Arkadia MUD MMORPG

Periodicus numer 58

Relacja z koncertu, Epitafium Barda, wywiad z Agisem, zagadki, wyniki ankiety, Karczmy Świata, krzyżówka.

19
o-----------------------------------------------------------------------------o
|                           Data wydania: trzydziesty szosty dzien pory Yule  |
|                                                                             |
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
|                             P E R I O D I C U S                             |
|                                                                             |
.                                                                             .
.                                                                             .
                   Witamy Was w kolejnym numerze Periodicusa!
                                        
          Sama  nie wiem  od czego  zaczac  zachwalanie  dzisiejszego
          numeru! Jego ozdoba jest bez watpienia nowy Czempion Szkoly
          Walki Rodu von Raugen - Agis Jaeger,  zaprezentowany  przez
          Redaktor Alicie - jej "Rozkladowka" doskonale nadaje sie do
          powieszenia  nad lozkiem,  co zostalo juz  sprawdzone przez
          niektore  z naszych  Redaktorek.  Goraco polecamy!  Ponadto
          Redaktor Nahaan zaprasza Was do ponownego  przezycia emocji
          towarzyszacych  organizatorom,  publicznosci  i uczestnikom
          recitalu oraz konkursu piesni, zorganizowanych przez wladze
          Wydzialu Poezji  i Truwerstwa  Uniwersytetu  Oxenfurckiego.
          Czytajac, sami sie  przekonacie, ze  bylo czego  posluchac!
          Redaktor Chivasso okrasil nasze sprawozdanie historia barda
          ktoremu oddajemy  czesc na naszych  lamach, jednoczesnie na
          swiatlo dzienne pokazujac jego talent i dokonania. Sam przy
          tym nie zapomnial o wlasnym  talencie literackim - "Zagadki
          Tileanskie"  zachwycaja  i niezmiennie  zmuszaja do lamania
          sobie nad nimi glowy, polecamy wiec, zarowno artykul, jak i
          nagrode za prawidlowe rozwiazanie! Zebrane, poukladane oraz
          opublikowane  przez   Redaktora  Nahaana  Wasze  odpowiedzi
          wiencza dzielo  Ankiety  Lingwistycznej. Odkryjecie rowniez
          kolejna  z "Karczm Swiata"  oraz bedziecie  miec sposobnosc
          sprawdzenia sie w krzyzowce o niebagatelnej tematyce, ktora
                          przygotowala Redaktor Seren.
                                        
                             Serdecznie zapraszam!
                                        
                           Inz. Red. Tuna Loon - Naai
                           Aktualna Redaktor Naczelna
                                        
     W tym numerze:
     * Relacja z Parku Myslicieli, czesc 1..................strona 1
     * Relacja z Parku Myslicieli, czesc 2..................strona 2
     * Bard nie doczekal....................................strona 3
     * Wywiad z Agisem - czesc 1............................strona 4
     * Wywiad z Agisem - czesc 2............................strona 5
     * Zagadki Tileanskie...................................strona 6
     * Ankieta lingwistyczna - wyniki.......................strona 7
     * Karczmy Swiata - Pod Wolem...........................strona 8
     * Periodicus bawi i uczy...............................strona 9
.                                                                             .
.                                                                             .
|                                                                             |
|                                                                             |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 1

Zatytulowano: Relacja z Parku Myslicieli, czesc 1

o-----------------------------------------------------------------------------o
|   |\          |                _ \              _)  |           |           |
|   |/     |    |   ( )         |   |   _ \   __|  |  __|   _` |  |           |
|   /      |  ( )   |           __ <    __/  (     |  |    (   |  |           |
|  /|_   ( )        |          _| \_\ \___| \___| _| \__| \__,_| _|           |
| (_|_)                                                                       |
|   |        _.._          a b s o l w e n t o w   i   s t u d e n t o w      |
. (_|    _.-"    "-._ W y d z i a l u   P o e z j i   i   T r u w e r s t w a .
.       :            :  U n i w e r s y t e t u   O x e n f u r c k i e g o   .
        |   .-""-.   | 
        |  :      :  |                        o r a z
       _:__|      |__:_      
    /I'                'I\      |  /              |                   
   //|_/| ___________|\_i\\     . <    _ \    \   | /  |  |   _| (_-< 
 '/._/ / '-..-''-..-' \ \_.\'  _|\_\ \___/ _| _| _\_\ \_,_| _|   ___/ 
 [.__]/________________\[__.]
 |___|                  |___|      b a r d o w   -   a m a t o r o w

                   u s w i e t n i a j a c y   o t w a r c i e
         w y r e m o n t o w a n e j   s c e n y   k o n c e r t o w e j
           w   a k a d e m i c k i m   P a r k u    M y s l i c i e l i


                                    -- = --


     Z koncem  Yule, wedlug gnomiej  miary liczac  pierwszego sierpniownika,
   na  nowoodnowionej  scenie  w  Parku   Myslicieli,  na  terenie  Akademii
   Oxenfurckiej  odbyl  sie  wyczekiwany przez wielu  koncert i zaraz po nim
   konkurs  piesni.  Nagrode  w  tymze,  poczatkowo  wynoszaca  20 bitych  w
   mithrylu  monet,  anonimowy  sponsor  podwoil,  zapewne  w  zamysle majac
   zwiekszenie liczby chetnych.

     Wydarzenie  rozpoczelo  sie  punktualnie, o  dwudziestej swiecy,  by  w
   krotkim czasie z poczatkowych szesnastu osob gawiedz urosla do dwudziestu
   dwoch dusz, wlaczajac w to organizatorow - truwerow z Wydzialu Truwerstwa
   i Poezji, a wsrod widowni  mozna bylo zobaczyc tak  przedstawicieli kilku
   stowarzyszen, jak  i niezaleznych  podroznikow, gdzie  dalo sie  zauwazyc
   prawie wszystkie rasy.

