Arkadia MUD MMORPG

Periodicus numer 56

Quo Vadis Arte, 20-lecie Osady, Mysliwy, konflikty

o—————————————————————————–o
| Data wydania: dwudziesty czwarty dzien pory Feainn |
| |
| |
| /)_(\ |
| ______( 0 0 )______ |
| /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\ |
| )’_'( |
| ____.””_””.____ |
| P E R I O D I C U S |
| |
. .
. .
Niektorzy z Was bez watpienia zdazyli sie stesknic za
Periodicusem, a Periodicus zdazyl stesknic sie i za Wami!
Tym chetniej zatem i z wieksza przyjemnoscia witamy Was w
kolejnym numerze. Otwiera go juz nieco zapomniany cykl
„Listow do Redakcji”, sklaniajacy do refleksji na temat
pewnego aspektu znakow nowych czasow. Kolejnym, niemniej
waznym tematem, jest dwudziesta rocznica osadnictwa w
Puszczy Shekhal – z tego zreszta powodu dzisiejszy numer
w duzej mierze jest dedykowany tematyce okoloosadniczej,
o czym zreszta sami sie przekonacie zapoznajac sie z
kolejna odslona „Stylow Walki”, „Karczm Swiata”, kacika
kulinarnego, a nawet poetyckiego. W miedzyczasie nasi
korespondenci wojenni zrelacjonowali sytuacje na frontach
swiata, udowadniajac, ze nie taki sezon ogorkowy senny,
jak sie go opisuje – a jako ze niewiele dzieje sie bez
przyczyny, a Periodicus ma to do siebie, ze lubi docierac
do sedna poruszanych zagadnien, przeczytacie wiec rowniez
o zrodlach i podlozach swiatowych konfliktow i o tym jak
niewiele trzeba do ich wzniecenia. Na koniec z calego
serca polecam nowosc na lamach Periodicusa – „Gawedy,
wojaze i persyflaze” to mily dla oka i duszy zbior
krotkich opowiastek, ktory na pewno znajdzie grono
oddanych czytelnikow – wielbicieli.

Zycze przyjemnej lektury,

Inz. Red. Tuna Loon – Naai
Aktualna Redaktor Naczelna

W tym numerze:
* Quo Vadis, Arte?……………………………….strona 1
* Dwudziestolecie istnienia Osady………………….strona 2
* Kacik Poezji „Pod Grusza”……………………….strona 3
* Karczmy Swiata – zajazd w Shekhal………………..strona 4
* Style walki – M jak Mysliwy……………………..strona 5
* Wiesci z frontu………………………………..strona 6
* O zrodle konfliktow w swiecie……………………strona 7
* Gawedy, wojaze i persyflaze……………………..strona 8
* Kuchnia kociolkowa……………………………..strona 9
. .
. .
| |
| |
o—————————————————————————–o

> przeczytaj strone 1

Zatytulowano: Quo Vadis, Arte?

o—————————————————————————–o
| |
| _______,.zec..____________________ |
| | .@” ” 4. | |
| | d” % | |
| | @ ## 3 | |
| | J ## b .. … | z cyklu: |
| | L : 4 ….. | |
| | 3 , P | LISTY |
| | b ' J | DO REDAKCJI |
| | %. @ | ——————– |
. | ^%. r”\ | .
. | …..^”*==*” \ .. …… | .
| … …..\ \.. …. .. |
| ….. … ..\ \ …. … |
| …. …. …\ \.. ….. |
| .. …. ….. \ \… … |
| …. … .. …\ \… .. |
| … ….. … ..\ \….. |
| …. … …. .\ | … |
| .. .. …. … …\___/ …. |
| …. … …. .. ….. .. .. |
| .. … .. …. .. … …… |
| … .. …. |
| |
| …., |
| … |
| |
|__________________________________|

___ __ __ ___ __ _________ ____ ____________________
// \\|| ||// \\ || |// \|| \\|(( \ // \|| \| || || | \\
(( )|| |(( )) \\ /||=||| )||\\ ||=|||_// || ||== _//
\\_/X\\_//\\_// \V/|| |||_//|\_)// || ||| \\ || ||___ ||
()

czyli krajobraz po wielkiej swiatowej awanturze

Witam w dawno nie przytaczanych „Listach”, ktore wprawdzie juz kiedys
ustapily miejsca na szpaltach „Periodicusa” bardziej poczytnym i – co
tu duzo mowic – popularniejszym tekstom. Dzisiejsze listy jednak, mam
przynajmniej taka nadzieje, dadza im, chociaz na chwile, nowy blysk
zainteresowania. Nowy – stary wlasciwie, poniewaz i sprawy te sa nowe
– stare. Dowiecie sie z nich jednoczesnie jak bardzo potrafi zmienic
sie swiat w pewnym aspekcie i czy bylismy (a takze byc moze czy nadal
jestesmy) na takie a nie inne zmiany gotowi, czy tez raczej zostajemy
uspieni przez panujace status quo, nie przyjmujac do wiadomosci, ze
moze istniec nowy porzadek. Postaramy sie, przynajmniej sprobujemy
przewidziec jak zabrzmi odpowiedz na tytul niniejszego artykulu:
Dokad zmierza sztuka, dokad powinna – ta poetycka i ta okielznana w
okowach redaktorskiej prozy. A przynajmniej dokad, mam nadzieje,
pragnelibysmy, my, parajacy sie nia, by zmierzala.

Rzecz dotyczy oczywiscie udzialu reprezentantow kultow chaosu w pracy
– na poczatek – samej Redakcji Periodicusa.

Czytamy zatem (fragmenty, chronologicznie, anonimowo oraz zachowujac
oryginalna pisownie): .—.
/ . \
|\_/| |
| | /|
.—————————————————————-' |
/ .-. |
| / \ Szanowna Redaktor Tuno, |
| |\_. | |
|\| | /| Pisze do Pani w sprawie notki pozostawionej na nulnijskiej |
| `—' | tablicy – „Nowy Periodicus! Czy juz go masz?”. |
| | |
| | Na samym jej koncu, wsrod wymienionych redaktorow, figuruje|
| | niejaka Ysar, obecnie mutantka, wyznawczyni plugawych |
| | bogow, morderczyni. |
| | |
| | Gwoli formalnosci chcialabym zatem zweryfikowac – czy jest |
| | to blad drukarski? Czy tez redakcja Periodicusa |
| | rzeczywiscie wspolpracuje z wyznawcami chaosu, jawnie sie |
| | tym afiszujac? |
| | |
| | Licze na jak najszybsza odpowiedz. |
| | /
| |———————————————————-'
\ | .—.
\ / / . \
`—' |\_/| |
| | /|
.—————————————————————-' |
/ .-. Widzem ze obcujecie i paktujecie z Mrocznymi Bogami i ich |
| / \ plugawymi mutantami. |
| |\_. | |
|\| | /| Rzekne ci winc iz masz ostatniom okaze by wyjosnic tom |
| `—' | sytuacje, w innym wypadku poczne polowac na wos do czasu |
| | az wosze tempe lby ni zostanom oczyszczone przyz czysty |
| | ogien. |
| | |
| | Bu kaj wi czy gleboko ta zginilizna zaczelo wos spoczoc |
| | mozy jesio nie ciolo ale umysly juze pewnikiem. |
| | |
| | Wspolpraca z mutantem jest dlo wos wyrokiem smierci. |
| | /
| |———————————————————-'
\ | .—.
\ / / . \
`—' |\_/| |
| | /|
.—————————————————————-' |
/ .-. Masz swiadomosc w ogole o czym piszesz? Wiedz iz jesli |
| / \ dalej bedziecie posiadac takiego redaktora, kazdy z nich |
| |\_. | zostanie wpisany na liste wrogow, calego Imperium. |
|\| | /| |
| `—' | Ale oczywiscie macie wolny wybor, wiedz ze Twoj list |
| | spowodowal iz pierwsze z osob zaczynaja na Was polowac. |
| | To tylko informacja, potraktuj ja jako ostrzezenie, a |
| | wybor nalezy do Was. |
| | /
| |———————————————————-'
\ | .—.
\ / / . \
`—' |\_/| |

| | /|
.—————————————————————-' |
/ .-. Redaktor Tuno, |
| / \ |
| |\_. | Domyslam sie, ze zwyczaje po drugiej stronie oceanu moga |
|\| | /| byc inne. |
| `—' | |
| | Dlatego zauwaze jedynie, ze redaktorka, ktorej bronicie |
| | uczestniczy w regularnych krucjatach mutantow na nasze |
| | miasto. Na swych dloniach ma krew mezczyzn, kobiet i |
| | dzieci – tych samych, ktorzy spokojnymi porankami starali |
| | sie siegac po Wasz periodyk. |
| | |
| | Jezeli zatem czyny te, ktore sa czynami obecnej redaktorki |
| | Periodicusa, nie sa angazowaniem Periodiuca w konflikt |
| | ideologiczny, to moge jedynie przyznac, ze Wasze pojecie |
| | neutralnosci przybiera zdecydowanie najwygodniejsza z |
| | mozliwych form. |
| | /
| |———————————————————-'
\ |
\ /
`—'

Nie obeznanym, zaciekawionym, zaintrygowanym, zadnym sensacji, nawet
znuzonym sytuacja wyjasniamy o co wlasciwie poszlo:

_______________
((((((((((((((( )
| || W Periodicusie prace rozpoczyna Ysar Narr
| daty nie || uczennica Szkoly Walki Domu van Raugen, nastepnie
| znamy. || potencjalna mieszkanka Athel-Loren. Przeciw tej
| || Redaktorce, nikt, o dziwo, nie ma nic przeciwko.
| ||
'=============='
_______________
((((((((((((((( ) W Periodicusie ukazuja sie m. in. Imperialny
| || Przewodnik Jezykowy i Imperialne Listy Goncze,
| Listopad ’16 || sygnowane przez Kolezanke Ysar i uderzajace w
| Luty ’17 || zorganizowane frakcje polityczne. Zostaja one
| Lipiec ’17 || przyjete ze zrozumieniem, nawet te ostatnie
| || dobrze rozumieja funkcje informacyjna prasy i
| || potrafia sie nie obrazic na Redakcje.
'=============='
_______________
((((((((((((((( )
| ||
| daty nie || Redaktor Ysar prywatnie sympatyzuje z chosniczymi
| znamy. || kultami, ale nadal pozostaje Redaktorka.
| ||
| ||
'=============='
_______________
((((((((((((((( )
| || Kolejne wydanie Periodicusa, imie Redaktor Ysar
| 23 || na plakatach promujacych nowy numer wzbudza
| pazdziernika || niepokoj. W kregach nadawcow powyzszych listow,
| ’17 || Periodicus zostaje uznany za otwarcie popierajacy
| || kulty chaosu. Redakcja otrzymuje powyzsze listy.
'=============='
_______________
((((((((((((((( )
| || Wymiana listow z nadawcami powyzszych i obrona
| 25 || Periodicusa prowadzi do jednoznacznych zapowiedzi
| pazdziernika || atakow zbrojnych na wszystkich czlonkow Redakcji
| ’17 || (nie opublikowane powyzej).
| ||
'=============='
_______________
((((((((((((((( )
| || Wskutek zewnetrznej presji, Redaktor Ysar
| 25 || dobrowolnie rezygnuje z pracy w Peridicusie. Nie
| pazdziernika || ma to wplywu na sama dzialalnosc Redakcji – nie
| ’17 || jestesmy z tego powodu swietsi niz do tej pory,
| || lecz niesmak wrogow chaosu pozostaje.
'=============='

Zeby tylko niesmak! Redakcja, choc niestety (moze i „stety”), jedynie
w osobie Naczelnej goscila u siebie delegacje przedstawicieli krola
Foltesta w osobach Osadnikow z Puszczy, wladz Armii Lyrii i… Strazy
Krain. Mozna powiedziec, ze to wlasnie wtedy, w pokojowej, przez
wiekszosc czasu atmosferze, gdzies miedzy pomyslem rewizji Redakcji a
ustanowieniem jednej ze Strazniczek Krain Inspektorem w Periodicusie
pojawilo sie po raz pierwszy niemo zadane w tytule pytanie: Dokad tak
naprawde ma wlasciwie zmierzac sztuka slowa? Czy tez w tym przypadku,
powtorze znow pelnym zdaniem, dokad ma zmierzac dzialalnosc
redaktorska.

