow. Mama,
Iliane, uczyla mnie elfich manier i sztuki. Jednak mi blizej bylo do
walki z przyjaciolmi na patyki.

R: Ale wnioskuje, ze to sie zmienilo…

BzR: Tak. Zmienilo sie jakis czas pozniej. Coraz bardziej widoczne
stawaly sie ataki komand partyzanckich. Nie rozumialem tego na poczatku,
jednak teraz gdy patrze z dystansem rozumiem w pewien sposob ich
motywacje. Co nie znaczy, ze ja w calosci popieram. Oj, tu wmieszala sie
polityka, moze nie publikujmy tego.

R: Czy ataki partyzantow zmotywowaly Cie do czegos?

BzR: Nie, nie bylem wtedy zbyt mlody. Nie rozumialem zbyt wiele jesli
chodzi o swiat polityki. Natomiast oddzialy wojsk redanskich zaczely byc
przesuwane coraz bardziej na polnoc, w strone stolicy. Moj ojciec nie
mial ochoty rzucac zycia niewielkiego miasta i chyba to sprawilo, ze stal
sie niewygodny. Moze nawet zbedny. Pewnego dnia, zebral nas w salonie i
powiedzial, ze bedziemy musieli sie przeprowadzic. Jednak przeprowadzka
nie miala byc na polnoc, a… Za morze. To tam sie wszystko zaczelo.

R: Za morzem nie ma zbyt wielu polelfow. Jak sie tam odnalezliscie?

BzR: Mego ojca znali wszyscy nawet tam. Byl powszechnie znanym wojskowym,
wiec mozna powiedziec, ze w pewien sposob bylismy nietykalni nawet w tak
odleglym miejscu od naszego domu. Jednak dlugo nie mielismy spokoju.
Okazalo sie, ze… Oddzial gwardzistow redanskich, wlasciwie skladajacy
sie jedynie z mojego ojca i jemu najblizszych Roggeveenczykow zostal
oddelegowany do Nuln, gdyz w jaskiniach pod miastem twory Chaosu zwane
skavenami zalozyly swoja swiatynie, a kazde wsparcie w miescie bylo na
wage zlota. Nie chce opowiadac o szczegolach. Powiem tylko, ze to wlasnie
w Nuln, wiosna, widzialem moja rodzine ostatni raz.
Troche to trwalo nim wrocilem. Wtedy okazalo sie, ze bez opieki ojca,
czternasto letni polelf jest nikim w nieznanym miescie. Powiem wiecej.
Stalem sie wyrzutkiem. To tam pierwszy raz poczulem, ze nie mam swojego
miejsca.

R: Czy to byl okres w ktorym nasilily sie negatywne emocje wzgledem
nieludzi?

BzR: Dokladnie. Chcialem zarobic na chleb, na przezycie, jednak nawet na
stajennego nie chcieli odmienca.

R: Dlugo szukales schronienia jakim okazala sie ta karczma?

BzR: Tulalem sie tu i owdzie, az pewnego dnia w Bissingen rozpoznal mnie
syn karczmarza z Rogeeveen. Mial na imie Grizwald. Byl pietnascie lat
starszy niz ja i to on wyciagnal do mnie dlon. Powiedzial, ze moze lepiej
bedzie ukryc swoje prawdziwe pochodzenie. Do Bialego Kla trafilem jeszcze
troche pozniej.

R: Opowiedz zatem jak to sie stalo.