     Po krotkim  przywitaniu  Radna
   Wydzialu,  Isil,   zaprosila  do  ....................................
   wzniesienia  toastu   z   okazji  : (...)                            :
   toastu   z   okazji   odnowienia  : Przyszla jesien! Plona zlotem    :
   sceny,  po  czem   organizatorzy  :  gorskie lasy i czerwienia,      :
   odspiewali  znana  w  niektorych  : Srebrem blyszcza buki            :
   kregach piesn "Polnoc-Poludnie",  :  wsrod opadlych lisci.           :
   autorstwa   Luany  i  Boldegara,  : Lsni jaskrawo jarzebina,         :
   dajac  popis wokalnych zdolnosci  :   grzyby sie po lasach plenia... :
   i wspolpracy w odspiewaniu tejze  : Gdy spizarnia pelna,             :
   na trzy glosy.                    :   gdzie wlasciwie isc mi?        :
                                     : (...)                            :
     Gdy ucichla  burza oklaskow na  :       --Fragment piesni          :
   scenie pozostawiono sama Vidris,  :        "Polnoc-Poludnie"         :
   by samodzielnie zaspiewala piesn  :..................................:
   swojego  wyboru, padlo  na nieco  
   mniej znany utwor, zatytulowany "Pora spieprzac". Z kolei Truwer Enefghar
                                          zabawil   publike   utworem    pod
    ....................................  tytulem   "Miasteczko   Oxenfurt".
    : (...)                            :  Nastepnie wystapil  Freyr, laureat
    : Wiac wnet, ach! Na jednej nodze  :  poprzedniego  konkursu,  ze   swym
    : nim historia znudzi gosci,       :  utworem   "Wielorybim   Szlakiem",
    : nim zrachuja swe pieniadze       :  oraz  sama  Isil   z   "Ballada  o
    : a spiewaczce wszystkie kosci.    :  Milosci   Prawdziwej",   autorstwa
    : (...)                            :  Gwenn.
    :        --Fragment piesni         :
    :         "Pora spieprzac"         :    Doczekalismy sie rowniez slynnej
    ....................................  "Ballady   o  dupie"  w  wykonaniu  
                                          Vidris. "Hej siadzmy nad kufelkiem"
   (autorka: Nazira),  "Elfie uszy" (Isil)  oraz inne utwory  zabawily przed
                                                       czescia,   na   ktora
    .................................................  wszyscy      czekali,
    : (...)                                         :  mianowicie konkursem.
    : Wtem niebosklon na pol dzieli Ulryk gniewnym  :
    :  glosnym grzmotem                             :    Wszystkie    utwory
    : Maszt sie lamie, poklad peka, zagiel kladzie  :  konkursowe  w calosci
    :  sie z loskotem                               :  prezentujemy   naszym
    : Czymze Jego obrazili, wszak ich dusze byly    :  Czytelnikom w dalszej
    :  czyste                                       :  czesci, sprawozdania,
    : Postanowil lecz ich wezwac na biesiadowanie   :  na nastepnej stronie.
    :  wieczyste                                    :
    : (...)                                 ...............................
    :                --Fragment piesni      : (...)                       :
    :              "Wielorybim Szlakiem"    : Z nowych czasow wichrem     :
    ........................................:  i przyszlosci snem,        :
                                            : Tu oderwiesz sie od pracy,  :
     Na  tak  zwane  pierwsze   przetarcie  : Tu panuja przeciez zacy,    :
   szlaku zaproszono elfke  imieniem Pest,  : A jak czas im plynie?       :
   niestety  po omdleniu tejze, z wrazenia  :  To ja dobrze wiem...       :
   najpewniej, pierwszy wystapil elf Ellax  : (...)                       :
   Quintero,  znany wokol  jako nauczyciel  :        --Fragment           :
   jezykow.   Przedstawil  eksperymentalny  :    "Miasteczka Oxenfurt"    :
   utwor  pod tytulem  "Spadaj",  odebrany  ...............................
   bardzo cieplo przez zgromadzonych wokol
   sceny gosci.
                                             Elfke Pest poproszono  o wystep
    .....................................  zaraz  po  Ellaxie.  Olsnila  ona 
    : (...)                             :  publike  tekstem jakze  poetyckim
    : Lecz oto zza akacji pnia          :  i poruszajacym, pelnym synestezji
    : Dziewczyna sie wylania            :  zatytulowanym  "Sen", przelamujac
    : Jej blask przycmiewa swiatlo dnia :  wlasna  niesmialosc  i rysujac  w
    : Krok lekki ma jak lania           :  umyslach  publiki obraz wysnionej
    : (...)                             :  namietnosci.
    :           --Fragment              :
    :   "Ballady o Milosci Prawdziwej"  :    Radgast, ktory wystapil po Pest
    :...................................:  zaprezentowal  obszerny,  skoczny
                                           utwor   zatytulowany    "Wodnik",
   zapomniawszy niestety  kilku wersow z tegoz.  Wybaczamy, gdyz pan Radgast
   mlodzikiem nie jest.
                            ...............................................
     Na sam  koniec wysta-  : (...)                                       :
   pil   znany   niektorym  : Az raz sie dziewczyna w odwage zebrala      :
   podroznikom   czlowiek,  : I czule zolnierza w tylek poklepala!        :
   Marco,    zaprezentowal  : A ten miast sie cieszyc zadek w lapska      :
   kompozycje pelna melan-  :  chowa,                                     :
   cholii,    zatytulowana  : Srozy sie i gniewnie odzywa w te slowa:     :
   "Pierscionek",  ewiden-  : Ma dupa szlachetna, dupa ma ze zlota,       :
   tnie  zadedykowana  ja-  : nie bedziez jej macac gdy przyjdzie ochota! :
   kiejs sympatii.          : (...)                                       :
                            :               --Fragment                    :
     Kiedy   juz   ucichly  :             "Ballady o dupie"               :
   oklaski, publika  miala  ...............................................
   okazje, by zastanowic
   sie spokojnie  nad  wyborem  zwyciezcy,  czas ten  umilily  wystepy  poza
                                              konkursem,   profesjonalistow,
    ........................................  jak  i amatorow.  Popis swoich
    : (...)                                :  zdolnosci  dal wokalnych  znow
    : A wiec zmartwienia, troski wszelkie  :  dal  Enefghar,   rowniez  nasz
    : Porzuc kto wchodzisz w nasze progi   :  redakcyjny Kolega Chivasso, na
    : Niech w rekach ciaza kufle wielkie   :  co dzien pomocnik  w Zajezdzie
    : I niechaj z nami pija Bogi!          :  'Bialy Kiel'  uraczyl  publike
    : (...)                                :  swym glosem.
    :          --Fragment piesni           :
    :      "Hej siadzmy nad kufelkiem"     :    Tymczasem przygotowano worek
    ........................................  z kartkami, na ktorych zebrani
                                              mieli  zanotowac  swoj  glos.
   Liczenie glosow odbywalo sie przy "Pochwie Adamsona" w wykonaniu polelfki
   Vidris.
                                 .......................................... 
     Wreszcie naszedl moment na  : Opowiem Wam mili, straszliwa historie  :
   ktory wszyscy czekali, czyli  : Taka co zmrozi w Was wigor ducha       :
   ogloszenie wynikow. Ellaxowi  : Historie o tym jak ogr nieopatrznie    :
   przypadlo  miejsce  czwarte,  : Spozyl miksture z elfiego ucha...      :
   Radgastowi  trzecie.  Emocje  : (...)                                  :
   siegaly   zenitu,   by   sie  :           --Fragment piesni            :
   doczekac   kulminacji,   gdy  :              "Elfie uszy"              :
   ogloszono, ze  Marco znalazl  ..........................................
   sie  na drugim  miejscu, zas
   nagrode  w wysokosci  40 monet bitych  w mithrylu  wreczono  Pest,  ktora
                                           ogloszono     zwyciezczynia     i
    .....................................  poproszono   o   wystep   bisowy.
    : (...)                             :  Marco,   za   poruszenie,   ktore
    : Juz spotkanie umowione            :  jednak  wywolal   swoim  utworem,
    : Juz w przedsionku sie cisniemy    :  otrzymal   nagrode   pocieszenia.
    : A dziewczyny ucieszone            :  Wydarzenie      zamknela     Isil
    : "Czekolady popijemy!"             :  wykonaniem   "Blekitnej    Perly"
    : (...)                             :  swojego autorstwa.
    :            --Fragment             :
    :         "Pochwy Adamsona"    .........................................
    ...............................: (...)                                 :
                                   : Niech wie i pamieta kazdy kto slucha  :
     Gdy  juz  opadly  calkowicie  : Ze posrod topoli w spokoju spi        :
   emocje, zwiazane  z konkursem,  : Ta ktora czyni spiew uczta dla ducha  :
   Redaktor Alicia przeprowadzila  : Ta, ktorej oko blekitem lsni          :
   z Isil de Soreil krotki wywiad  : (...)                                 :
   z ktorego trescia  mozecie sie  :              --Fragment               :
   zapoznac ponizej.               :           "Blekitnej Perly"           :
                                   .........................................