W pozniejszej atmosferze wielomiesiecznej nieobecnosci, miedzy innymi
wystraszonych Redaktorow w „niedoszlej wylegarni chaosu” i paralizu
pracy Redakcji mialam sporo czasu na przemyslenie tej kwestii. Przede
wszystkim co zawinili bogom ducha winni pozostali Redaktorzy, a takze
gdzie konczy sie granica rozporzadzania ich zyciem przez
przemawiajacych z pozycji sily stronnictw, nie majacych prawa do
zarzadzania Redakcja.

* * *

A przeciez wszystko mozna bylo zalatwic zgola inaczej – jest chaosnik
w naszym srodowisku… czy nachalny Straznik Krain, albo powolujacy
sie na krolewski autorytet poddany, albo wojska sasiedniego panstwa –
czy to jest powod do ataku na ich rodzime garnizony, na przyjaciol,
rodziny i sasiadow? Nie wspominajac juz o nie majacych na to zadnego
wplywu wspolpracownikow i podleglych pracownikow? Oczywiscie, ze nie.

Przeczytajcie blizniacza historie, ktora wydarzyla sie pol roku potem
– opowiedziana w kolejnym liscie do Redakcji, bedacym wzorem dla tych
co bardziej porywczych krytykow. .—.
/ . \
|\_/| |
| | /|
.—————————————————————–' |
/ .-. |
| / \ Szanowna Redakcjo, |
| |\_. | |
|\| | /| Pisze do szanownej Redakcji ogromnie oburzony zdarzeniami, |
| `—' | jakie mialy ostatnio miejsce na Uniwersytecie w Oxenfurcie. |
| | Pisze jednak nie z checi zaszkodzeniu komukolwiek, a |
| | powodowany szczera troska o mieszkancow tego miasta, a |
| | takze o sam Uniwersytet. |
| | |
| | Chodzi o sprawe Vaia di Vao, Templariusza Slaneesha, i jak |
| | sam sie zwie, Rzeznika z Nuln, Piesniarza Uludy… nie |
| | wiem jakie jeszcze Nie wiem czy dotarla taka informacja do |
| | redakcji, ale Vai di Vao jest teraz Radnym Truwerow |
| | Oxenfurtu. Nie czlonkiem, ktorym jest od dawna, RADNYM. |
| | Rzeznik z Nuln, Radny Truwerow Oxenfurtu, Sluga Chaosu. |
| | |
| | Na wstepie trzeba zaznaczyc, ze wybory do Rady Truwerow sa |
| | wyborami demokratycznymi. Oznacza to, ze wszyscy Truwerzy |
| | – aktywnych jest pewnie okolo dziesieciu (a moze i to nie) |
| | – oddaje po jednym glosie i wybiera trzech Radnych. Jezeli |
| | jedno glosowanie nie wystarczy, by ustalic zwyciezce, |
| | dochodzi do wyborow uzupelniajacych, by zdecydowac kto |
| | zostanie wybrany. |
| | |
| | Truwerzy, ze swojej natury, sa stowarzyszeniem raczej |
| | tolerancyjnym, a Wydzial Truwerstwa przez lata pozostawal |
| | miejscem, gdzie roznice rasowe i inne temu podobne |
| | glupstwa, pozostawiano obok. |
| | |
| | Fakt, ze pisze ten list, nie jest jednakowoz przejawem |
| | rasizmu, braku tolerancji religijnej, ani niczym takim. |
| | „Radny” oxenfurckich Truwerow jest osoba, ktora dopuszczala |
| | sie, i to calkowicie jawnie, makabrycznych, obrzydliwych |
| | okrucienstw. |
| | |
| | Wracajac na chwile do „demokratycznych” wyborow, ktore daja |
| | Rzeznikowi z Nuln „mandat” do pelnienia funkcji radnego w |
| | Oxenfurcie. Nie jestem w stanie tego sprawdzic – ale wielce |
| | prawdopodobne jest tak, ze w wyborach wziela udzial jedynie |
| | malenka garstka uprawnionych – a wybrani naturalnie |
| | glosowali na samych siebie. Jest niewykluczone ze o wyborze |
| | Vaia zdecydowaly raptem 2 lub 3 glosy. Nie chce sugerowac, |
| | ze tylko – jego wlasny – bo byloby to juz kompletnym |
| | „demokratycznych” wyborow do Rady. |
| | |
| | Niemniej, zalozmy, ze jednak ma ten „demokratyczny mandat”. |
| | Czy nie ma absolutnie zadnych standardow, co do czlonkow |
| | Rady? Radnym jest juz dobre kilka tygodnikow, a tytulem |
| | Rzeznika z Nuln chwali sie od niedawna – czyli swoich |
| | orgiastycznych rzezi na niewinnej ludnosci musial dokonywac |
| | niedawno, albo przynajmniej nimi sie chwalic postanowil |
| | niedawno. Tak czy inaczej, nie zachowuje on zadnych |
| | standardow. Nie mowie juz nawet o pelnieniu funkcji |
| | publicznej i (zaufania publicznego…) reprezentantywnej, |
| | ale i podstawowych standardow istoty cywilizowanej, takich |
| | jak niezabijanie napotkanych przechodniow, kobiet i dzieci. |
| | Czekac tylko, jak zacznie sie obwolywac Rzeznikiem z |
| | Oxenfurtu… |
| | |
| | Nie chce sugerowac, ze tylko jeden – jego wlasny – bo |
| | byloby to juz kompletnym blamazem „demokratycznych” wyborow |
| | do Rady. |
| | |
| | Zaistniala sytuacja jest dla mnie calkowicie zenujaca. |
| | Spodziewam sie, ze pozostali Radni nie maja instrumentow, |
| | zeby odwolac te zacna i szanowana postac, jaka jest |
| | Slaneeshowy sluga. Niemniej, nie zmienia to faktu, ze |
| | doszlo do calkowitej deprecjacji Rady i Truwerow w ogole. |
| | Jak mozna powaznie brac jakiekolwiek decyzje podejmowane |
| | przez Rade w takim skladzie? Mozna sie bronic, ze decyzje |
| | Vaia beda „demokratycznie” przeglosowywane, bo dwoch |
| | pozostalych Radnych wyznawcami Chaosu nie jest. A jezeli po |
| | nastepnych wyborach bedzie dwoch Slaneeshowcow, to co? |
| | |
| | Konkludujac: absurdalnosc wyboru jawnego mordercy dzieci i |
| | wyznawcy Chaosu do grona Radnych Truwerow jest, w moim |
| | mniemaniu niezaprzeczalna. Cos takiego nie powinno miec |
| | miejsca, jakby juz odrzucic wszystkie inne pwody, to z |
| | powodu podstawowych zalozen KLIMATU neutralnosci, jaki |
| | powinien panowac podczas GRY truwerow na roznych |
| | instrumentach. Ze tak to ujme. |
| | |
| | |
| | Stalo sie cos naprawde bardzo zlego. Nie mozna tego |
| | bagatelizowac. Bo zaraz obudzimy sie, majac wyznawce |
| | Chaosu w Radzie Oxenfurtu. A nie, przepraszam, to juz sie |
| | stalo. Ciezko mi o bardziej absurdalny przyklad. Moze |
| | Wyznawce Chaosu na czele Sigmarytow? No juz niewiele tego |
| | zostalo. |
| | |
| | Oburzony, |
| | XXX |
| | /
| |———————————————————–'
\ |
\ /
`—'
Moglabym tu w sumie napisac „Da sie? Szczerze, z troska, bez grozb i
z uzasadniona nadzieja na podjecie dialogu? Da sie!”, jednak jest to
druga czesc dzisiejszych „Listow”, przyczyna juz inna, inny nadawca,
rowniez przeciwnik chaosu, i nie wypada, zeby zestawiac Go z
poprzednikami, tym bardziej ze powyzszy list nie powstal po to, zeby
bronic polityki Redakcji, ale w konkretnej trosce i sprawie.

Jak to juz bywa w „Listach do Redakcji”, wypadaloby nan odpowiedziec,
a kto uczyni to lepiej niz osoby zainteresowane! Z ta mysla wiec i z
powyzszym listem w garsci, osobiscie wyruszylam, pelna determinacji i
werwy, po odpowiedzi.

Ale nim dowiecie sie jak mi poszlo, wczesniej garsc informacji, czyli
o co wlasciwie poszlo tym razem i jak to sie moglo stac:

______________
(((((((((((((( )
| ||
| 24 || Vai di Vao zostaje przyjety w poczet Truwerow –
| listopada || w normalnym trybie, po zlozeniu rozpatrzonego
| ’17 || pozytywnie podania.
| ||
'============='
______________
(((((((((((((( )
| || Rada Wydzialu konczy kadencje, rozpisywane sa
| 6 || tradycyjnie demokratyczne wybory na Radnych nowej
| maja || kadencji. Truwerzy sa wzywani do stawienia sie w
| ’18 || siedzibie Wydzialu i oddania swego glosu. Wsrod
| || nich debiutujacy uczestnik wyborow, Vai di Vao.
'============='
______________
(((((((((((((( )
| || Pierwsza tura nie przynosi rozstrzygniecia, zatem
| 16 || wyborcy sa ponownie poproszeni do stawienia sie w
| maja || siedzibie Wydzialu i oddania ponownego glosu na
| ’18 || wylonionych do tej pory faworytow. Jednym z nich
| || okazuje sie byc wlasnie Vai.
'============='
______________
(((((((((((((( )
| ||
| 17 || Przyszly Radny, Vai, rozpoczyna listowa kampanie
| maja || wyborcza, zacheca wybranych Truwerow do oddania
| ’18 || glosu na siebie.
| ||
'============='
______________
(((((((((((((( )
| || Wybory na nowa Rade Wydzialu dobiegaja konca –
| 22 || Vai pierwszym w historii wybranym wiekszoscia
| maja || glosow Truwerow reprezentantem kultow chaosu w
| ’18 || Radzie. Narasta zaniepokojenie precedensem.
| ||
'============='
______________
(((((((((((((( )
| || Wprawieni juz w korespondencyjne terroryzowanie
| daty nie || Redakcji Periodicusa niektorzy wrogowie chaosu,
| znamy || wystosowuja otwarte grozby smierci pod adresem
| || nowej Rady Wydzialu.
'============='
______________
(((((((((((((( )
| ||
| 27 ||
| maja || Do Redakcji wplywa powyzszy list.
| ’18 ||
| ||
'============='
______________
(((((((((((((( )
| ||
| 22 || Przewidywany termin wygasniecia kadencji biezacej
| listopada || Rady.
| ’18 ||
| ||
'============='

Ha! Najwazniejszy zainteresowany milczy i nie odpisuje na listy – tak
zreszta postepuje, odkad dostal mandat Radnego i jest to najwyrazniej
jego wlasny sposob na popularnosc, a dokladniej na jego przeczekanie.
Znikad wiec odpowiedzi na pytania o jego motywacje, przelamywanie
uprzedzen i program wyborczy. Zostaje za to stanowisko przygotowane
w imieniu calosci Rady – pisemnie i oficjalnie – oto ono, jezeli ktos
nie ma w zwyczaju odwiedzac siedziby Truwerow:

.-.————————————————————————.
((o)) )
\U/_______ _____ __________ ____ _____ ____/
| |
| Siostry i Bracia Po Piorze |
| |
| Wynik wyborow ostatnich zaowocowal listami |
| pelnymi pogrozek ze strony Terenesa i bardziej |
| dyplomatyczna sugestia ze strony Strazy Krain. |
| |
| Winnismy Wam, wyjasnienie sytuacji, bo skoro osoby |
| nieuprawnione do niej, ja otrzymaly, Wy musicie |
| takoz. Po krotce dodam jeno, ze mosci Terenes w swej |
| nieudacznej probie epistografii, raczyl nas szantazowac |
| i grozic stosem. Co, jak wiekszosc, ktora zna Terenesa, |
| bywa zwyczajem. |
| |
| Rzecz sie tyczy wyboru Vaia na Radnego, oto odpowiedz Rady: |
| |
| ——– |
| |
| Po pierwsze: |
| Wydzial Truwerstwa od czasu powstania Uniwersytetu, byl i jest organi-|
| zacja apolityczna i areligijna. Bylo to zawsze i jest nadal, stanowis-|
| kiem nie tylko Smiertelnych ale i Kapituly Magow. Tak, sprawdzilismy |
| aktualne stanowisko Czarownikow. Oceniamy talent, nie swiatopoglad.|
| Wazne jest, dla istnienia wydzialu jako takiego, by tak pozostalo.|
| Panstwo chca bysmy ustanowili grozny precedens polegajacy na tym, ze |
| polityka i wiara Radnego jest kryterium do oceny osob spoza Wydzialu.|
| W innym przypadku, Scoia’tael, moze nam napisac, ze nie chce na Wydzia-|
| le dh’oine, Terenes napisze, ze nie chce nieludzi, a Rodzina, ze nie |
| chce elfow. Kolo petycji zamknie sie na tym, ze truwerow po prostu nie |
| bedzie. |
| |
| Po drugie: |
| Wybory na Wydziale sa demokratyczne. Ani ja, ani Isil nie wybralismy |
| Vai, wybrali go truwerzy. Nie cieszy nas ten wybor, nie podoba nam sie |
| ten wybor ale jest to wybor demokratyczny i w takim nasi wyborcy naka-|
| zali nam pracowac. Wybory nie beda demokratyczne, jesli wynik wyborow |
| bedzie zmieniany pod wplywem tego, czy ow wynik komus sie podoba, czy |
| nie. Ja sam, wraz z garstka innych truwerow lata temu zlamalismy lut-|
| nie po to, by wymusic ustanowienie wyborow do Rady. Nie moge z czystym |
| sumieniem zaprzepascic tego poswiecenia. |
| |
| Po trzecie: |
| Jestem bardem od dwoch dekad, rachuby gnomiej i jest to pierwszy przy-|
| padek w ktorym organizacje lamia prawo, ktore glosi, ze truwerow jako |
| takich, nie miesza sie w polityke. Smuci mnie fakt, ze tradycje gina.|
| Nie moze mnie to jednak zmusic, by samemu te tradycje, nawet pod groz-|
| ba przemocy, zszargac. Jestem jednak zobligowany solidarnie przest-|
| rzec, ze jesli owa przemoc nastapi, bedzie ona w konflikcie z wyklad-|
| nia Niesmiertelnych. |
| |
| W imieniu Rady Wydzialu Truwerstwa i Poezji, Uniwersytetu Oxenfurckie-|
| go, |
| |
| Cannard z Mariboru |
| |
| P.S. |
| Ten list byl przygotowany nim otrzymalismy wykladnie Niesmiertelnych, |
| naturalnie sama wykladnia wymusila zmiane dwoch, czy trzech zdan, |
| wierzcie lub nie ale takie byloby moje stanowisko niezaleznie od wy- |
| kladni i bez niej. |
| |
| ——– |
| |
| Wasz Nieskromny sluga, |
| C. |
| |
| |
|____ _______ __ ____ ______ __________ _____ _______|
/A\ \
((o)) )
'-'————————————————————————'

Tymczasem doczekalam sie osobnego listu w sprawie Truwerow – tym razem
takiego specjalnie dla Periodicusa! Poproszony bowiem o komentarz
Radny Cannard tak mi odpowiada (pisemnie): .—.
/ . \
|\_/| |
| | /|
.—————————————————————-' |
/ .-. Pewien madry poeta rzekl wiele lat temu zartem: „Pewne |
| / \ osoby sa za glupie, by ich uczyc czytac i pisac. Nie |
| |\_. | zrozumieja polowy czytajac, zmysla drugie piszac.” Tym |
|\| | /| nieskromnym bardem bylem ja. Trudno mi zaprzeczyc tym |
| `—' | slowom dzis, a wierzcie, chcialbym. |
| | |
| | Ongis, bylem scigany przez dobry czas przez hanze z Pewnych|
| | Gor za to, ze nie przyjalem pewnego ogra, bo jego podanie |
| | bylo fatalne. Myslalem sobie, „ot to musi przychodzic z |
| | fachem”. Nie plakalem w rekaw magow i po prostu, biegalem |
| | biegalem szybciej niz ogry i uwazalem to za smieszne w |
| | sprawe, ze w swiecie, gdzie „Cannard” bywa pokonany przez |
| | bagna opodal Mariboru, zorganizowana szajka zabojcow nie |
| | potrafi go zlapac. |
| | |
| | Do czasow Vaia nie przyszloby mi do glowy, ze potrzebuje |
| | wykladni magow w takich kwestiach. Roznica jest w skali, |
| | kiedy ktos grozil mi, uwazalem to za moja osobista, |
| | powiedzmy gornolotnie, „odwage” odmowic. Kiedy ktos grozi |
| | calej organizacji, wtedy moje rece sa zwiazane, nie moge |
| | stac biernie i udawac, ze nic sie nie dzieje, gdy ktos |
| | chce urznac leb komus, bo ma lutnie na plecach. |
| | |
| | Sprawa byla absurdalna od poczatku, tak jak i absurdalnym |
| | jest jej wywlekanie tak pozno po sprawie. Mam nadzieje, ze |
| | Mam nadzieje, ze osoby zainteresowane rozumieja absurd |
| | lamania odwiecznych praw, mimo ze osobiscie im sie nie |
| | podobaja. Mam nadzieje, ze osoby z „mrocznej strony” nie |
| | mysla sobie, ze cos „wygraly”, bo nie bylo nic do |
| | „wygrania”. |
| | |
| | Wydzial Truwerstwa i Poezji Uniwersytetu Oxenfurckiego |
| | powie ci, ze sie nie nadajesz, bez wzgledu na rase i wiare,|
| | takoz powie ci, ze sie nadajesz mimo wszystko. |
| | |
| | W imieniu wlasnym, |
| | Cannard z Mariboru, |
| | Radny Truwerow od Zbyt Wielu Lat |
| | /
| |———————————————————-'
\ |
\ /
`—'
I to juz wszystko w dzisiejszych „Listach”. A ja sama, z nadzieja na
dalsze nieskrepowane dzialanie w sluzbie slowa pisanego, pozdrawiam i
zycze lepszego jutra dla jego wirtuozow, jak i czytelnikow prasy oraz
muzycznych melomanow z calego swiata.

. ,_, ,_, .
. (o,o) Inz. Red. Tuna Loon – Naai (o,o) .
|./)_) (_(\.|
| ” ” ” ” |
o—————————————————————————–o

> przeczytaj strone 2

Zatytulowano: Dwudziestolecie istnienia Osady

o—————————————————————————–o
| |
| .–~*teu. .n~~%x. |
| dF 988Nx x88X 888. |
| d888b `8888> X888X 8888L |
| ?8888> 98888F X8888X 88888 |
| „**” x88888~ 88888X 88888X |
| —————————————————– |
. DWUDZIESTOLECIE ISTNIENIA OSADY W PUSZCZY SHEKHAL .
. —————————————————– .
<""888888888~ ?888X 8888" 8: "888888* "88X 88*` "" "**"` ^"==="` ^^ ,-~ ~ . /''-I_I _II____ :~ , { }__/_- /- \ ____/ ''- -/'\_,__ ___I_ { } { _ } | II--'''' \,:--..,_/,.-{ }, /\-_--\{ _ } \,/: '/__\,.--':| |[] .-.| O{ _ }/ \_-__\\,/ | :' | | [] -| ''--:.:[,.'\,/ |[]| [] | | ' ' |[]|,.--'' '', ''-,. | --------- ' .. v..-'' : ''. 'v v . v S p r a w o z d a n i e z o b c h o d o w r o c z n i c o w y c h Dwadziescia lat - wiek, w ktorym czlowiek jest juz wyksztalcony i nie przypomina juz lobuziaka zastanawiajacego sie nad kolejnymi psotami, czy kaprysnymi wymowkami od obowiazkow domowych. Powazny, stateczny i patrzacy z gory na dokazujace mlodsze rodzenstwo. Pelny planow na swe dorosle zycie, przestapiwszy prog dojrzalosci, wpatrzony w wizje swej wymyslonej przyszlosci. W kazdym razie na ogol, poniewaz, co jak co, ale o mieszkancach Osady zalozonej dwadziescia lat temu w ostepach Puszczy Shekhal akurat nigdy nie mozna bylo powiedziec, ze sa to slodcy lobuziacy i psotnicy, no a juz na pewno, ze sie migaja od swoich obowiazkow. Rzadko sie zdarza, jesli juz o tym mowa, ze ktos otwarcie przyznaje sie do wieku, zwlaszcza jezeli jest to stowarzyszenie. Jeszcze rzadziej - ze dzieli sie swoja radoscia z bliznimi. Tymczasem tak sie stalo i jedenastego wrzesnika przed bramami Osady odbylo sie wielkie swieto. Licznie zgromadzeni goscie, tak sojusznicy, jak i przedstawiciele innych zrzeszen i wielu podroznikow doswiadczylo osadniczej goscinnosci - zgodnie z zapowiedziami nie braklo darow lasu - poczawszy od miesiw, wedlin, poprzez prawdziwy mysliwski bigos, po oslawione juz osadnicze jagodzianki - ktore zreszta sama zobaczylam na oczy po raz pierwszy - i ktore na szczescie zapobiegliwi gospodarze napiekli w odpowiednim zapasie. Liczne toasty byly swiadectwem i, prawde powiedziawszy, rowniez efektem szczodrosci wyrazonej w bogactwie wyboru i ilosci trunkow. Nie brakowalo piesni dedykowanych Osadzie i Puszczy, natomiast przez caly czas zebranym towarzyszyly niebagatelne opowiesci - podania, basnie i legendy prezentowane przez najprawdziwsza Bajarke, dzieki ktorym mozna bylo zarowno wysluchac historii prawdziwej o nielatwym zyciu na tle lesnych niebezpieczenstw (z niesamowitym, zaskakujacym finalem!), jak i po prostu dowiedziec sie, co moze zajsc pomiedzy szlachciura i swinia, a takze co nie bita w przyslowiowe ciemie chlopka jest zdolna zrobic z truchlem ubitego przez siebie niedzwiedzia, by przechytrzyc watahe wilkow. Nawiasem mowiac, nie brakowalo rowniez prawdziwego niedzwiedzia, bawiacego sie razem z nami, ale pewne tajemnice lesnych ostepow niech na zawsze pozostana zakryte przed tymi, ktorzy ich nie widzieli. Spelniajac swa redaktorka powinnosc nie moge nie odnotowac wzmianki o centralnych obchodach - prezentacji zgromadzonym gosciom niezwyklych pomnikow upamietaniajcych zasluzonych w ciagu dwoch dekad Osadnikow oraz donioslej ceremonii przyjecia do Osady jej nowych mieszkancow i kandydatow. Tak wlasnie bylo, a ja osobiscie, wspominajac niezliczone zyczenia, powinszowania i toasty, wierze, ze wieczor ten zostanie zapamietany przez wszystkich na dlugo - - przyjecie urodzinowe, ktorego ja osobiscie zyczylabym kazdemu dwudziestolatkowi. . ,_, Byla, bawila sie, zaslyszala i skrupulatnie spisala ,_, . . (o,o) (o,o) . |./)_) Inz. Red. Tuna Loon - Naai. (_(\.| | " " " " | o-----------------------------------------------------------------------------o > przeczytaj strone 3

Zatytulowano: Kacik Poezji „Pod Grusza”

o—————————————————————————–o
| |
| _ ._ _ , _ ._ |
| (_ ' ( ` )_ .__) |
| ( ( ( ) `) ) _) |
| (__ (_ (_ . _) _) ,__) |
| _ `~~`\ ' . /`~~` _ |
. <_),/ \ / \,(_> .
. .'. / \ .'. .
___________________/ \__/_____\__/ \___________________
| ( ) ( ) |
| KACIK `-'-' `-'-' POEZJI |
| __ __ __ __ __ _____ |
| |__)/ \| \ / _ |__)| |(_ _/ /\ |
| | \__/|__/ \__)| \ \__/__)/__/–\ |
| |
|___________________________________________________________|

A TYMCZASEM LEZE POD GRUSZA
NA DOWOLNIE WYBRANYM BOKU
I MAM TO, CO NA SWIECIE NAJSWIETSZE
SWIETY SPOKOJ

Zapraszamy do kacika poezji „Pod Grusza”, w ktorym nawiazujemy do
dwudziestej rocznicy zalozenia Osady w Puszczy Shekhal.
Prezentujemy w nim utwory, ktore rozbrzmialy w czasie obchodow.