BzR: Grizwald uczyl mnie tego co potrafil, nawet pomogl mi znalezc dom
wsrod Mysliwych, jednak co to za dom, jesli caly czas nosisz kaptur i nie
mozesz sie nawet usmiechnac, by nie zdradzic swoim usmiechem swojej
odmiennosci. Gdy doroslem porzucilem schowana w Puszczy gospode i ruszylem
w swiat. Wtedy wiedzialem, ze sobie poradze. Przemierzylem wszystki krainy
w poszukiwaniu miejsca dla siebie. Az pewnego dnia uslyszalem, ze w
Mariborze osiedlila sie garstka podobnych do mnie. Przybylem zatem tutaj z
nadzieja, ze moze to tu znajde swoje miejsce, swoj dom. Spolecznosc
Bialego Kla nie byla liczna, jednak widac bylo, ze ich odmiennosc sprawia,
ze traktuja sie jak rodzine. Z kazda chwila gdy przebywalem wsrod nich,
czulem, ze tego wlasnie mi brakowalo. Rodziny.

R: A wiec przylaczywszy sie do tego zgromadzenia… Czy duzo czas Ci
zajelo osiagniecie swojej pozycji?

BzR: Mowimy tu o pozycji Zbrojnego?

R: Jak najbardziej.

BzR: Kiedy jeszcze mieszkalismy z rodzina w Roggeveen i moj ojciec
zobaczyl jak lubie bijatyki, zaczal mnie uczyc takze taktyki, ale rowniez
przekazywac wiedze o zbrojach i broniach. Jednak nim stalem sie
specjalista w tej dziedzinie musialem jeszcze wiele sie nauczyc.
Zwiedzialem kuznie calego swiata, oraz w szelakie krainy w poszukiwaniu
najznakomitszych pancerzy i oreza. Po pewnym czasie Przewodnik Kla, wtedy
Sindawe, uznal, ze byloby dobrze uhonorowac mnie za trud wkladany w
funkcjonowanie Bialego Kla i nadac mi oficjalnie tytul Pierwszego
Zbrojnego Stowarzyszenia Polelfow.

R: Czy to ten fakt zawazyl o wybraniu pierwszego zbrojnego stowarzyszenia?

BzR: Tak, to wlasnie ten fakt. Biegla znajomosc wszelakich sprzetow, oraz
zasluzona praca dla Stowarzyszenia.

R: Redakcja jest pod wrazeniem. Pomowmy zatem o terazniejszosci.
Wspomniales, ze od dawna spotykasz sie z niezadowoleniem u ludzi… W
kwestii pochodzenia.

BzR: Owszem. Nie zawsze bylo latwo byc polelfem.

R: Czy w waszych oczach ostatnio to sie nasililo? Na ulicach mozna az
poczuc podgrzana atmosfere.

BzR: Racja. Niestety w ostatnich czasach to sie jeszcze nasila.

R: W jaki sposob to sie przejawia?

BzR: Zazwyczaj to nie jest zbytnio zauwazalna, jednak wiele razy
slyszelismy okrzyki za naszymi plecami wyzywajace nas od mieszancow, kilka
razy wybito nam nawet okna w Kle. Jednak gdy wybiegam na ulice. Jakby
nikogo tam nie bylo. Zwykle wszyscy sie odwracaja i nikt nie jest winny.
Co odwazniejsi patrza sie jedynie z szyderczym usmiechem i niezncznie
wytykaja nas palcami.
Pewnej nocy gdy spacerowalem po miescie skrywajac twarz pod kapturem,
zagadnal mnie jakis czlowiek o powiedzial, ze ta karczme odmiencow bedzie
trzeba spalic, ze to nic innego niz plaga, ktora zniszczy niechybnie to
miasto.

R: Do redakcji naplywaja co jakis czas doniesienia o porwaniach i
tajemniczych smierciach polelfow. Mozna prosic o komentarz?

BzR: Porwania… Nie wiem kto porywa polelfy. Slyszalem o przeroznych
praktykach prowadzonych przez medykow, moze zamiast na ludziach chca je
robic na polelfach?

R: Czy wladze interesuja sie tymi incydentami? Redakcja probowala dotrzec
do Rzecznika krola Foltesta w sprawach spolecznych. Niestety nie
otrzymalismy zadnej odpowiedzi.