                                    -- = --

    Red.: Pierwsze  pytanie  moze zadaje  zbyt pozno, ale  zaryzykuje: czy
          emocje  po koncercie  i konkursie juz opadly, czy jeszcze gdzies
          nucisz zagrane utwory?

    Isil: Oui - emocje po koncercie juz opadly, minelo wszak pare dni. Nie
          zaprzecze jednak, bym przez te  kilka nastepujacych bezposrednio
          po  wydarzeniu dni nucic niektorych  piesni nie miala. Zreszta -
          juz planuje kolejny koncert i kolejny konkurs.

    Red.: Czy  moglabys  skomentowac  juz  miniony  koncert?  Uczestnikow,
          poziom,  publicznosc,  ogolne  wrazenia?  Ujmujac w skrocie: jak
          bylo, z Twojego punktu widzenia?

    Isil: Ja sie bawilam  bardzo dobrze - choc moze nie tak dobrze, gdybym
          po prostu  na taki koncert przyszla.  Wiadomo jednak, ze to cena
          organizowania  tego typu  wydarzen. Uczestnikow  bylo moze mniej
          niz sie  spodziewalam, ale kazden zaprezentowal swoje mozliwosci
          na takim  poziomie, ze moge  im tylko  pogratulowac. Publicznosc
          dopisala - chcialabym z tego miejsca serdecznie kazdego, kto sie
          na  koncercie   pojawil  pozdrowic,   szczegolnie   jednak  tych
          Truwerow  ktorzy  wystapili  na  samym  koncercie czyli  Vidris,
          Enefghara i Freyra.

    Red.: Opowiedz  o samych utworach  konkursowych, to na pewno  nie lada
          stres i wyczyn je zaprezentowac i dac sie ocenic publicznosci.

    Isil: Czy stres  to nalezaloby zapytac samych zawodnikow.  Sama kiedys
          bralam   udzial  w  koncercie,  to  moge  powiedziec  ze  swojej
          perspektywy ze oui, stres bywa ogromny - zwyciezczyni zreszta po
          pierwszym wejsciu na scene  omdlala z wrazenia takze... Wystapic
          to wyczyn - bywa tez, ze publika bywa surowym sedzia.

    Red.: Jest potencjal na indeks uniwersytecki?

    Isil: Potencjal  na  indeks  uniwersytecki  jest - zwlaszcza  u Pest i
          Marca,  ktory  zreszta  bardzo  pozytywnie  mnie  swoja  piesnia
          zaskoczyl.  Ta, ktora  zaprezentowal  na Turnieju Piesni imienia
          Tenei Inevoany  ["Bojka" - patrz rowniez  Periodicus 54, str 1 -
          przyp. Red.] nijak sie do jego "Pierscionka" nie miala - roznica
          jest ogromna.

          Utwor Ellaxa byl... Specyficzny w swej formie i wykonaniu - tego
          typu poezja moze byc uznana za niszowa.

          "Wodnik"  Radgasta  chyba byl  uszczuplon  o pare  wersow,  to w
          calosci ocenic  go trudno - jednak  nie  sadze, by Radgast  mial
          szanse  podjac  studia  na  Wydziale  Truwerstwa  i Poezji, choc
          dziadem  proszalnym  jest  klasy  wyjatkowo  wysokiej.  Czy  tez 
          niskiej.

    Red.: A teraz  o otoczce  koncertu!  Jak podano do wiadomosci, rowniez
          poprzez plakaty, koncert uswietnil...?

    Isil: Oui - koncert i konkurs  to  wlasnie  z  okazji  przeprowadzenia
          remontu muszli w Parku Myslicieli.

    Red.: No wlasnie! Czy mozesz  opowiedziec o kulisach tej odbudowy? Czy
          Wydzial Poezji byl  w to osobiscie  zaangazowany? Jak przebiegly
          starania,  no  i,  podsumowujac,  czy  nielatwo  bylo  podjac  i
          doprowadzic do konca te dzielo?

    Isil: Naturellement ze WTiP byl  osobiscie  w projekt  remontu  muszli
          zaangazowany -  oczywista  za  pozwoleniem  Jego  Magnificencji,
          rektora De Boot.  Starania o remont przebiegly bardzo sprawnie -
          najpierw konieczna byla ocena obecnego stanu parku i dopasowanie
          zmian do charakteru  tej przestrzeni. Kiedy zarys propozycji byl
          gotowy,  Jego Magnificencja  zwrocil sie  do  Patronow  Akademii
          Oxenfurckiej  i  Ci   bardzo  szybko  sprawili,  ze  pomysl  sie
          urzeczywistnil. Chcialabym im tu bardzo, bardzo serdecznie za to
          ekspresowe tempo podziekowac - merci.