Czyzlis tylko autorem jednego utworu, czy moze stworzyles dzielo,
ktorym chcesz sie podzielic ze swiatem – zapraszamy! Ten kacik
jest wlasnie dla Ciebie!

— XXX —

Autor: Nazira

Tytul: Szukajac domu

Szukalam ciebie cale zycie
Wsrod gor wysokich gubiac slady
Szukalam ciebie nalezycie
Z potrzeby serca, nie z zabawy

Szukalam ciebie przemierzajac
Wlasnymi stopy wszelkie kraje
Szukalam ciebie wciaz zbaczajac
W lasy glebokie, nad ruczaje

Szukalam ciebie tu i teraz
Poprzez zawieje miejsc i czasow
Szukalam ciebie watpiac nieraz
Wsrod gluchej ciszy, wsrod halasu

A teraz wiem, ze cie znalazlam
Bo calym sercem ciebie chlone
I wiem, ze mam juz to co chcialam
To miejsce, ktore zwie sie domem

— XXX —

Autor: Asandra

Tytul: Pionierom z Shekhal

Powiedz mi co czujesz kiedy slyszysz wilka zew?
Gdy ze swistem wrogiej strzaly Cie dopada cudzy gniew?
I czy wierzysz w zimna pustke, w samotnosc bez boga?
Czy sie poddasz, gdy Cie zdejmie smiercionosna trwoga?

Oto moje mysli, wahania, nastroje,
Gdy, w dal sie wpatrujac, u bram puszczy stoje.
Ja pionierem jestem i krola nadaniem,
Ziemie w ktora wkraczam wziac mam we wladanie.

Wojsk zadnych ja nie mam, tylko rece obie,
Pot na skroniach zamiast korony na glowie,
Ja wiem, ze tu nie siega zadne z cudzych praw,
Ze od wiekow tu Natura zaprowadza wlasny lad.

Niech zdam sie na jej laske, to dla niej jest moj trud,
Tutaj zycie nie jest latwe, ale zycia tu trwa cud.
Przed ogromem jej klekam, czcze ja i szanuje,
I to pod jej panowaniem dom swoj wybuduje.

Ja wiem, ze mnie nie strzyma ostrze niosace groze,
Przeciw mym smiertelnym wrogom twierdze z drzewa wzniose.
Niech czerwienia krwi ochrzczona obrosnie w legende,
Grob moj tutaj dla ludzkosci bedzie fundamentem.

Tys Osado moim domem, Temerii ozdoba,
Niech piesn ma ku tobie wzleci, skrzydel doda slowom.
Niczym krzyk sokola, biegnacy k’nam z daleka,
Niesie swiatu czesc i pamiec
O pionierach z Puszczy Shekhal.

— XXX —

Autor: Mortas

Tytul: Przy ognisku

Rozmyslam o tobie, odlegly Shekhalu
Gdy w nocnej godzinie popadam w zadume
Zielone twe deby spowite w mgly calun
I wzgorza zielone co pokryte runem.

Wszak domem mi byles, mlodosci przystania
Gdy snie twa uroda nawiedza me mysli
Tu czas mej mlodosci i czas dorastania
Swe kosci tu zloze gdy czas moj sie zisci.

Choc teraz nas dziela przestrzenie i lata
Wyczuwam odlegle puszczanskie twe tetno
Gdy zmruze swe oczy pamieci mej szata
Opada powoli, co skrywa twe piekno.

***

Zapraszamy wszystkich, ktorzy chca, aby takze
. ,_, ich wiersz znalazl sie w kaciku do kontaktu ,_, .
. (o,o) listownego z Redakcja. (o,o) .
|./)_) (_(\.|
| ” ” ” ” |
o—————————————————————————–o

> przeczytaj strone 4

Zatytulowano: Karczmy Swiata – zajazd w Shekhal

o————————————————————————–o
| |
| ____………__H_ |
| __/%%%%|%%%%%%%|%%%%\ |
| _ ()/%%|:II:|II:::II|:II:|_ _ _ |
| |-(()|–|:II:|II:A:II|:II:|-|-|-| |
. `'.'”^ ^` „^ „^|”|^'”' `^`-.^~' .
. _ __ ___ __ ____ _ _ .
| |_/ / /\ | |_) / /` / / | |\/| \ \_/
|_| \ /_/–\ |_| \ \_\_, /_/_ |_| | |_|
__ _ _ __ _____ __
( (` \ \ /| | / /\ | | / /\
_)_) \_\/\/ |_| /_/–\ |_| /_/–\

ZAJAZD PRZYDROZNY W PUSZCZY SHEKHAL

Z cyklem „Karczmy Swiata” goscimy w Temerii, w przydroznym zajezdzie
ulokowanym w atrakcyjnym miejscu, bedacym skrzyzowaniem traktow
wiodacych do Wyzimy, Mariboru oraz Gors Velen. Atrakcyjnosc lokacji
ni to podkresla, ni to jej zaprzecza otoczenie – znajdujemy sie u
progu Puszczy Shekhal, z dala od miast. W poblizu usytuowana jest
jedynie Osada, o ktorej macie okazje przeczytac na osobnym miejscu.
Zaopatrzenie zajazdu, oczywiscie pomijajac lokalne specjaly jest wiec
nielatwym zadaniem, mimo to jednak, o czym przekonacie sie w dalszej
czesci tego tekstu, prowadzacy go wlasciciele maja byc z czego dumni.

Zajazd jest waznym, kluczowym punktem na mapach wszelkich podroznikow
i przewoznikow – nie ma dnia, zeby na jego okraglym dziedzincu nie
znajdowal sie jakis woz – nie tylko z ewentualnym zaopatrzeniem –
podrozni wrecz zatrzymuja sie tu nierzadko calymi grupami. Wysoka
palisada, szerokie odzwia dla wozow, przestrzen, wodopoj i
rozswietlenie placu – wszystko tu wydaje sie byc, z naturalnych chyba
powodow, dedykowane podroznym i ich bezpieczenstwu. Jezeli juz mowimy
o otoczeniu, to wrazenie psuje nieco znajdujaca sie poza zajazdem, na
rozstajach, solidna drewniana szubienica, jednak przyznac nalezy, ze
jest to znak niebezpiecznych czasow i w innych miejscach, a i to bez
szubienicy rowniez bezpieczne nie jest.

Wnetrze zajazdu jest cieple i suche, nie ma tu miejsca na jakikolwiek
kompromis w krainie, gdzie pogoda nie rozpieszcza podroznych. Wlozono
duzo wysilku w to, by uczynic je przytulnym i pelnym domowego ciepla.
Podroznym oferuje sie odpoczynek na szerokich, drewnianych, ale za to
wygodnych i solidnych lawach. Pomyslowe, a raczej wynikajace z
koniecznosci ustawienie wzgledem kominka pozwala zmarznietym i mokrym
od deszczy podroznym ogrzac sie bez zbednego podchodzenia do
paleniska. Jest czysto, cieplo, cicho, przytulnie i nie mozna liczyc
na samotnosc i tym samym dyskrecje.

Zajazd utrzymuje rowniez, co oczywiste, tubylcow. Czestymi goscmi, a
wlasciwie po prostu sasiadami i zaopatrzeniowcami sa mieszkajacy tu,
nieopodal Osadnicy, dostarczajacy chocby miesiwo, a prowadzony jest
przez malzenstwo le Dorf. Marf, wlasciciel, stanowi przykladne
polaczenie tutejszej hardosci ze swiatowym obyciem, ceniacym sobie
porzadek i spokoj, nie tolerujacym rozboju. Do stalych, przynajmniej
czestych rezydentow nalezy rowniez przedstawiciel juz niezbyt
licznie napotykanych druidow. Osobnik ten, choc nie zdarzylo mi sie
na szczescie byc swiadkiem takiej sytuacji, z pewnoscia zaskarbia
sobie sympatie podroznych, udzielajac im pomocy w zdrowotnych
trudach podrozy, dodatkowo czasami grzecznosciowo odstepuja nadmiar
posiadanych ziol.

Ogien wesolo trzaska w palenisku, zza zaslonki prowadzacej do kuchni
dociera smakowity zapach jadla, gospodarz przeciera kontur – udalo mi
sie zamienic z nim kilka slow:

– Redaktor Tuna z Periodicusa sie klania Koledze.

– Prosze, prosze, zapraszam serdecznie.

– Dziekuje, zeby nie bylo. Sporo podroznych!

– Sporo wozow z Mariboru do Oxenfurtu zmierza, niektore nawet
wracaja…

– A jacys szczegolni goscie? Stali bywalcy?

– A bywa i sporo podroznych, wszelakiej rasy i profesji. Rozne
indywidua tu bywaly, niejednom widzial.

– Ale, jak widze, dla wszystkich znajdzie sie tu bezpieczne miejsce
do odpoczynku.

– Ciepla strawa dla kazdego, niewiele zaplacisz, ogrzejesz sie i
wypoczniesz. Cenie sobie porzadek i spokoj, nie toleruje rozboju.

Coz, czas na menu. Do dyspozycji gosci jest dwoje menu, na tabliczce
wiszacej przy kontuarze gospodarza i spoczywajaca na nim karta dan –
obie w schludny sposob prezentuja co nastepuje:

MENU:
Napoje:
Mleko 6 miedziaki
Lokalna gorzalka 13 miedziakow
Grzaniec 32 miedziakow

Jedzenie:
Grzybowa polewka 65 miedziakow
Kapusniak 65 miedziakow
Skwarki z chlebem 100 miedziakow
Kasza 105 miedziakow
Groch z kapusta 120 miedziakow
Kasza z miesem 150 miedziakow
Pieczony zajac 200 miedziakow

Mleko – to najmilsza niespodzianka, ktorej nie wyczytacie z menu –
mleko podawane jest na cieplo, z dodatkiem miodu. Jest to bardzo
duzy plus, w zasadzie na tle ceny za spora szklanice – najwiekszy
znaleziony przez mnie plus w menu tego zajazdu. Osobiscie moglabym
napisac – byc w tym zajezdzie i nie skosztowac – strata.

Lokalna gorzalka – jakos tak bywa z napitkami lokalnymi, zwlaszcza
poza terenami miast, ze sa terra incognita na mapach smakoszy,
poszukujacych nowych smakow. Z reguly mocne i tanie. Tej nie
uwazam za tania, natomiast – tak – jest mocna. Smak Puszczy
skondensowany w kubeczku.

Grzaniec – jest to dokladniej wino z korzonkami. Uwazam, ze mogloby
byc spotykane czesciej – najwyrazniej jednak tutaj atutem jest
znajdujaca sie niedaleko winnica. Niezle wino, niezla jest rowniez
cena.

Grzybowa polewka – rzuca sie w oczy jej gestosc i mnogosc gatunkow
grzybow w niej zawartych. Danie ktore jecie i wiecie, ze jestescie
w Puszczy. I bardzo dobra cena, jak zreszta przystalo na zupe.

Kapusniak – kwasny, prawdziwy, pyszny i relatywnie tani.

Skwarki z chlebem – dwie pajdy pieczywa i talerz skwarek to danie dla
niewybrenych idealne na przekaske. Pomyslowe polaczenie, sycace i
rzadko spotykane, choc proste – jednak na tle zupy mniej odzywcze.

Kasza – innymi slowy znow skwarki, tym razem w kaszy, niemniej jednak
wydaje sie, ze takie danie – proste, bedace mile dla podniebienia
i nozdrzy, nigdy nie opusci menu takich zajazdow. Gleboki talerz
milym swiadectwem szczodrosci gospodarzy.

Groch z kapusta – wbrew temu, co w jezyku potocznym kryje sie za tym
okresleniem, danie to, choc proste, jest tresciwe i, co wazne,
dobrze wygotowane.

Kasza z miesem – byc moze najwiekszy minus menu zajazdu – od kaszy ze
skwarkami, o ktorej mowa powyzej, rozni sie jedynie osobna pozycja
w menu, nieco bardziej miesnymi, fakt, ale wciaz skwarkami (znowu
skwarki!) i rzecz jasna wyzsza cena. Na pocieszenie troche wieksza
miska.

Pieczony zajac – przyrzadzany w sposob prosty, na ruszcie, jak nalezy.
Mieso z zajaca wbrew pozorom nie jest czestym widokiem w karczmach
i jego amatorzy nie powinni zalowac monet nan wydanych.