BzR: Jesli chodzi o tajemnicze smierci… No coz. Ciezko jest mi slyszec o
takich aktach przemocy. Nie chcialbym jednak wskazywac winnych. Moge
jedynie prosic wszystkie polelfy o ostroznosc. Nie chcialbym sie wdawac w
polityke, jednak krol Foltest nie do konca jest nam przychylny. Mysle, ze
to glownie za sprawa doradcow na jego dworze. Wiedza jednak, ze
wyrobilismy dobie dosyc silna pozycje w granicach Czterech Krolestw i
ciezko byloby pozbyc sie nas.

R: Czy wobec tego rowniez i w strazy miast temerskich widac nieprzychylne
polelfom emocje?

BzR: Sa czasem dostrzegalne niestety. Wiadomo straz jedynie wykonuje
rozkazy.

R: Czyli nie potwierdzasz anonimowych listow, ze i straz czasem wykracza
poza swoje obowiazki?

BzR: Zostawie to bez komentarza.

R: Ze statystyk wynika, ze w ciagu ostatniego polrocza liczba polelfow,
ktorzy trafili do mariborskiego wiezienia zwiekszyla sie do 60 procent
wszystkich zatrzyman. Czym to moze byc zatem spowodowane?

BzR: Coz latwo jest obwiniac za wszystko mniejszosci. Jednak trzeba
rowniez spojrzec na to z tej strony, ze od kiedy Bialy Kiel wyrobil sobie
marke w granicach Czterech Krolestw, coraz wiecej przyjezdnych odwiedza
Maribor, a jednoczesnie na ulicach jest dla gosci bezpieczniej.

R: Gwarantujecie zatem bezpieczny pobyt w Mariborze wszystkim turystom-
czytelnikom?

BzR: Staramy sie. Wiadomo nie chcemy prowokowac konfliktow, nie chcemy
zwad wkolo nas, gdyz chcielibysmy trzymac sie zdala od polityki, jednak
chcemy, zeby Bialy Kiel byl oaza spokoju. Dlatego kazdy kto zawita do nas
na porcje nalesnikow, czy szklaneczke wina, moze czuc sie bezpieczny.

R: Totez na koniec zadam Ci ulubione pytanie wszystkich czytelnikow.
Jakies to jadlo i napitek preferujesz najbardziej?

BzR: Jesli chodzi o jadlo, to wiadomo, ze dbajac o forme nie moge jesc
tego co popadnie. Jednak pieczen mahakamska, chociaz tlusta, to cos, czego
nie odmowie. Co do napitku. Polecam wino polelfie, dostepne w Bialym Kle
za niewielka przed oplata stu miedziakow za litr.

R: Redakcja i wszyscy czytelnicy bardzo dziekuja Ci za rozmowe!

>
Zatytulowano: O kulturze ubierania

~*~ O kulturze ubierania ~*~

Moj poranek wyglada zawsze tak samo. Pierwsza mysla po przebudzeniu jest
stroj na ten dzien – tak, jestem prozna i poswiecam tej kwestii sporo
czasu. Zastanawiam sie nad tym co tez bede dzisiaj robic, co powinnam z
tej racji ubrac i w jakim kolorze bede sie czula najlepiej. A czasy mamy
takie, iz przy odpowiednim nakladzie finansowym o dobrze zaopatrzona
szafe nietrudno, tedy i wybor mamy wiekszy.

Zwracam uwage nie tylko na wlasna, ale i cudza garderobe, tedy czasami
wyjsc z podziwu nie potrafie. Czy tym wszystkim kobietom wygodnie zabija
sie oddzialy wrogich potworow w eleganckich sukniach po kostki, plataja-
cych sie miedzy lydkami? Czy blask niezliczonych jubilerskich swiecidelek,
spod ktorych nieraz ciezko dojrzec wlascicielke, jest po prostu atutem w
walce i oslepia przeciwnikow? Czy widok krwi na koronkowej bluzce jest
dla nich az tak pociagajacy?