    Red.: Do tej pory w konkursach uczestnikow ocenialo wytypowane jury, a
          nie publicznosc,  dzielili sie  na amatorow i studentow, nagrody
          byly  materialne, a  dodatkowo  od  nastepnej  edycji  ma  wejsc
          obowiazujaca  tematyka, nie nawiazujaca  do dotychczasowych. Czy
          ta konwencja zastapi definitywnie ta, ktora znamy?

    Isil: Trzeba wyraznie zaznaczyc, ze konwencja koncertu i wystepujacego
          przy nim konkursu to zupelnie cos innego niz Konkurs czy Turniej
          Piesni  -  nie  wykluczamy,  ze  oba  te   przedsiewziecia  beda
          wystepowac   rownolegle,   choc   w  najblizszym  czasie  chcemy
          sprawdzic ten nowy model. Mam nadzieje ze to pozwoli na czestsze
          wydarzenia okolomuzyczne i spopularyzowanie idei mniejszych, acz
          czestszych  konkursow  dla  umuzykalnionych - szczerze  zachecam
          kazdego, kto  komponuje  do sprobowania  swoich sil.  W minionym
          konkursie nagroda  rowniez byla  materialna - czterdziesci monet
          bitych  w mithrylu - korzystajac  z okazji, jeszcze raz dziekuje
          tajemniczemu  sponsorowi.  Spinki  jednak  pragne  zachowac  dla
          bardziej  prestizowego  wydarzenia, jakim  bylby Turniej Piesni,
          podzielony na kategorie, z powolanym jury.

    Red.: Juz wlasciwie spelnilas moja kolejna prosbe - o powiedzenie paru
          slow  od siebie Czytelnikom, moze podziekowanie, czy zaproszenie
          na kolejna  odslone - ale mimo to, pozostawiam Ci kawalek strony
          wylacznie  dla ciebie i poprosze o krotkie podsumowanie wlasnymi
          slowami.

    Isil: Ogranicze sie moze  do dwoch rzeczy - ponownych  podziekowac dla
          wszystkich, ktorzy wsparli koncert i konkurs, oraz do serdecznej
          zachety do wziecia udzialu w nastepnym konkursie przykoncertowym.
          Przypominam, ze  jego temat to  "swiatlo" i pole  do popisu jest
          bardzo szerokie.  Prosze tez przekazac  Czytelnikom zyczenia, by
          sprzyjala  im Pani Wena, jak zwykla mawiac Asandra  [dawna Radna
          Wydzialu Poezji i Truwerstwa - przyp. Red.].

    Red.: W ten oto sposob, specjalnie dla Redakcji wypowiedziala sie Isil
          de Soreil, Radna Wydzialu, organizatorka koncertu...

    Isil: Nie tylko ja  organizowalam  ten koncert,  byli to tez Truwerzy,
          ktorzy  tam  wystapili, oraz Ci co zadbali o jego organizacje na
          inne sposoby.

    Red.: Zatem, poprawiajac: specjalnie dla Periodicusa wypowiedziala sie
          Isil de Soreil,  Radna Wydzialu, wspol-organizatorka koncertu...
          Dziekuje ci  serdecznie i od siebie, w imieniu - naszych w sumie
          - wspolpracownikow  z Redakcji  zyczymy jeszcze  wielu udanych i
          pelnych wrazen koncertow i turniejow. Wszystkiego dobrego!

    Isil: Merci raz jeszcze i wzajemnie.

                                    -- = --

     Zapraszamy ponadto do zapoznania sie, na nastepnej stronie, z wywiadem,
   jaki Periodicusowi  udzielila Pest, triumfatorka  konkursu.  Prezentujemy
   rowniez pelne teksty konkursowych utworow - obdarzmy uznaniem raz jeszcze
   kunszt ich autorow i oddajmy sie magii ich poezji.


                                    -- = --

.  ,_,                                                                   ,_,  .
. (o,o)                             --Nahaan aen Dol Blathanna          (o,o) .
|./)_)                                                                   (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 2

Zatytulowano: Relacja z Parku Myslicieli, czesc 2

o-----------------------------------------------------------------------------o
|   |\          |                _ \              _)  |           |           |
|   |/     |    |   ( )         |   |   _ \   __|  |  __|   _` |  |           |
|   /      |  ( )   |           __ <    __/  (     |  |    (   |  |           |
|  /|_   ( )        |          _| \_\ \___| \___| _| \__| \__,_| _|           |
| (_|_)                                                                       |
|   |        _.._          a b s o l w e n t o w   i   s t u d e n t o w      |
. (_|    _.-"    "-._ W y d z i a l u   P o e z j i   i   T r u w e r s t w a .
.       :            :  U n i w e r s y t e t u   O x e n f u r c k i e g o   .
        |   .-""-.   | 
        |  :      :  |                        o r a z
       _:__|      |__:_      
    /I'                'I\      |  /              |                   
   //|_/| ___________|\_i\\     . <    _ \    \   | /  |  |   _| (_-< 
 '/._/ / '-..-''-..-' \ \_.\'  _|\_\ \___/ _| _| _\_\ \_,_| _|   ___/ 
 [.__]/________________\[__.]
 |___|                  |___|      b a r d o w   -   a m a t o r o w

                   u s w i e t n i a j a c y   o t w a r c i e
         w y r e m o n t o w a n e j   s c e n y   k o n c e r t o w e j
           w   a k a d e m i c k i m   P a r k u    M y s l i c i e l i

                                    -- = --

     Kiedy emocje  po konkursie opadly i mozna bylo w koncu przecisnac sie
   z naleznymi  gratulacjami  do triumfatorki  konkursu, nie omieszkalismy
   skorzystac  z okazji,  by umowic sie  z nia  i zadac  jej kilka  pytan.
   Niestety szybko sie okazalo, ze  popularnosc Pest nie sprzyja zadaniu -
   zajeta codziennymi  sprawami, teraz dodatkowo zmieszanymi ze fetowaniem
   zwyciestwa, Pest wielokrotnie  wymykala sie naszym redaktorskim sidlom.
   W koncu jednak, wspolnymi silami  Redaktorow Nahaana i Alicii udalo sie
   osaczyc wciaz szczesliwa elfke, a ta podzielila sie z nam swa radoscia,
   przy okazji skrupulatnie odpowiadajac  na pytania o nia sama, tworczosc
   i plany. Zobaczcie sami:

                                    -- = --

     Red.: Serdecznie gratulujemy ci tego zwyciestwa!