Podsumowujac, zajazd jest nie tylko waznym, ale i cenionym punktem na
trasie przemierzajacych trakt przez Puszcze Shekhal. Profesjonalizm
jawi mi sie osobiscie jako najlepiej ujmujace dzialalnosc wlascicieli
– sluzba zziebnietym i zmarznietym (kiedy taka pogoda) oraz zmeczonym
podroznym jest godna pochwaly. Napitki w niejednym aspekcie
przechodzace oczekiwania, a jedzenie wzmacnia przed dalsza podroza –
taki zajazd znaczaco zmienia nie tylko pobyt w Shekhal, ale i podroz
temerskimi drogami.
. ,_, ,_, .
. (o,o) (o,o) .
|./)_) Inz. Red. Tuna Loon – Naai (_(\.|
| ” ” ” ” |
o—————————————————————————–o

> przeczytaj strone 5

Zatytulowano: Style walki – M jak Mysliwy

o————————————————————————–o
| . |
| |\ Z cyklu |
| | | STYLE )\/| )\/| , |
| |.| WALKI ) | jak ) | Y S L I W Y |
| ||| |
. ||| .
. <=====> .
|-| „Pyerwsze uwage zwracaly yej zlociste wlosy. Tuz po nich
(___) byla zbroja. Blyszczala w sloncu yak wypolerowana tafla lodu
Polyskiwala blekitem szafiru i byela diamentu, gdy dziewczyna
skakala wokol wyposazonej w kly i pazury bestii, unikayac ciosow.
Yej powierzchnia skrzyla sie yak zaczarowana, niczym lustro
odbijala dzierzace wlocznie dlonie. W dotyku zas byla chlodna,
mrozna, swieza… Tak, mialem okazje yej dotknac. Mialem okazje
uslyszec yej historie. Wyobrazcie sobie, ze dziewczyna ukryla
sie przed ogromna druzyna polujaca na smoka, a gdy tamci sie
oddalili, zblizyla do truchla i samoyedna wykroila zen skore,
zdobywayac tem samem materyal na pancerz-cudo.”

Opowiesci czasow wojny i pokoju,
C.T. Hulio Uljano Leon Hipolit di Urbano

Uwaga! Chcialabym powstrzymac (zanim sie pojawia) ewentualne uwagi
dotyczace tego, ze fach mysliwski nie jest tak naprawde stylem walki
a bardziej stylem zycia. Byc moze. Jako autorka mam jednak prawo do
wizji artystycznej, na szczescie czy tez nieszczescie moich Czytelnikow.

— artykul czesciowo przeznaczony dla osobnikow nowych w tych stronach —
— niektore fragmenty moga znudzic osoby zbyt doswiadczone —

Co to znaczy Mysliwy?

Mysliwy to potoczna nazwa pewnego stylu walki i nie tylko walki, choc
opisuje go dokladnie w tym samym miejscu gdzie poprzednio opisywalam
Straznikow, Nozownikow, Miecznikow i Gladiatorow. Jesli marzy Ci sie byc
wojownikiem i po prostu, jak to mowia, nie dac sobie w kasze dmuchac, to
moge Ci z gory zdradzic, ze Mysliwy nie jest od tego. Ale Mysliwy tez
nie od parady. Do paru rzeczy sie nadaje, a i powodzeniem jakims tam
niezmiennie sie cieszy. Jesli zatem po przeczytaniu ponizszego tekstu,
czy tez w ogole od tekstu niezaleznie, chcialbys zostac mysliwym, udaj
sie do Jaskare, do mezczyzny zwanego Grigorijem i pochodzacego z Kislevu.
Bardzo uprzejmy ten czlowiek poszukuje w Reiklandzie pelnych zwierzyny
puszcz.

Co takiego robi Mysliwy?

Specjalizuje sie w darach lasu, a wiec roslinach i zwierzetach. Te
pierwsze potrafi niezle rozpoznawac i wykorzystac w leczeniu rozmaitych
schorzen. Zna miejsca, gdzie wystepuja najczesciej i bystrym okiem umie
je wypatrzyc. Co do tych drugich natomiast, wbrew obiegowej opinii, nie
zajmuje sie wylacznie ich zabijaniem. Mysliwy czesto dba o zwierzyne,
opiekuje sie osobnikami chorymi, stawia w lesie pasniki, stara sie takze
utrzymac rownowage w przyrodzie, w ktora wraz z rozwojem cywilizacji
coraz bardziej ingeruje dzialalnosc czlowieka i nieludzia. Zna anatomie
zwierzat lesnych – wie zatem jak sie nimi zajac, ale tez jak skutecznie
wyciac z nich skore, by nadawala sie na wyroby kaletnicze oraz jak dobic
ranne, ktorego nie mozna uratowac, aby nie sprawic mu tym nadmiernego
cierpienia.

Cos jeszcze?

Oczywiscie! Czyzbyscie mysleli, ze Mysliwy to latwy kawalek chleba?
Otoz nielatwy. Nawet wiedzac sporo o zwierzetach i ich zwyczajach, trzeba
nieco sie postarac, by moc takie stworzenie podejsc. Stad wynika potrzeba
bezszelestnego poruszania sie oraz nieruchomego tkwienia w zasadzce przez
dluzszy czas. Grigorij i tej potrzebie wychodzi naprzeciw. Swym uczniom
daje cenne rady na temat tego, jak najefektywniej ukrywac sie i podkradac.
Sam nosi kolory ciemne i nierzucajace sie w oczy – matowe czernie czy tez
zielenie. Nie uzywa perfum, dzieki ktorym moglby zostac wyczuty, nie
posiada bizuterii, ktora moglaby zdradzic go, polyskujac gdzies w sloncu
sposrod drzew. Poza zdolnoscia do pozostawania niezauwazonym do podejscia
zwierzecia przydaje sie umiejetnosc przeplyniecia rzeki, na ktora mozemy
sie w lesie przeciez natknac, umiejetnosc wspiecia sie na wyrastajace
przed nami niepostrzezenie skaly oraz umiejetnosc odnalezienia tropu, gdy
miniemy juz wszystkie te niesprzyjajace pogoni elementy otoczenia.

A po coz robic to wszystko?

No coz, na pewno nie po to, by walczyc na arenie, nie po to, by brac
udzial w wojnie ani nie po to, by stac sie bezwzglednym zabojca. Troche
wiec nie wiadomo, po co. Grigorij jednak (z ktorym mialam okazje nieco
porozmawiac, przygotowujac sie do tego artykulu) tak pieknie opowiada o
minionych czasach, kiedy to lasy Kislevu pelne byly zwierzyny, ze gnom
przestaje logicznie myslec i zastanawiac sie, po co. Opowiesci pewnego
siebie, charyzmatycznego mysliwego maja w sobie tyle uroku, ze w miejsce
„po co?” pojawia sie pytanie „a czemu nie?”.

Czyzby cos jeszcze?

Nie, tak naprawde to juz nic wiecej. Kazdy musi sam zdecydowac, jaki
styl zycia najbardziej mu pasuje. Powiedzielismy tu o wadach i zaletach
bycia Mysliwym, ale niektorych przezyc i wrazen zwyczajnie nie da sie
opowiedziec. Zanurzenie sie w naturze wymaga poswiecen, ale i daje duzo
satysfakcji. Znow jednak zalezy od osoby, gdyz nie kazdemu to samo
satysfakcje przynosi.Artykul ten powstal w zwiazku z numerem poswieconym
Osadzie i obchodom jej jubileuszu, a takze by rzucic nieco swiatla na to,
jak zyje sie w lesie. W dzisiejszych czasach bycie Mysliwym nie jest tak
popularne, jak niegdys, lecz najpopularniejsze wciaz w szeregach Osady.
Madrosci i glupoty zawarte w artykule nie byly jednak konsultowane z
czlonkami Osady. Wszelkie ewentualne przeklamania wynikaja z tego, ze
autorka opacznie zrozumiala slowa Grigorija z Kislevu, ktory opowiedzial
jej o lesnym zywiole.

„Mezczyzna byl brudny. Brudne bylo jego bure ubranie,
brudne byly jego rece, brudne byly opatrunki otulajace nagie
przedramiona. Na biodrach mial pas, rownie nieokreslonego koloru jak
cala reszta. Do pasa przytroczona pochwe z nozykiem do oprawiania
zwierzat. Wszystko drewniane, brazowawe, szarawe. Lachmany. I podeszlo
do niego trzech wyrostkow, myslac, ze niepozorny i byle jaki. I dal
im nauczke nasz bohater. Wiedzial, jak poruszac sie w lesie, wiedzial
o rzekach, bagnach i urwiskach, umial znajdowac sciezki i terytoria
lowieckie drapieznikow. Dosc rzec, ze wyrostkom napedzil stracha,
a jesliscie bardziej ciekawi i wiedziec chcecie dokladniej, to
sie porwijcie niegdys na zmeczonego mysliwego.”

Zbior historyj prawie prawdziwych,
Autor nieznany

. ,_, ,_, .
. (o,o) (o,o) .
|./)_) Vyera Graff von Habenix (_(\.|
| ” ” ” ” |
o————————————————————————–o

> przeczytaj strone 6

Zatytulowano: Wiesci z frontu

o—————————————————————————–o
| |
| /)_(\ |
| ______( 0 0 )______ |
| /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\ |
| )’_'( |
| ____.””_””.____ |
. P E R I O D I C U S .
. .

Wiesci z frontu!

Byc moze letni sezon sklania bardziej do snu, nizli do wojaczki, jed-
nak korespondenci wojenni Periodicusa nie spia ani chwili. Z naraze-
niem zycia i piegow na sloncu zebrali dla umilowanych czytelnikow
garsc plotek, ktorymi mozna sycic ucho i rozsadek. Jakkolwiek wojacz-
ka by nie wydawala sie ciekawym i milym zajeciem, przypominamy, ze
jest to zajecie smiertelnie niebezpieczne! Z ponizszych opowiesci na-
lezy czerpac jedynie przestroge, zeby nie brac udzialu w takich o-
kropnosciach!

Przez ostatnie miesiace na froncie trwal sezon ogorkowy, jednak roz-
poczety zostal mordercza burza z piorunami. Magiczne sily skierowaly
uderzenie w przerozne ugrupowania wywolujac morderczy sztorm, ktora
zmiotla z powierzchni ziemi wiele istnien. Ci co obserwowali strasz-
ne wydarzenia do dzis trzesa sie w bojazliwosci przed moca, jaka mo-
ze tkwic w (kulistym?) piorunie. Wielu znanych i nieznanych pograzy-
lo sie w niebycie tworzac koniec sezonu walk i rozpoczecie sezonu
ogorkowego jednym z najkrwawszych w historii.

Niemniej wydarzenia te straszliwe zostaly poprzedzone innym strategi-
cznym wydarzeniem. Otoz Nieslawne Komando, planujac urlop wypoczyn-
kow w sezonie ogorkowym, obralo sobie na cel ziemie z klimatem naj-
bardziej sprzyjajacym wzrostowi ogorkow – sloneczna Tilee. Niemale
mialo to konsekwencje! Kiedy pokojowi pracownicy Dona, ugadawszy sie
z bojowymi Korsarzami w sprawie zawieszenia broni juz czuli powiew
wiosny i odpoczynek, zorganizowane sily partyzanckie z nienacka ude-
rzyly zadajac pokazne straty.

Plotka glosi, ze Komando jedynie chcialo wypoczac w jednej z piek-
nych gorskich miejscowosci, jednak kiedy probowali zapytac pracow-
nikow Dona o nocleg, jedni krzyczeli po Tileansku, a drudzy w Star-
szej Mowie. Poniewaz jedni i drudzy na co dzien chodza uzbrojeni po
zeby, wszyscy nieslusznie pomysleli, ze sa napadnieci i rozpoczeli
obrone, a poniewaz na wojnie najlepsza obrona jest atak, mielismy do
czynienia z nagla eskalacja konfliktu. Czy to mozliwe zeby ta plotka
byla prawdziwa? Jak najbardziej! Zyjemy w glebokim przekonaniu, ze
wszystkie wojny wynikaja z nieporozumien, takze niezrozumienie
pokojowych zamiarow napastnika jest wielce prawdopodobne!