Ja rozumiem. Te wszystkie suknie w sklepach stanowia dla kobiecego oka
tak wspanialy widok, ze czasem chec przymierzenia i kupna przewyzsza
nasze umiejetnosci stawiania oporu. Ale prosze pamietac, iz wszystko ma
swoj czas i miejsce. Wieczorowe suknie, zgodnie z nazwa, nadaja sie na
wieczorne przyjecia wymagajace elegancji i kobiecosci. Zaufajcie mi –
wichty nie beda zwracaly uwagi na stroj podczas rozrywania go pazurami.
Podejrzewam, ze jedynym przeciwnikiem zdolnym do docenienia szlachetnego
materialu czy mistrzowskiego wzornictwa moze byc Foltestowa latorosl –
gdzies w glebi jej odmienionej duszy musiala zachowac sie iskierka kro-
lewskiego wychowania, ktora sprawia, iz strzyga do posilku zlozonego z
ludzkich watrobek zasiada z kompletem sztuccow. Ona z pewnoscia dostrze-
ze piekno damskiego stroju i na wlascicielke owego rzuci sie w pierwszej
kolejnosci. Cel osiagniety!

Ja rozumiem, ze chcemy pieknie wygladac i czuc sie kobieco, chcemy uwo-
dzic. Nie musi sie to jednak rownac niewygodzie i wrzynajacym sie w dlo-
nie pierscionkom, gdy podczas walki dzierzyc nam przychodzi bron czy
tarcze. Szyfonowe szale, targane przez wiatr i zaslaniajace oczy rowniez
bardziej moga podczas wyprawy zaszkodzic, niz dodac uroku. Niewiasta ob-
wieszona bizuteria, w delikatnych trzewikach i zwiewnej sukni, ubrana w
perfumy przedzierajaca sie przez bagno jakze piekne zostawi po sobie
truchlo! Obcisle spodnie, skorzany gorset badz koszula z ciepla (zdobiona
haftami) kamizelka, delikatna bizuteria (nie rozumiem – czy to obwiesza-
nie sie metalami szlachetnymi we wszystkich dostepnych miejscach to rodzaj
zabezpieczenia swojej cnoty w razie napadu rabunkowego? A moze wrecz prze-
ciwnie, to blyszczace w sloncu zaproszenie dla lobuzow..?), wygodne i pa-
sujace do reszty buty – stroj to praktyczny, ktory zapewnia zarowno kom-
fort i pociagajacy widok w lustrze. Co prawda zwloki nasze nie beda juz
tak zwiewnie i pociagajaco wygladaly (o ile w ogole moga), ale szansa na
zostanie owymi rownoczesnie radykalnie zmaleje. Warte przemyslenia.

Absolutnie nie twierdze, iz nie mozna na co dzien ubierac sie w stroje
typowo damskie. Ilez pieknych sukienek mozna w swiecie kupic, wie kazda
z nas. Mozna posrod z nich znalezc takie, ktore dodajac nam dziewczecego
uroku nie sprawia jednoczesnie wiekszych trudnosci w konnej jezdzie,
podrozowaniu czy po prostu chodzeniu bez potykania sie o przydlugi tren.
Mozna znalezc takie, ktore idealnie nadaja sie na codzienny stroj do
czynnosci wszelakich, a podkreslajace warte uwagi ksztalty. Wystarczy
nieco dobrej woli i rozsadku.