     Pest: Bardzo dziekuje!
 
     Red.: Jakie to uczucie wygrac, jak smakuje zwyciestwo?

     Pest: Smakuje   radoscia   i   oszolomieniem,    z   drobna   posypka
           niedowierzania. Ale malutenka.

     Red.: Od konkursu  minelo juz  troche czasu,  emocje juz  opadly, czy
           moze wciaz swietujesz?

     Pest: Nie, juz  nie  swietuje, swiat zwiedzam.  Proza zycia, ale jaka
           proza!  Potwory, zbojcy.  Duzo sie ucze!  Potwory  to ciemnosc,
           kazdy ja zna.  Niektorzy sie  jej boja, ja troche  tez, ale nie
           chce sie bac. Chce byc silna.

     Red.: Czy poezja  jest ci bliska na  co dzien  w tej zyciowej prozie?
           Nucisz  sobie  wlasne  piosenki  do lustra, czy  w podrozy, lub
           ukladasz sobie rymy na poprawe humoru, lub pomiedzy potworami a
           zbojcami, czy raczej jest to dopiero poczatek twego poetyckiego
           zywota?

     Pest: Zdarza mi sie  nucic  wiele  melodii.  Swiat  to slowa ubrane w
           emocje. Czasem odczytujemy je nad wyraz, czasem ich nie widzimy,
           tylko czujemy. Ja czuje slowa, chce je widziec i chce zeby inni
           je widzieli i czuli. Sa zawsze sa inne, ale maja te same emocje.
           Nuce jednak  raczej  falszywie,  nie spiewam do lustra. To byla
           moja pierwsza piesn.

     Red.: Jakie  masz zyciowe  ambicje,  czy ten  konkurs to  na przyklad
           pierwszy krok w kierunku zawodowego truwerstwa? Rozwazasz wstep
           na Wydzial?

     Pest: Gdzie  mi tam  do Truwerow.  Pani Isil  taki dala  koncert... i
           wszyscy   inni,   na   tych   cymbalach...   To  chyba   bardzo
           odpowiedzialne zadanie byc Truwerem, poza tym tam sa egzaminy i
           trzeba sie bardzo starac.  Nie wiem, czy  potrafie stworzyc cos
           dobrego.  Nie wiem, czy mam w sobie tyle talentu, by starac sie
           o przyjecie na Uniwersytet. Moze to bylo jednorazowe olsnienie?
           Bylam pod  wplywem...  silnych emocji.  To tylko jedna piesn, a
           jedna piesn  Truwera nie czyni.  No, ale pomysle o tym... Tylko
           nie umiem grac na zadnym instrumencie, to moze byc problem?

     Red.: Nie, naucza cie!

     Pest: Tak? No to, tym bardziej sie musze zastanowic. Bo bardzo mi sie
           te instrumenty  podobaja. I slawna chce byc! I kiedys bede! Ale
           wiem, ze na slawe musze zapracowac. Nie wiem czy konkursami. Te
           pozwolily mi  na zakup perfum i treningi, ktore z kolei pozwola
           mi byc pogromca ciemnosci, co sie zowie.

     Red.: Zgromadzona  na koncercie  publicznosc  zasugerowala,  ze droga
           przez koncerty moze stac dla ciebie otworem.

     Pest: Ja tak,  od siebie,  to chcialam  powiedziec, ze jestem  bardzo
           szczesliwa,  ze  sie  moja  piesn  podobala.  Bardzo  wszystkim
           dziekuje, ze mnie wysluchali i glosowali na mnie!

     Red.: Jakie byly  poczatki twojej  decyzji  o wzieciu  udzialu  w tym
           konkursie, czy ogladalas ktorys  z turniejow w przeszlosci, czy
           moze nie wiedzialas do konca na co sie dokladnie piszesz?

     Pest: Nie  wiedzialam  tak do konca.  Moi przyjaciele  mnie namowili.
           Mysle, ze gdyby nie tak wysoka nagroda i bliskosc... przyjaciol,
           to pewnie nie pomyslalabym o przystapieniu do Konkursu.

     Red.: A teraz  szczerze, byla trema?  Cos tam  wspominalas o  silnych
           emocjach, opowiedz co czuje triumfator przed swa wielka chwila.

     Pest: Baaaaardzo    bylam   stremowana.    Zwlaszcza   po   koncercie
           profesjonalistow.   Przede   wszystkim,   nie   czuje  sie  jak
           triumfator. Strach i oszolomienie, to  czulam - no bo mozna sie
           narazic na smiesznosc. Mozna zostac wygwizdanym i to publicznie!

     Red.: A  pomiedzy   waszymi  wystepami,  a  werdyktem   publicznosci?
           Wyspiewane juz byly wszystkie  utwory  konkursowe i byla okazja
           do zadumy nad nimi.  Jak ocenialas  swoje szanse? Wierzylas juz
           wowczas w sukces?

     Pest: Nie. Niczego nie domniemywalam. W trakcie wystepu, walczy sie o
           oddech bardziej niz mithryle. Oddech i zachowanie pionu, co nie
           zawsze sie udaje. Mnie zmroczylo z wrazenia i padlam jak kloda.
           Mialam  straszliwe mroczki  przed oczami. Zaslablam wywolana do
           wystepu i slabosc ta trzymala  mnie do samego konca. Niewiele z
           tych wystepow pamietam. Wszystko dzialo sie za szybko, albo nie
           dzialo sie wcale - emocje.  Tracilam swiadomosc raz po raz. Ale
           gre  na cymbalach  pamietam!  I piesn  o szelkach.  I troche  o
           Wodniku. I tak bardzo zaluje, ze z tych mroczkow nie moglam sie
           cieszyc  cala soba.  Nie mialam sily  nawet glosowac, taka mnie
           slabosc wziela.  Chociaz  z drugiej strony,  nie znajac piesni,
           trudno zdecydowac sie na jakas. Teraz juz okrzeplam.

     Red.: A czy Twoj, ostatecznie zwycieski utwor, "Sen", jest dedykowany
           komus konkretnemu?