Po tych dwoch krwawych wydarzeniach i innych mniejszych, choc nie po-
zbawionych hektolitrow rozbryzgujacej sie krwi (jakie to straszne!),
nastapil wreszcie upragniony odpoczynek. Wszystkie frakcje spowolni-
ly dzialania i rozpoczal sie Sezon Spiacych Rycerzy. Niestety! Wojna
jest niedobra i nigdy sie nie zmienia! Mimo ze znacznie rzadsze, o-
kropne wydarzenia ciagle mialy miejsce! Straze Imperium oraz Sily
Chaosu nie mogly zaniechac patroli nawet wtedy, gdy pogoda mowi, ze
odpoczynek nalezy sie kazdemu! Brak wroga na horyzoncie usypial czuj-
nosc obydwu stron i gdy zniechecone sily wroga jednak ruszaly na slo-
neczny patrol, napotykaly one brak oporu i czasem spiacych nieszczes-
nikow. Podobnie stacjonujace w Tilei Komando, mimo, ze niechetni do
przesadnego krzywdzenia, musialo czasem uzupelnic chocby zapasy wody,
ktora w sezonie letnim jest bardzo, ale to bardzo wazna (nalezy spo-
zywac co najmniej caly buklak dziennie!). Udajac sie na krotkie wyp-
rawy po napoje napotykalo nieszczesnych pracownikow etatowych Dona,
ktorzy jak najbardziej zgodnie z Tileanskim prawem rozjechali sie po
Tilei na zasluzony i przewidziany w regulaminie urlop odpoczynkowy!

Spojrz czytelniku, jak okropna jest wojna! Nie tylko odbiera zycie
po smierci. Odbiera tez zycie za zycia nie pozwalajac w zaden sposob
wypoczac, zebrac sil i ochoty do dalszej pracy! Zaznaczyc nalezy jed-
nak, ze nie wszystkich dotyczy ten nieszczesny stan. Pokojowe ugrupo-
wania, wsrod ktorych nalezy szczegolnie wyroznic Gnomich Wynalazcow
i pracownikow Bialego Kla, z ktorych wywodzi sie wiekszosc redakto-
row Periodicusa, swieca przykladem, jak nalezy zyc i odpoczywac. Nic
nie zaklocalo zasluzonego wypoczynku, nikt nie napada. Nie ma tez mo-
zliwosci nieporozumien, gdyz czlonkowie sa poliglotami znajacymi za-
rowno wszystkie jezyki swiata, jak i sztuke dyplomacji. Wzor nad wzo-
ry!

Koniec sezonu ogorkowego i rozpoczecie sezonu miesnego oznajmily glo-
sno burczace zoladki ogrow. Wracajacy z wypoczynku poczciwi podrozni-
cy donosili o burzach i grzmotach dochodzacych z niedostepnego tere-
nu Gor Szarych. Korespondenci dementuja jednak te plotki zaznaczajac,
ze prawdopodobnie byly to ogrze zoladki. Glodne ogry podobno udaly
sie w kierunku Loren wiedzac, ze elfi sen, jak wszystko u elfow trwa,
nieco dluzej. W okolicach Loren przez wiele dni mozna bylo uslyszec
slodki, ogrzy spiew. Az strach pomyslec czym, lub KIM (!), nakarmila
sie tak Ogrza Kompania, ze paszcze im sie od spiewania nie zamykaly!
Czy ogry naprawde sa glodne elfiego miesa, czy byc moze (o jakze o-
krutny to pomysl!), jak krew niektorym wampirom, elfie mieso zastepu-
je im rozrywki i uzywki?!

Jak dlugo mozna to zniesc? Otoz niezbyt dlugo, wiec zniecierpliwione
istnieniem swoich wrogow Lesne Elfy powiedzialy „Dosc!” i postawily
na serdecznosc dla egzotycznych w tej czesci swiata podroznikow z
wiewiorczymi ogonami. Komandu drzewa w Loren przypadly do gustu i w
odruchu wdziecznosci zaprosily do zlozenia rewizyty, z czego raczej
zadowoleni, jak sie okazalo, nie byli ani mieszkancy Shekhal, ani
Lyrii. Zazdrosc! Straszna rzecz, gdyz ci pierwsi najwyrazniej uznali,
ze nic nie jest piekniejsze od temerskich kniei (jak i od trwajacego
do niedawna sojuszu z Athel-Loren) i przybyli pod graniczne monolity
z pochodniami, palac drzewa, zeby zwrocic uwage na swe zlamane serca.
Po tym jak milosnicy temerskiej natury spalili niemaly lan polaci
lesnej swoich przyjaciol, nastapilo wspaniale zakonczenie, padniecie
sobie w ramiona i wzajemne wybaczenie, a zycie, pod dyktandem jednej
ze stron, wrocilo na stare tory.

Tymczasem Nieslawne Komando zarzadzilo powrot do Keadven. Nie pytaj-
my juz o przyczyny Wielkiej Wojny Tyleanskiej, wiedzmy jednak, ze na
odchodne, jeszcze przed zorganizowaniem sie na powrot w sprawne les-
ne bandy, zadali kolejne straty ledwie przebudzonym soldatom Dona.

Komando plynac przez dalekie morze nie zdazylo jednak na czas, aby
zaklocic uroczystosci stulecia Osady w Puszczy Shekhal. Jakkolwiek
zbrojne odddzialy Stowarzyszen Osi Osada-Lyria-Ktowiecojeszcze byly
widoczne juz wczesniej, huczne obchody stulecia, poszerzenie szere-
gow o nowych kandydatow oraz nowego nie-wroga w postaci Mahakamskie-
go Hufca z pewnoscia wzmocnilo morale i zmobilizowalo zbrojne bandy
Osadolyryjczykow do wzmozonej aktywnosci.

Strzez sie wiec podrozniku! Wracca czas terroru. Wraca czas zbroj-
nych starc w ktorych najwiekszymi ofiarami zawsze padaja niewinni.
Zbrojne bandy Komanda, Osadolyryjczykow, Ogrow, Obroncow Imperium
oraz Chaosu widywane sa coraz czesciej na traktach. Pierzchaja przed
nimi niewinni, pierzchaj i ty! Kraza plotki o powrocie zzaswiatow
straszliwego przywodcy armii chaosu, kraza plotki o powrocie do walk
legendarnego krwawego obroncy starszych ras, kraza plotki o stopnio-
wym powrocie do sil wiekowego, zeby nie powiedziec wiecznego, her-
szta Ogrzej Kompanii. Ich wrogowie tez nie proznuja mobilizujac sily
coraz sprawniej. Nalezy wiec zachowac szczegolna ostroznosc przy kaz-
dym wyjsciu z domu w mysl przykrej zasady: „Nie poszedles na front,
to front poszedl po ciebie!”. Tak moze byc wszedzie!

Na pocieszenie mozna dodac, ze wszystkie poprawnie zyjace i stronia-
ce od fatalnych w skutkach aktywnosci stowarzyszenia zachowaly neu-
tralnosc wsrod krwawych wydarzen sezonu ogorkowego. Spokoj panuje w
Novigradzie, Gorach Szarych, Bialym Kle i na Gnomim Sterowcu. Wszyst-
kim szczesliwcom gratulujemy wyborow zyciowych i trzymamy kciuki, a-
by jak najdluzej swiecily chlubnym przykladem.

. ,_, ,_, .
. (o,o) (o,o) .
|./)_) <----- Korespondenci wojenni Periodicusa: Lus i Gixx! ----> (_(\.|
| ” ” ” ” |
o—————————————————————————–o

> przeczytaj strone 7

Zatytulowano: O zrodle konfliktow w swiecie

o————————————————————————-o
| |
| [] [] |
| /\ ____, _/_, __, , /\ |
| )( (-/ \ (- / , ( |_/ , )( |
. \/ _\__/, _/__,RODLE _| \,ONFLIKTOW \/ .
. [] ( ( ( [] .
. _ _, __/_, .
(-| | (-(__
_|/\|, ____)WIECIE – FELIETON
( (

~~o)>————————————————–<(o~~ Pomyslalam sobie ostatnio, ze zyje juz na tym swiecie wystarczajaco dlugo, by dzielic sie z innymi swoja domniemana madroscia. Widzialam (chocby z daleka, ale zawsze) wojny i egzekucje, na ludziach i nieludziach slusznie, jak tez nieslusznie skazanych. Pewnie wielu z Was widzialo, nie oszukujmy sie bowiem - swiat nasz nie jest szczegolnie bezpieczny i swych mieszkancow nie rozpieszcza. Ja jednak poza tym, ze widzialam, mam pewne przemyslenia. Stad wlasnie wzial sie ow felieton. ~~o)>————————————————–<(o~~ Zacznijmy od tego, ze kazdy z nas ma swoje ulubione. Nie musimy nawet precyzowac, co. Jeden ma ulubione miejsce, inny ulubiona postac, jeszcze kolejny ulubione danie. Posiadanie ulubionych jest zupelnie naturalne. Naraza nas jednak, co nielatwo zauwazyc na pierwszy rzut oka, na ryzyko zostania fanatykiem. (Abstrachuje w tym miejscu od stylow walki, fanatyzm mam na mysli zwyczajny, pozbawiony maczugi.) Swoje ulubione uwielbiamy, chetnie chwalimy sie nim, nieraz nawet smiejemy z innych, ktorzy lubia cos innego. I tak kroczek po kroczku, nieuwaznie, przypadkowo i niepostrzezenie wkraczamy na wrogie terytorium. Bowiem nie kazdy z nich ma do siebie dosc dystansu, by nasze niewinne zarty przyjac. Nie kazdy z nas ma na tyle dobrego smaku, by jego niewinne zarty faktycznie pozostaly niewinnymi. A czasem nawet nie kazdy z nich spotka sie z nie kazdym z nas, no a wtedy to juz nieszczescie gotowe. Po jednym takim spotkaniu jestesmy w stanie wyrobic sobie opinie o nich wszystkich. Mozg nasz bowiem, organ odpowiedzialny za wyrabianie opinii, leniwym jest i woli pracowac jak najmniej. Jak kazdy spryciarz udaje wiec, ze zrobil wiecej niz faktycznie. Mowi nam, ze wszystkie fakty drobiazgowo przeanalizowal, a zamiast tego, dziad jeden, spojrzal tylko na jednostkowy przypadek i go uogolnil. W tenze sposob zaczynamy nienawidzic tych, ktorzy zle mowia o naszych ulubionych. Zaczynamy nienawidzic nawet tych, ktorzy do naszych ulubionych przykladaja zbyt mala wage, powiedzmy odwiedzaja jakies miejsce bez nalezytej wedle nas czci, jak gdyby owo miejsce widzialo im sie calkiem zwyczajnym, a nie tym najcudowniejszym klejnotem posrod miejsc, jakim jest dla nas. ~~o)>————————————————–<(o~~ Podobny mechanizm w naszym mozgu mozemy zaobserwowac przy zetknieciu sie z nieznanym. Cos zupelnie nowego, o czym nie wyrobilismy sobie jeszcze zdania, powinno byc dla nas jak czysty pergamin, jak historia, ktora dopiero zostanie napisana, a wiec stac sie moze romansem, horrorem czy kryminalem - nie wiemy. Otoz to, NIE WIEMY. Obawiamy sie wiec, mamy sie na bacznosci. I slusznie, gdyz jak wiadomo, sposrod ogromu rozmaitych nieprzewidywalnych opcji mozemy wylosowac krew i cierpienie. Jednakze jeszcze nie wylosowalismy. Mozemy wiec trafic na ciastko z kremem czekoladowym, uwodzicielski zapach lawendy i konwalii, promienie slonca przeswitujace przez mlode liscie w majowy poranek i serce na dloni. Nasz strach i nadmierna ostroznosc nie pozwalaja skorzystac z tego bezmiaru mozliwosci. Czesto wolimy zaszyc sie w bezpiecznej skorupie, odstraszyc potencjalnych agresorow, a wraz z nimi przyjaciol. Wybieramy ucieczke przed wrogiem, ktory jest zupelnie gdzie indziej i przypadkowo tworzymy sobie nowego. Wybieramy trwanie w bezruchu miast korzystania z zycia, ktore to z kolei ma niepokojaca zdolnosc do przeciekania nam w miedzyczasie przez palce. Sami wiecie jak liczne sa konflikty na swiecie. A znakomita wiekszosc z nich wziela sie z nieporozumien, podejrzliwosci, braku cierpliwosci i strachu przed nieznanym. Wiem, ze prosze o zbyt wiele, ale zastanowmy sie nieraz, jak sprawa wyglada z drugiej strony. Zdaje sobie sprawe, ze moje slowa sa bezsilne a nadzieje plonne, ale sprobujmy nieraz postawic sie na czyims miejscu i zapytac szczerze, co najlepszego my sami bysmy tam zrobili. . ,_, ,_, . . (o,o) (o,o) . |./)_) Vyera Graff von Habenix (_(\.| | " " " " | o-------------------------------------------------------------------------o > przeczytaj strone 8