Byc moze bedzie to dla niektorych zaskoczeniem, ale pory roku rowniez
graja pewna role w doborze ubioru. Ja tymczasem niezmiennie widuje let-
nie sukienki zima i iscie krolewskie, gronostajowe plaszcze latem. Ale
pomijajac juz ten fenomen (byc moze niektorzy maja problemy z odczuwaniem
ciepla?), jest jeszcze szereg popelnianych bledow, ktore rzucaja sie w
(moje) oczy. Stroj powinien tworzyc calosc, poszczegolne jego elementy
powinny wspolgrac stylowo i kolorystycznie. Stroj powinien byc obecny –
to tylko mala uwaga na marginesie do tych (kobiet i mezczyzn, bez roznicy),
ktorzy wstaja rano i wychodza z sypialni w samej jeno bieliznie – dalejze,
szokowac swiat! Wiekszosc ubran przeznaczona jest dla wybranej plci – jakze
bylabym rada, gdyby panowie zwracali na to uwage, dla wlasnego dobra.

Moze na to wyglada, ale mimo wszystko nie chce nikogo pouczac. Smiac mozna
sie z innych po cichu, wiedziec o tym nawet nie musza. Jednak przy obecnym
bogactwie w zakresie krawiectwa i latwym dostepie do wszelakich towarow
warto pokusic sie o nieco rozsadku w dobieraniu swoich strojow – dla wlas-
nego bezpieczenstwa, wygody i dobrego samopoczucia na co dzien.
I milych wrazen otoczenia!

SzN.
>
Zatytulowano: Pochwala ras – ludzie

.: P O C H W A L A R A S :.
.: czesc IV – LUDZIE :.

Ostatnim razem skupilam sie na elfach, jako jednym z dwoch czynnikow
tworzacych polelfy. Przyszla wiec i pora na Ludzi, drugi pierwiastek
mej rasy, lecz co wazniejsze – wazna czesc dzisiejszego swiata.

Zawsze odnosilam wrazenie, iz Ludzie sa rasa niedoceniana. Bo gdyby
tak przyjrzec im sie z bliska, ujrzymy ogromna roznorodnosc, o ktora
trudno posrod innostworow. I te innosc, mnogosc charakterow i postaw
z latwoscia mozna w nich polubic. Mam przyjemnosc znac bardzo wielu
przedstawicieli tej rasy, ktorzy tylko potwierdzaja te teze – posrod
nich sa sumienni i leniwi, honorowi i tchorzliwi, prawdomowni i nie
do konca, praworzadni i zboje.. moznaby tak wymieniac i wymieniac.

Gwoli szczerosci – nie bylam przekonana, co tez o ludziach napisac.
Popytalam wiec przyjaciol i jedna wspolna cecha zdala sie w komenta-
rzach objawiac, totez i na niej zdecydowalam sie oprzec tym razem.

Rozmnazanie. Uslyszalam, ze ludzie (a zapewne miano tu na mysli
glownie mezczyzn) tylko o nim mysla. I uciekaja sie do przeroznych
sposobow, aby osiagnac swoj cel – ich spryt i pomyslowosc nie znaja
w tej materii granic. Na dodatek – pozwole sobie powtorzyc za kole-
ga Rispatem w wiekopomnym wykladzie podczas minionych Dni Gnomiej
Nauki – ludzkie samice sa DZIWNE i cokolwiek zrobisz, znajda sie
takie, ktore cie za to pokochaja. Innymi slowy – pomyslowosc ich
samcom sie oplaca, gdyz dzieki niej zdobeda poklask i uwielbienie.
Inna to rzecz, gdy zadanie staje sie nieco bardziej skomplikowane i
Czlowiekowi zalezy na wzgledach tej jedynej. Pragne tu rowniez zaz-
naczyc, ze nie zawsze musi to byc Kobieta – wielkie uklony w strone
Mezczyzn za umiejetnosc zdobycia wzgledow samic niemal kazdej rasy.
Wykazuja sie oni wspanialym zmyslem obserwacji i wszelkie spostrze-
zenia umiejetnie wykorzystuja w walce z oporem wybranej damy. Chocby
nie wiem jak niechetna niewiasta byla – gdy mezczyzna jej zapragnie,
ulegnie ona pod wplywem jego zalotow. Nie kazdy potrafi tego dokonac.