     Pest: Tak, to byla piosenka  dla kogos bliskiego. Pisalam od serca do
           serca  i tak troche  w upojeniu.  Nazwalam ja  "Sen", ale chyba
           powinna zwac sie "Mrzonka".  Lubie snic.  We snie wszystko jest
           mozliwe,  nawet  idealna  milosc.  Czasami sie sni,  ze sie sen
           spelnia i ja tak chcialabym.

     Red.: Milosc, uczucie, czy  wyznania to twoj  ulubiony temat,  czy po
           prostu tak akurat podpowiedziala wena?

     Pest: No nie wiem.  Kazdy mowi, co czuje.  Pisalam to,  co czulam. To
           moja  pierwsza  piosenka.  O milosci  pisze sie,  jak sie  jest
           zakochanym.  Sa  emocje  i ksztaltuja  nowe  slowa.  Po  prostu
           przychodza. Gdy czuje,  ze sa  krzywe, to je prostuje, tak zeby
           plynely.  Gdybym nie trwala  w tesknocie, tylko w niecnocie, to
           bym frywolniej slowa dobrala.

     Red.: A czy mozemy liczyc na to, ze wystapisz w kolejnych konkursach?

     Pest: Nie wiem  jeszcze,  zastanawiam sie.  Moze  to byla  pojedyncza
           iskra. Ja w slowach nie jestem az tak biegla, zeby sie na scene
           pchac, co konkurs.  Jesli przyjda  do mnie  jakies slowa, to je
           zamienie na piosenke. I wtedy,  jesli to bedzie dobra piosenka,
           zglosze  sie  do  Konkursu.   Inaczej  niz   poprzednio.  "Sen"
           powstawal w  okolicznosciach, ktore mozna spokojnie okreslic...
           naglymi.  Poprzednio  najpierw  sie  zglosilam,  a  pozniej  na
           kolanie pisalam.

     Red.: Napisalas zwycieska piesn na kolanie?

     Pest: No,  malo  czasu  bylo.  Do   konkursu podeszlam,  rzec  mozna,
           spontanicznie, za namowa przyjaciol. Nie bylo czasu na czytanie,
           tylko na pisanie. Ale wtedy bylam bardzo zakochana i poszlo!

     Red.: Tym bardziej  gratulujemy,  podwojnie!  Co bys powiedziala tym,
           ktorzy maja  potencjal poetycki i byc moze  sami marza  o takim
           sukcesie, ale brakuje im odwagi, wiary albo przekonania?

     Pest: Zeby sprobowali.  Wystep  przed  publicznoscia,  to  straszliwe
           przezycie.  Strach przed ocena, moze paralizowac, ale... trzeba
           probowac.  Trzeba  walczyc.  Bol tez  uczy.  Radosc  uskrzydla.
           Trzeba mowic, to co jest w nas. Na glos. Krytyka zawsze bedzie.
           Ale jak sie nie sprobuje, to bedzie nic. A tak jest 40 mithryli
           i sa  perfumy, wiec chyba warto.  Dla czterdziestu  mithryli na
           pewno!  I moi  przyjaciele  oddychaja  z  ulga,  ze  nie  musza
           pocieszac.

     Red.: Pozostawiamy  ci  kawalek  Periodicusa   do  twojej   wylacznej
           dyspozycji i prosimy o kilka slow wylacznie od siebie - jest to
           okazja do pozdrowien, moze podziekowan, czy dedykacji?

     Pest: Chcialabym podziekowac wszystkim zebranym na konkursie.  Wrzawa
           byla  histeryczna, ale wrzawa radosna.  Taki gwar tylko cieszy.
           Zwlaszcza  tych,  ktorzy  radosci  potrzebuja.  Albo  ucha,  co
           wyslucha. Oczu, ktore  spojrza  zyczliwie,  nawet  jesli  lekko
           przez mgle szampana. Tym, ktorzy sie nie odwazyli przyjsc, chce
           powiedziec,  ze  nie warto  slow chowac.  Slowa sa po to, by je
           glosic.  Zwlaszcza  jesli  to dobre slowa.  Chcialam  pozdrowic
           moich  przyjaciol -  Nutrie i Eduarda.  Podziekowac  Nutrii  za
           wytrwalosc   w  zachecaniu  mnie   do  napisania  czegokolwiek.
           I korzystajac  z okazji, zachecic innych  do pisania. Nie tylko
           czytanie  wzbogaca!   Pisanie  ma  tez   fenomenalna,  pachnaca
           mithrylem przyszlosc! Warto w siebie uwierzyc! Polecam goraco -
           Pest.

     Red.: A my,  przezywajacy teraz  wszystko to, co bylo twoim udzialem,
           gratulujemy ci raz jeszcze i dziekujemy.

     Pest: To ja dziekuje!
   

                                    -- = --
   
     By zas zaspokoic ciekawosc tych, ktorzy nie zdazyli na konkurs, czy tez
   z innych powodow nie byli w stanie  uslyszec zawodnikow publikujemy nizej
   tresci utworow, spisane w calosci z perspektywy widza. Kolejnosc zgodna z
   ta, przewidziana przez organizatorow:
   
                                    -- = --

                          Gdybym Cie wysnila, bylbys moj
                          Wtulony w moje slowa
                          Pragnienie spijalbys z mych warg
                          I mysli bys calowal

                          U stop mych bys obietnic kwiat
                          Ukladal jednym gestem
                          Dajac mi powod
                          Zeby zyc
                          I bardziej byc niz jestem

                          Gdybys mnie wysnil, wtedy ja
                          Piekielny ciala pozar
                          Gasilabym, by wzniecac go
                          Wciaz mocniej, wciaz od nowa

                          I z Toba bym po gwiazdy szla
                          Na schodach kazdej chwili
                          Bylabym Twoja,
                          bylbys moj
                          Gdybysmy to wysnili
  
                          -- "Sen", autorka: Pest
   
                                    -- = --


                            Spadaj!
                            Mknij prosto w mrok.
                            Tak jak kamien w wode.
                            Zaplon ogniem smoczym.
                            Uciesz moje oczy,
                            Swiatlem przeuroczym.
                            Swiec na nocnym niebie.
                            Chcialbym dzieki tobie,
                            Mocy poetycka spelnic,
                            Wiele pragnien, marzen,
                            Jawe zyskac.
                            Mojej tej uroczej,
                            Rzuc sie takze w oczy.
                            Zalsnij na jej niebie,
                            Przybliz nas do siebie!
                            Spraw, by mojej milej,
                            Slonce oswiecalo
                            Liczne zycia chwile.
                            By jej szczescia usmiech,
                            Gladzil moje lica,
                            Niczym musnieciami,
                            Skrzydel anielicy.
                            Mysli plyna szybko,
                            Jednak nie dosc tyle,
                            Bo Ty wszakze rychlo,
                            Moment krotka chwile,
                            Zyjesz,
                            Lsnisz w przestworzach,
                            Zaraz znikniesz jednak,
                            Wpadniesz miedzy drzewa,
                            Moze w zgiecia morza...
                            Spadaj, Gwiazdko z nieba!
  