Zatytulowano: Gawedy, wojaze i persyflaze

o-,—–,-,——,———————————–,———-,–,—,—,–o
|: |. : . . : , . :' : : |
| : \ ||/: . :' . :, . \ // :: | :: .|
| ': \|| ,\ / : GAWEDY, WOJAZE : . V/ ::. | : \/ |
| ”:||' : V/ :' ' ':. ||'” ':\|| : : \ |
|\., || //,' . '.|| '||' ://|
| ',||,,//, I PERSYFLAZE || || // |
| ' ',,, ,||, ,”””',// |
| '././.. ,\,” ” ”|
|_______________________/,. ,.:________________________|

– Schadzka w dzikiej leszczynie –

To nic zlego lubic kobiece towarzystwo, cenic sobie powab, piekno
i urok plci zenskiej. Wie o tym kazdy mezny woj. A sa i tacy, co
wrecz od kobiet odganiac sie musza, jak od natretnych much, bo kazda,
jedna przez druga, rzuca sie na bohatera, by miec go tylko dla sie-
bie. Tak tez bylo z Ramonem – przystojny, dorodny i waleczny w boju.
Nie bylo drugiego takiego po zadnej ze stron Wielkiego Morza. Ale to,
co niewiasty w nim kochaly najbardziej (jako, ze to istoty zwykle
uwielbiajace nature: zwierzeta, kwiaty, motyle, plasanie pa lace
w blasku ksiezyca) to fakt, ze gaje i puszcze znal jak wlasna kie-
szen. I bronil ich meznie, jak wlasnej kieszeni. Ideal.

– Kolejny perfekcyjny dzien przede mna… – mruknal z zadowoleniem,
sam do siebie, przegladajac sie w swojemu wprost nieziemskiemu odbi-
ciu, w zwierciadle toaletki. Podciagnal wyzej spodnie, poprawil jesz-
cze ciemne kedziorki okalajace przystojna buzie i dziarsko ruszyl do
wyjscia.

Nie bylo latwo wydostac sie poza palisade jego ukochanej wsi. Tu roz-
ochocona wiesniaczka, tam oswojone grzywiaste tury w zagrodzie, tu
znow trzeba ominac stado piskliwych fanek czekajacych na autograf
laskawie zlozony na nagiej piersi… Ramon musial sie z tym borykac
kazdego dnia, wiec zdazyl sie juz nauczyc: smyk, smyk, smyk, hops,
hops, slalom, smyk i juz przy bramie! Uff! Tylko ten, ktory zmagac
sie z tym musi, wie, jak trudne w okielznaniu bywa zainteresowanie
plci zenskiej!

Zmierzajac tak do celu swojej wyprawy, rozmyslal o rzeczach, ktore
podobno maca meski umysl az osiem tysiecy razy dziennie. Z pewnoscia
tak bylo z tym konkretnym umyslem. Czul juz to narastajace bicie ser-
ca i krew pulsujaca w zylach, uchem wyobrazni nasluchiwal niespokoj-
nego oddechu, jeku i w koncu rozdzierajacego krzyku kobiety pod na-
porem jego sprezystej wloczni. Marzenia na jawie tlily sie pod jego
ciemna czupryna, a pola i laki, z kazdym jego krokiem, ustepowaly po-
woli coraz gestszym lasom oraz dzikiej puszczy, ktora przeciez tak
doskonale, jako gajowy, znal.

– Dzien jak co dzien. – Ramon westchnal z usmiechem, gdy tylko do-
tarl do przyjemnie szemrzacej, krystalicznie czystej rzeczki. I odru-
chowo poprawil zapiecie swojej uprzezy na wlocznie. – Dzien jak co
dzien. Panie juz na mnie czekaja.

Zrzucil plecak i inny zbedny balast na trawe. Po czym sprawnie prze-
prawil sie przez Wstazke, na drugi brzeg, gesto porosniety dzika,
nieujarzmiona zielenia. Panie juz czekaly.

___________________________________________________________________________

– O nieustraszonym Butyfale –

Tymczasem w odleglych krainach, gdzie foki smaza sadelka w pelni zi-
mowego slonca, zyl sobie Klan Wypasaczy Koni. Spytalbys, czytelniku,
jakze wypasacze koni moga swoj wlasny klan posiadac? To teraz rozej-
rzyj sie dookola i rzeknij: jak duzo wozow, dylizansow, wierzchow-
cow dostrzegasz? Pewnie niezbyt wiele. A czemuz to, drogi czytelni-
ku? Albowiem nad rynkiem rumakami piecze sprawuje ten wlasnie Klan,
calkowity monopol na konski biznes posiadajacy. Fakt, po drugiej
stronie morza byli tacy, co miedzy oliwa i drewnem zrebaki przemy-
cali, ale szybko okazalo sie, ze to byly kucyki i to jeszcze do
tego bujane.

To, co dawalo Klanowi przewage nad reszta krain, to fakt, ze na
wojne wystarczylo wyposazyc sie w kilka rydwanow, by wrog uciekal
w poplochu na sam ten widok. Po lupy mozna wybrac sie furmanka – mi-
jalo pare chwil, a juz szkapina ciagnela do domu stos lsniacych ar-
tefaktow, zamorskich skarbow i zlotych monet. Zycie w zgodzie z ko-
niowatymi tak bardzo weszlo czlonkom Klanu w krew, ze to synowie do-
stawali imiona po bojowych rumakach, nie odwrotnie. A imiona to by-
ly niezwykle…

– Dalej to, dalej, raczy Butyfale! – krzyknal woznica, okladajac za-
dek kasztanowego ogiera batem. – Szybciej! Przygody nie moga czekac!

– Spokojnie, drogi Tytusie, zdazymy na czas. Jestesmy zgrani co do
sekundy – uspokoil go dowodca wyprawy, Grzmiwor. Na te slowa druzy-
na, siedzaca na furmance, jak jeden maz napelnila swoje lampy ole-
jem. Nie bylo lepiej przeszkolonej armii na calym swiecie.

Jednak Tytusowi wciaz bylo malo. Jego wierzchowce byly jego duma,
a ten konkretny akurat dzis nie chcial wspolpracowac. Taki wstyd
przed dowodca Grzmiworem! A od tylu lat marzyl o tym, by Klan wla-
czyl go na stale do wspolpracy. By mogl przeniesc swoja pospolita
wiejska stajnie do Klanowej Stajni Klanu Morskiego Konika! Niestety,
Butyfal po prostu mial dzis zly dzien i postanowil wprost zaprote-
stowac. Ostre hamowanie omal nie wrylo druzyny w zadek woznicy.

– Zachec swojego ogiera do pracy, Tytusie. A poki co zrobimy maly
postoj – mruknal Grzmiwor, z dezaprobata zsiadajac z furmanki. Hop!
Za nim wyskoczyla cala ekipa, jednym zgrabnym susem. – I odloz ten
bat, bicie konia nigdy nie przynosi zadnych dlugofalowych korzysci.

Grzmiwor przeciwny byl znecaniu sie nad zwierzetami. Jednak gdy tyl-
ko zniknal z zasiegu wzroku woznicy, ten wyciagnal ze skrytki fur-
many swoj plan awaryjny: magiczna elfia pasze. Zdobyl ja jeszcze
jako mlodzik, na czarnym rynku w Urbimo. Wiedzial, ze przyjdzie
kiedys taki dzien jak ten, gdy bedzie musial wycisnac ze swojego
konia wszystko.

* * *

– Musze ci przyznac, ze Butyfal faktycznie odzyskal sily. Nie sa-
dzilem, ze krotka przerwa da mu tyle wigoru! – Sumiasty was Grzmi-
wora trzasl sie od rubasznego smiechu, gdy furmana pedzila jak sza-
lona po bruku, omal nie taranujac przechodniow.

– Ja tez nie! – odparl odruchowo Tytus. – To znaczy… uch… tak,
to moj ukryty talent! Znam sie na tym jak nikt!

– Mysle, ze przydalby sie nam ktos taki, jak Ty, w naszym Klanie.

Tytus nawet nie zdazyl sie wzruszyc, choc mial taki zamiar. Bo gdy
lzy szczescia byly w polowie swej drogi, stalo sie cos niespodziewa-
nego. Powietrze rozdarl przeciagly gwizd. Potem drugi, trzeci. Nim
zdazyli sie zorientowac, ze wydobywa sie on z konskiej rzyci, ogier
Butyfal wystrzelil do przodu jak gnomowoz napedzany gnomachineria.
Druzyna pogubila czapki od tego pedu powietrza, a Tytus cudem tylko
utrzymal wodze, bo omal nie zmiotlo go fury.

– Butyfal! Przestan, zatrzymaj sie! – wrzasnal rozpaczliwie, ale
predkosc jaka osiagneli sprawila, ze wyrzucane przez niego slowa
z powrotem wpadaly mu do ust.

– Ihaaaa! – odparl Butyfal i gdyby tylko ktokolwiek z druzyny rozu-
mial mowe koni, wiedzialby, ze to znaczy „Ratunku, nakarmiono mnie
czyms, po czym gazy staly sie sila iscie odrzutowa!”.

Mkneli przed siebie przez ulice Novigradu. Nikt ani nic nie zdolalo
ich juz zatrzymac. No, moze poza gmachem slynnego burdelu „Czekola-
dowy zakatek”, ktory za nic nie chcial im ustapic z drogi. Czule
spotkanie bylo nieuchronne.

* * *

Zapalony kandelabr rzucil nieco swiatla na mroczny salon. Zgromadzo-
ne przy stole postaci poruszyly sie niespokojnie, a jeden z tajemni-
czych osobnikow usiadl w glebokim, skorzanym fotelu, skupiajac na
sobie cala uwage zebranego tlumu.

– Otrzymalem wiesci od naszych przyjaciol. Umowa na bojowe rumaki
stoi pod wielkim znakiem zapytania… – tajemnicza postac wstrzy-
mala sie z dalsza wypowiedzia, by podrapac sie po trzecim oku macka.
– Grzmiwor i jego druzyna nie zyja. Roztrzaskali sie bojowa furman-
ka o novigradzki zamtuz.

Nerwowy szmer zamienil sie we wrzawe, okrzyki niedowierzania, wscie-
klosci, bezsilnosci. Gdzies w kacie zalkalo lokciem jakies dziecko.

– Jak to mozliwe?! Co sie stalo?! – Pokryty luska garbus zlapal sie
za jedna z glow.

– Dlaczego?! Kto za tym stoi?! – warknela ze zloscia jakas polelfka,
zgrzytajac rekinimi zebami, az jej sie skrzela nadely.

– Hgmmmhmmm?! – zawtorowal im pokryty ropnymi bablami ogr, ktoremu
deformacja twarzy odebrala umiejetnosc zrozumialej mowy.

Tajemniczy mezczyzna nie odpowiedzial. Zamiast tego wstal z fotela,
zostawil na nim pachnacy konskim nawozem zwoj i w milczeniu opu-
scil pomieszczenie.

,-
| W wyniku tragicznej smierci Grzmiwora i jego dzielnej druzyny,
wszystkie dotychczasowe konskie transakcje zostana zawieszone,
do odwolania. Pogrzebowe znicze palic mozna przed siedziba
Klanu Morskiego Konika, do przyszlego czwartownika. Celem uho-
norowania pamieci poleglych, od dzis nazywanie wierzchowcow
i synow imionami, zaczynajacymi sie od „Buty” zostaje oficjal-
nie zakazane.

Ustalone na przyszly tydzien wyprawy odbeda sie. Na piechote.