A ludzkie samice? Co tu duzo mowic – polelfki po kims musialy wszak
odziedziczyc swoje ksztalty i wielkie podziekowania w tym wzgledzie
naleza sie Kobietom. Lecz nie nalezy przypadkiem wazyc sobie lekce
innych ludzkich zalet – znane mi Kobiety sa tez na tyle inteligentne,
by wykorzystywac swoj rozum w sytuacjach po temu stosownych i ukryc
go, gdy moglby stanowic przeszkode dla otoczenia. Wierzcie mi – wsrod
ludzkich samcow to umiejetnosc wielce zalecana.

Moznaby rozpisac sie o wielu przywarach Ludzkiej rasy, ale kazdy z
szanownych Czytelnikow moze sam je sobie dopowiedziec. Dosc rzec, iz
zawsze razniej miec u swego boku czlowieka, z ktorym mozna sie i na-
pic, i posmiac, stanac do walki z poczuciem bezpieczenstwa, porozma-
wiac czy po prostu pobyc i wspolnie oceniac urode dziewek naokolo.

I choc moze ciezko to nam, innostworom przyznac, to wlasnie ludzie
opanowali nasz swiat i wiele jeszcze wiekow uplynie, nim sytuacja ta
bedzie mogla sie zmienic. Poki co pozostaje nam doceniac ich zalety,
ulegac zalotom przystojnych mezczyzn i zabiegac o wzgledy ponentych
kobiet, a przede wszystkim – uczyc sie od nich, tego co najlepsze.

SzN
>
Zatytulowano: Wywiad z Wojtem Blaviken

Poniewaz Blaviken, miejscowosc do niedawno mala, o niskiej pozycji
gospodarczej i politycznej urosla w sile ze wzgledu przeniesienia kilku
glownych polaczen morskich Redakcja postanowila przeprowadzic wywiad z
Wojtem miasta, Caldemeynem.

Redakcja: Blaviken stalo sie ostatnio szalenie modne, szczegolnie jako
osrodek agroturystyczny. Co oferujecie przejezdnym?

Wojt Caldemeyn: Zesmy sie dogadali z kapitanami, co nie? Ze to u nas
lepiej niz w jakims Daevon, mniej smierdzi, a i dziewki bardziej ochocze.
To i zaczeli do nas kursowac, a razem z nimi cala gawiedz z Novigradu. A
bo i jest czego pouzywac, jest… Znaczy, na co popatrzec… No,
pozwiedzac. Jak kto woli, plaza za skalkami albo jakies moczary, tam
czesto chadzaja. Ale u nas to w ogole jakos tak spokojniej i mniej
balaganu niz w wielkich miasta, lubia se z wedka nad morzem posiedziec
albo co ladnego kupic. Nawet ze Starego Swiata do nas zawijaja po
okolicach pochodzic, powietrzem niespaczonym odetchnac, ale z nimi to
tylko utrapienie jest, zachowac sie za nich nie potrafia.

R: Jakie sa szanse na rozwoj zawodowy w Waszym miescie? Na czym najlepiej
zarobic?

W.C.: My tu uprawiamy polityke patry… party… No ten, rownosci, no
nie? Chce chlop miec karczme i gorzale polewac, to ladne kelnereczki musi
zatrudnic. Mysli, ze bedzie sprowadzal cos na targ, to jak baby nie
zatrudni, coby stala od switu do nocy, to nie ma mowy! Tak jest, wlasnie
tak. Sprawiedliwosc! Tylko jakies zajecie im na noc musimy znalezc, coby
baby nie zdobyly przewagi zbytniej, bo to i zle jak w te strone bedzie,
oj zle.

R: Czy z Blaviken sa zwiazane jakies niesamowite historie, a moze nawet
skandale?