                            -- "Spadaj", autor: Ellax
   
                                    -- = --
   
               Wodniku Kamracie...
               Czemu zlales sie w gacie?
               Ty wode lubujesz.
               A piwa nie szanujesz?
               Jam cie szukal przez swiat caly.
               Czego wytrzeszcacie galy?
               Ratata! tatarata!
               Tatarata! Ratata!
               Pewnego razu...
               Wcale nie tak odrazu...
               Przybyl dziad do pewnego miasteczka.
               Mlynarzowny gotow sprobowac ciasteczka...
               A z dziadem zuchow dwoch!
               Byl tego dnia w tym miasteczku najprawdziwszy ruch.
               O wodnika takoz sie wywiedzieli.
               Do kompaniji zrazu by go przyjeli.
               Na piwo zaprosili.
               I dziada z niego uczynili.
               No wiec gdy dziewke macac juz przestali.
               W te dyrdy nad staw sie udali.
               Niziolek z wasem paradnym.
               Byl chwatem wielce zaradnym.
               Do stawu wrzucil szynki kawal.
               Przy czym o malo go nie spotkal zawal.
               Piach w klepsydrze leci.
               Niedlugo slonce zaswieci.
               A wodnik ponoc za dnia sie nie pokazuje.
               Gdyz pewno z rusalkami na dnie stawu figluje.
               No to przemowil sam Rektor z Uniwersyteta.
               De Butem zwany. Kawal uczonego zgreda.
               Ktory za dziadem i niziolkiem przybyl.
               Gdyz chcial wodnika spytac o rzadkie grzyby.
               Wodnik tam jakoby na dnie stawu specjalne grzybki
                 hoduje.
               A potem nimi calkiem sprytnie i pokatnie handluje.
               A rektor liczac na granata.
               Nie patrzy juz tak samo na zwyklego maslaka.
               No i uczony rzecze takoz:.
               Wode ze stawu trzeba spuscic wszelakoz.
               Na to dziad ze juz probowal to zrobic.
               Nadto idzie jeszcze mlynarzowne urobic.
               Rektor i niziolek sie zafrasowali.
               Sami wode ze stawu spuszczac probowali.
               Gdy dziad wrocil. ze smutkiem pokrecil glowa..
               Skoro to nie dziala. trza uczynic to zebracza mowa.
               Dziad na kolana pada. Blagac poczyna:.
               "Wodniku... choc do nas.. bedziem jak rodzina...".
               "Piwem cie uraczymy".
               Ratata! Tatarata!
               Tatarata! Ratatata!
               Nie bylo jednako tego dnia wodnika.
               Ot smutna historyja i co z tego wynika?
               Wodniku... wodniku... czy ci nie zal?
               Piwa... jalmuzny... i tych wszystkich niegrzecznym
                 pan?
               Ale to nie koniec wodnikowej epopeji.
               Poslal dziad umyslnego wielmoznego Babiarza z miasta
                 wielkiego.
               Do wiedzmy co mieszka w mrocznej knieji.
               I o wrozbe ja prosi. Bo dalej chce wodnika na kamrata
                 zacnego.
               Wiedzma kota zjadla.
               Koscmi rzucila.
               Proroctwo odprawila.
               I tak poczac prawila:.
               Dziadu wspanialy na sroga pustynie zaniosa cie twe
                 dziurawe sandaly.
               Albowiem kto wode chce umilowac... ten ogromu piach
                do kieszeni musi pierwej zapakowac.
               Dziad medrzec wielki zastanawiac sie poczyna.
               Co wieszczy ta wredna gadzina?
               Ze na pustynie ma podyrdac... przypiec sobie dupe.
               Jego biedna stara watrobe wydziobia sepy... a wiedzma
                 dalej bedzie gotowac z kota zupe.
               Koncem koncow Dziad wiedzme afektem darzyl.
               O jej wdziekach pod dereczka skrycie marzyl.
               Wiec zwolal starzec ubogi swych druchow dwoch
                 o ktorych juz mowa byla.
               I kompanija w te pedy na starszna pustynie ruszyla.
               Niziolka porwano i wykorzystano pewnikiem.
               Nim jeszcze z kraju kompanija pognala wezykiem.
               Niziolka wylewnie oplakono.
               A nastepnie na straty spisano.
               Coze poczac bylo..
               Bez niziolka smutno sie zylo.
               Ale dwoch zuchow dalej ruszylo.
               Az w gory dotarli co zwawiej.
               Juze niedaleko pustynia...
               Ale w gorach widza jakie bajoro muliste.
               Dookola leza liscie...
               Moze Wiedzmy kosci sie pomylily.
               Albo nie z tego kota co trza byly.
               Zuchy tak medrkowac poczely.
               No i rzec sie wtedy stala nieslychana...
               Byla noc.
               Gdyze sie rodzial i golutki do bajora wskoczyl.
               Tak smialo jakby tam dziewki z Pod Paczka Rozy zoczyl.
               Dziad porazony tym bohaterskim postepkiem.
               Napil sie wodeczki i beknal ze wdziekiem.
               Nagle rektor sie wynurza blady caly.
               Wyplul kilo mulu i wyrzygal sie Rektor wspanialy.
               Wodnika nie odnalazla Rektorska eminencyja.
               Takoz lacno uczynila...
               Przez piach i weze kroczyla.
               Do pustynnego miasta dotarla.
               Drewno z sandalow zdarla.
               Dziesiec beczek nabrala piachu.
               A wodnika ni w salonie masazu... ni na dachu.
               Wodniku... Wodniku... Gdzie sie schowales?
               Moze w turbanie... A moze dawno z pustyni nawiales...
               Ale Dziad cie jeszcze znajdzie i kamraty jego.
               Nawet jesli poza Dziadem nie zostanie ani jednego.

                        -- "Wodnik", autor: Radgast

                                    -- = --
   
                        Slodki smak lata pokwasnial nagle
                        Jak niekonczacy sie wina ciek
                        Gdy pocalunki slowa odwazne
                        Cierniem sie staly pijacym krew

                        Szukam cie obok w nocy zbudzony
                        Lecz ty przy innym teraz juz spisz
                        Nawet stuk gluchy skal niewzruszonych
                        Serca nie stlumi co bilo ci.