Koniuszy Klanu Morskiego Konika, Rumpel z Tyckny
_,|

Wszyscy zgromadzeni na sali wiedzieli juz, ze sa swiadkiem przelomu,
ze to wydarzenie bedzie poczatkiem konca, zwiastunem i zapowiedzia
smierci Klanu Morskiego Konika. I tak tez sie stalo. Na piechote,
bez dowodcy Grzmiwora nikomu sie nie chcialo isc nawet do wychodka.
Ale piesni o napedzanym elfia pasza Butyfale na dlugo jeszcze roz-
brzmiewaly w okolicznych karczmach i tawernach.

___________________________________________________________________________

– ZezFhret: W Krainie Grzybow i Turow –

Bor ZezFhret to wyjatkowy punkt na mapie, bo choc tuz obok liczne
miasta tetnia nowoczesnoscia, to w tym dzikim zakatku wciaz czci sie
swiete drzewa, sklada ofiary z driad i przykrywa grzybnie sciolka,
by mogla rosnac w sile i karmic swych mieszkancow. Mowi sie, ze Bor
ZeFhret to najstarsze miejsce na ziemi, zaraz po zabytkowym wychodku
Krola Sinych Szyszek oraz po poczcie w Novigradzie.

Poczatki zas nie byly latwe. By wyhodowac las, trzeba wielu lat, ale
by stworzyc wielki, dziki bor, trzeba juz tysiacleci. Tym zajal sie
Pan Tuber Puberulum, lesny troll. Latami przechadzal sie ow Dziad
posrod sadzonek, dogladal ich w sloncu i niepogodzie. Po jakims cza-
sie sprowadzil do mlodnika pierwszych mieszkancow: mrowki, jeze, nor-
nice, lisy. Przybyla tez Zezowata Fretka, ktora tak serdecznie rozba-
wila Dziada, ze postanowil nazwac Bor na jej czesc. Gdy lasek mogl
dac juz cien, Pan Tuber sciagnal do ZezFhret sarny, dziki i jelenie.
Brakowalo temu wszystkiemu pikanterii, wiec zaprosil takze komary
i kleszcze. Az w koncu wpuscil do swojego Krolestwa ludzi, dajac im
prawo, by wladali wszystkimi zywymi istotami, ktore sie tu znalazly.
Dajac tym istotom klucz do raju, postawil on jednak jeden warunek:
„nie wolno wam zabijac turow”. Ale to juz akurat historia na osobne
opowiadanie…

Wrocmy jednak do Pana Tubera, ktory przez setki lat sprawowal piecze
nad swoim dzielem. Choc poczatkowo wszyscy skladali mu hojne ofiary
z driad i urzadzali huczne igrzyska na jego czesc, z czasem ludzie
zapomnieli o lesnym trollu. Zajmowaly ich coraz bardziej blahe spra-
wy, polityka i wycinka drzew, zagrozonych kornikiem.

– Zostalem sam… – zachlipal Dziad, wtulajac swoja pokryta grzybami,
pomarszczona twarz, w puszysta grzywe tura. – Nie chca mnie juz. Na
coz im staruch, taki jak ja? Czy tak wlasnie konczy sie moja rola?

Tur nie odpowiedzial, bo choc Pan Tuber Puberulum moce mial magiczne,
nie wpadl na to, by swego przyjaciela obdarzyc funkcja mowy. Pewnie
bylaby niekompatybilna z dziadowym trybem „monolog”.

– Dawno juz nie widzialam Boru takiego ozywionego, pelnego energii.
Tak bez mojego udzialu. Zupelnie jakby caly las mowil do mnie „Idz
stad, Dziadu, nie potrzebujemy cie juz tutaj, swietnie radzimy sobie
sami!”. Wiec tak wyglada koniec…?

I patrzyl Pan Tuber, jak lesne zwierzatka uwijaly sie przy swoich
zajeciach, bardziej zywiolowo niz zwykle. Jak ludzie, elfy i polelfy
biegaly, przenoszac jakies towary w pospiechu, z miejsca na miejsce.
Kilka driad umknelo przed widlami, z piskiem nurkujac w krzakach.
Gdzies w oddali grupa rozchichotanych nastolatkow rozpalila ognisko.
Juz w glowie staruszka klebily sie mysli samobojcze, juz udac sie
mial na najwyzsze drzewo, by umrzec na nim z samotnosci, gdy wtem…

– Niespodzianka!!! – Bor az zadrzal od setek glosow, zlaczonych
w jeden wspolny okrzyk.

Nim zdazyl sie zorientowac co sie stalo, tlum porwal go, poprowadzil
wprost przed ognisko, usadzil na tronie z szyszek, a jakas dzierlat-
ka umiescila na jego glowie korone z grzybni i mchu. Juz po chwili
spiewano piesni na jego czesc, wznoszono toasty. Mieszkancy Boru zor-
ganizowali nawet szarady z wiedzy o lesnych trollach. Tuz przed sto-
pami Pana Tubera wyrosl stos prezentow, a kazdy kolejny byl wspanial-
szy od poprzedniego. Byly nawet seksowne, egzotyczne blizniaczki,
ktore wyskoczyly z tortu dla uciechy Dziada. Nic jednak nie rownalo
sie z faktem, ze pamietali. Jego ludzie wciaz pamietali o nim i ko-
chali go. Lza wzruszenia splynela po jego pomarszczonym policzku,
szybko chowajac sie w gestej, siwej brodzie. A okrzyki niosly sie po
Borze ZezFhret do bialego rana:

„Wszystkiego najlepszego z okazji dwutysiecznych urodzin!”

. ,_, ,_, .
. (o,o) (o,o) .
|./)_) Lus R. Hartmannsweiler (_(\.|
| ” ” ” ” |
o—————————————————————————–o

> przeczytaj strone 9

Zatytulowano: Kuchnia kociolkowa

o—————————————————————————–o
| ( |
| ) ) |
| ______(____ |
| (___________) |
| / \ |
| / \ |
. ( | | .
. )\ ) ) ____\ /____ .
(()/( ( /( ()____'.__ __.’____() ( ( (
/(_)) ( )\())( ( )\ .’` .’„`'. `-. )\))( )( ( ))\ (
(_))_ )\ ((_)\ )\ )((_) ().’_ _ `'.() ((_)()\(()\ )\ /((_) )\
|((_)\ ))\ ( )\()) ( )\ ( /( )\())( ( )\ ( ((_)\())( )\))( ( /(
|_ ((_)((_) )\((_)\ )\ |(_))(_)) ((_)\ )\ )((_) )\ _((_)\ )\((_)()\ )(_))
| |/ (_))( ((_) |(_)_(_/((_|(_)_ | |(_|(_) ((_|_)((_) | |(_|(_)(()((_|(_)_
| ' <| || / _|| ' \| ' \)) / _` | | / / _ \/ _|| / _ \ | / / _ \ V V / _` | |_|\_\\_,_\__||_||_|_||_||_\__,_| |_\_\___/\__||_\___/_|_\_\___/\_/\_/\__,_| Witam w dziale kulinarnym! No, przyznaje, halflinka nie jestem i, co wiecej, nie bede, gotowac umiem, jednakze wedlug co po niektorych nie znajacych sie na rzeczy krytykow, jest to tylko moje zdanie na ten temat. Dzisiaj jednak w naszym wydaniu Periodicusa zrobilo sie tak kniejowo i lesno, ze az przemoglam swoje wegetarianskie zasady, zeby wszystkim przypomniec kilka niezmiennie popularnych ludzkich przepisow lesnych (tak, wiem ze nie jestem tez mysliwym ani na przyklad osadniczka, ale przynajmniej dajcie mi szanse i skosztujcie najpierw!). Jezeli juz pichcic w lesie, to oczywiscie przede wszystkim na ognisku i w kociolku! Zaczynamy! ( )\ ) ) (()/( ( ( ( /( ) /(_)))\ ))\ ( ( ( ( )\()) ( /( (_)) ((_) /((_) )\ )\ )\ )\ ) ((_)\ )(_)) | _ \ (_)(_)) ((_)((_) ((_) _(_/( | |(_)((_)_ | _/ | |/ -_)/ _| |_ // _ \| ' \))| / / / _` | |_| |_|\___|\__| /__|\___/|_||_| |_\_\ \__,_| Danie tak popularne, ze w wielu kulturach nazywa sie je po prostu "kociolek". Tu wersja podstawowa, ale mnogosc tradycji i gustow dodaje do skladnikow co kto lubi sposrod: marchwi, papryki, selera, pietruszki, pieczarek, a nawet piwa. Mozna tez postawic na ziola: majeranek, kminek, czaber, czosnek i liscie laurowe. Podstawa jednak to: 2 kg ziemniakow, 60 dag dziczyzny lub baraniny, 3 cebule, 1 duza kapusta, 3 marchewki, kawalek sloniny, sol, pieprz. Wnetrze kociolka natrzyj slonina, zeby danie ci sie nie przypalilo, i wyloz jego sciany liscmi kapusty. Wszystkie skladniki pokroj w kostke (mlodych ziemniakow nie obieraj), mieso dopraw sola i pieprzem. Ukladaj skladniki naprzemiennymi warstwami, kazda z nich doprawiajac, przede wszystkim sola i pieprzem. Zamknij szczelnie i zostaw na zarze na godzine. ( ( )\ ( ( ( )((_))\ )\))( ( ( ((_)_((_)((_))\ )\ )\ | _ )(_) (()(_)((_)((_) | _ \| |/ _` |/ _ \(_-< |___/|_|\__, |\___//__/ |___/ Przyznajcie sie: mowicie "Mysliwy (w kazdym razie biesiadujacy w lesie)", myslicie "Bigos!" Moze nie wszyscy, ale na pewno wszyscy bigos mozecie zrobic, nawet nie bedac mysliwym. To danie rowniez jest znane w tak wielu wariacjach, ze jesli ktos wam powie, ze potrafi go przyrzadzac inaczej, to... pewnie ma racje! Przygotujcie: Pol kilo dziczyzny, 15 dkg boczku, 1 kielbase, 4 cebule, 1 kg kapusty kwaszonej, 50 g suszonych grzybow, pieprz, sol, liscie laurowe, Pokroj boczek i kielbase, podsmaz, wyjmij z kociolka. Pokroj w kostke kapuste, cebule i mieso, wrzuc wszystko do kociolka z pozostalymi skladnikami i zostaw na dwie godziny nad ogniem. Dodaj kielbase i boczek, wszystko razem zostaw jeszcze na kilkanascie minut i juz! ( ( )\ ) ( )\ ) (()/( ))\ ((_)( /( ( ( /(_))_ /((_) _ )(_)) )\ )\ (_)) __|(_))( | |((_)_ ((_)((_) | (_ || || || |/ _` |(_-<|_ / \___| \_,_||_|\__,_|/__//__| No musze przyznac, gulasz robi sie z miesa wolowego, ale jest to tez danie kociolkowe, chociaz juz nieco bardziej zajmujace i nie zawsze warte fatygi zmeczonych lesna aktywnoscia mysliwych. Jednak jest to danie pyszne, a jego przepis jest wart przynajmniej publikacji. Skladniki sa nastepujace: Pol kilo wolowiny, 500 g wedzonego boczku lub sloniny, 2 duze cebule, 4 duze ziemniaki, 1 papryka, 250 ml czerwonego wytrawnego wina, sol, pieprz, papryka, liscie laurowe, Pokrojone boczek lub slonine podsmaza tak, by wyciekl tluszcz, wtedy dodaj pokrojone cebule, nastepnie pokrojone w kostke mieso z papryka - przyprawa. Podsmaz je, nastepnie zalej winem i dus pod przykryciem, wrzuc pokrojona papryke, dus dalej, ale mieszaj od czasu do czasu. Na koniec dodaj pokrojone w kostke obrane ziemniaki i gotuj az zmiekna. ( )\ ) (()/( ) ) ( ( ( __ /(_)) ( ( /( ( ( ( ))\ )\))( ( | / (_)) )\ ' )(_)) )\ )\ )\ ) /((_)((_))\ )\ |/ / __| _((_)) ((_)_ ((_)((_) _(_/( (_)) (()(_)((_) ( \__ \| ' \()/ _` |/ _| |_ /| ' \))/ -_) / _` |/ _ \ )\ |___/|_|_|_| \__,_|\__| /__||_||_| \___| \__, |\___/((_) |___/ ___, |) _ . ,_, (-/_| / '_| ,_, . . (o,o) ._/ |_/|_/(_|_, (o,o) . |./)_) (_(\.| | " " " " | o-----------------------------------------------------------------------------o