W.C.: Pewnie se myslicie, ze wam bede o wiezy prawil, ale to moze innym
razem. Stoi i nikomu nie wadzi, to ja lepiej w spokoju zostawic. Ale to
wam powiem, ze zyla kiedys tu u nas baba, znaczy nie u nas, tylko na
bagnach. Ona stara i parchata byla, ale sztuczki magiczne jakie umiala
czy co, ze jak miesiac jasno swiecil, to ona cyku-myku i nie ma baby, a
mloda dziewka, co to nie wiesz czy nogi dluzsze od czarnych lokow… I se
balamucila jakiegos chlopa co go upatrzyla, a ze dobra w tym byla, to i
nie wadzila nikomu. Ale jak to one, kazda baba kiedys sie zadurzy i
odstapic nei chce, nawet wiedzma harda. To tez tak sie stalo, tyle ze jak
do miasta wejsc, jak kto ja zobaczyl to batami gonil? Wymyslilo se
babsko, ze w kociej postaci przemknie nad murem i podgladac swego
kochanka bedzie… Tyle ze on se inna juz byl znalazl za ten czas, nie?
Jak sie wiedzma nie zezlila, jak ponoc we wrzask uderzyla! A ze kocur z
niej byl pewnikiem bardziej chyzy niz kobita, to rzucila sie chlopowi na
gardlo, rozerwala bidakowi szyje, ale konkurentke to tylko tak
poharatala, ze na jedno oko przestala widziec i na miasto do konca zycia
nie wyszla. Nu, prawda to czy bajdurzenie, prawda jest, ze szweda nam sie
tutaj taki kocur jeden, a charakterny to on jest…!

R: No a kilka slow o Panu, jak to jest byc wojtem? Czy trudno nim zostac?
Jakie sa zarobki?

W.C.: Panie, co tam zarobki! Chate mam, zonka mnie nie chce zostawic, na
gorzalke czy rumik czasem starczy, to i nie narzekam, nie? A zem obrotny
i zaradny, to nikt na mnie nie dybie noca i bezpieczny wracac moge z
karczmy. Nu, gorzej w chalupie wtedy sie pokazac, ale cos za cos! Ja wam
powiem, ze tu sie trzeba umiec dogadac ze wszystkimi – kupcom miejsca
uzyczyc, w gospodzie piwa duzo pic, do bab sie usmiechac i kiwac glowa
jak gadaja, a i o swiatyniach nie zapomniec!

R: Najzabawniejsze wspomnienie z okresu wojtowania?

W.C.: A byly tu raz paniczykow dwie, takich ze co to nie oni, miastowi,
imaginujesz sobie? Spali se w najlepszych pokojach, nosem krecili na
jadlo, ale wsuwali ze az milo patrzec. Do dziewek oczka puszczali, ale
tez ze tacy niedostepni niby. No, ale raz sie pozarli widac o co,
naburmuszeni na sie chodzili, ale przyszla razem na targ, bo to festyn
byl akurat, i dalejze usmiechac sie zalotnie, oczka na prawo i lewo
puszczac. Jeden se upatrzyl taka co to za nia wszyscy sie ogladaja, ona
tez do niego cielece oczeta zaczela robic… A ten drugi jak sie nie
zakradnie don od tylu, jak mu rybisko jakies tak wrednie do kolenierza
nie przypnie, ze za nic zdjac sie nie da! A powiem wam, ze mewy to u nas
pazerne sa jak diabli, a jeszcze se jakos te rybke tak upatrzyly, ze
chmura spadly na chloptasia, podziobaly ga, podrapaly, fryzure zepsuly, a
do tego obesraly jeszcze i sie nazarly. Tyle dodam, ze juz go nigdy u nas
nie widzielismy!

R: I na zakonczenie nasze standardowe pytanie – ulubione jadlo i napitek?

W.C.: Ach, ten wasz destylacik… Raz czy dwa go kosztowalem, ale w
pamieci sie wypala, oj wypala. A z jadla to mi wsio jedno, byle je moja
Libusze zrobila, bo u niej to i chleb ze smalcem dobrze smakuje.