                        Bol ciezkiej pracy i mysli dreczonej
                        Jakze nierowne przy sobie sa
                        Wzrokiem cie szukam z kazdej juz strony
                        Wkraczam w szalenstwa kuszaca ton.

                          On tylko zostal - samotna pamiatka
                          Na moja i twoja przyszlosc nadziei
                          Nie chcialas przysiegi ani pierscionka
                          A ja juz z nikim nie chce go dzielic!

                          Maly bialy pierscionek
                          Jak oblok twej dloni nieba
                          Uczucie zakurzone
                          Co zapomniec sie go nie da

                          Maly bialy pierscionek
                          Zwrocony razem z oddaniem
                          I sercem utopionym
                          W kielichu z waznym pytaniem

                        Listy dostaje. Nie cofne juz czasu
                        Nijak odczynic strach z nich kapiacy
                        Wscieklosc ogarnia bezradnosc zas gasi
                        Jak czarne zgasila oczu twych slonce.

                        Mialas byc szczesliwa. Czy to pamietasz?
                        Dlatego patrzylem jak mnie opuszczasz
                        Tymczasem krew stygnie. Zyla podcieta
                        Jak zycie bez ciebie - zimna i pusta

                        Ze to zrobilas nie umiem wybaczyc
                        I wciaz pytanie w butelce zaklinam
                        Czy moglem temu jakos zaradzic?
                        Czy twe cierpienie to moja jest wina?

                          On tylko zostal - samotna pamiatka
                          Gdy watpic zaczynam czy bylas w ogole
                          Dotknac jedynie moge pierscionka
                          Abys znow mogla zranic mnie czule

                          Maly bialy pierscionek
                          Jak oblok twej dloni nieba
                          Uczucie zakurzone
                          Co zapomniec sie go nie da

                          Maly bialy pierscionek
                          Zwrocony razem z oddaniem
                          I sercem utopionym
                          W kielichu z waznym pytaniem
  
                        -- "Pierscionek", autor: Marco


                                    -- = --


     Byly tu utwory, ktore w dniu otwarcia wyremontowanej muszli koncertowej
   w uniwersyteckim  Parku Myslicieli  w Oxenfurcie  odegraly  glowna  role.
   A ja,  w imieniu  Redakcji Periodicusa,  a takze  w imieniu organizatorow
   dziekuje wszystkim za przybycie i dopingowanie uczestnikow. Zas w imieniu
   publiki pozostaje mi podziekowac wszystkim, bez wyjatku, ktorych moglismy
   zobaczyc na scenie i ktorych glosow posluchac bylo nam dane.


                                    -- = --


                               Do zobaczenia na kolejnym konkursie,
.  ,_,                                                                   ,_,  .
. (o,o)                             --Nahaan aen Dol Blathanna          (o,o) .
|./)_)                                                                   (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 3

Zatytulowano: Bard nie doczekal             

o-----------------------------------------------------------------------------o
|   `      , __     .       > <   '              .                            |
|         /|/  \             '                  > <                           |
|     .    | __/                        .        '          .                 |
|    > <   |   \  __,                  > <                 > <                |
|     '    |(__/ /  |    ,_      |     '      .      .      '                 |
|                \_/|_/ /  |   __|                  > <                       |
.       .     .            |_//  |      _  _         '              .         .
|               __.--._       \_/|_/   / |/ |   o                  > <        .
.       .     .'   L   `.--._        |  _|  |_/ |    _              '
.      > <    `/ c '`    \   `.    __|          |_/ |/  
        '     :           :    `. /  |    __        |__/
              |           :      \\_/|_/ /  \_  __
             /`.     | ' /        \      \__/  /      __
        '   / -.\ \  ^ :/   _      \           \___/ / / _  _   |
           :    \`.:/ \|     `.|    :                 /_/  |/   |
           |     :''   '       :    |          .           |__/ |/_)
           |     |`.         _/_    :         > <               | \_/
           :     :  `-._____/   `. /           '        .          __,   
            \    |         :/ ,   V\                   > <        /  |   
  /"\   __.--: _ :         `./ /  : :                   '         \_/|_/ 
 :  |\_/     |  \L  _..--.   `.L.'  |`.   __                          | |
 |  | :`.    : _ \\'      `.          /`+'.'`.                        |/
 |  | |      | \CT_:     {} `-.      ' / /   |     .            .     |__/
 |-_| |   .-'`.___.      ||    `-.    / /    :    > <          > <
 :  : :.-'               )(       `-./ /.   /      '            '
  \/_/         _        |__|         \/  `./
   "                    |::|          `._.'            Na marginesie
                        |::|                     Koncertu Inauguracyjnego 
                                                    w Parku Myslicieli


     O Koncercie Inauguracyjnym w Parku Myslicieli i towarzyszacym mu kon-
     kursie napisano juz wiele.  Oxenfurckiemu swietu  poezji, procz wzru-
     szen estetycznych i emocji rywalizacji,  towarzyszyly tez nieco lzej-
     sze atrakcje, jak suty poczestunek czy wystepy pozakonkursowe. Jednym 
     z takich wystepow byla prezentacja pewnego utworu w moim skromnym wy-
     konaniu. Reporterska rzetelnosc kaze mi spisac historie tego niezwyk-
     lego dziela ze szczegolami, gdyz osoba autora i okolicznosci jego od-
     krycia zasluguja na uwiecznienie.
     
     Cala historia  zaczela sie w Rinde, w herbaciarni 'Pod Laskawa Muza',
     ktora wsrod  miejscowej bohemy cieszy sie zasluzona opinia ulubionego
     miejsca debiutow artystycznych,  spotkan i sympozjow. Tego jesiennego
     dnia bylem tam przelotnym swiadkiem niezwyklej sceny:  dwoch miejsco-
     wych bardow,  w towarzystwie grupki kibicow, prowadzilo  swego rodza-
     ju pojedynek  na improwizacje.  Pozniej dowiedzialem sie,  jakie byly 
     zasady pojedynku:  oto jeden z rywali  podawal tytul jakiegos znanego 
     utworu, nazwijmy go X, oraz nazwisko poety (innego, niz prawdziwy au-
     tor),  niech  to bedzie Y.  Drugi uczestnik mial zaimprowizowac odpo-
     wiedz na pytanie:  jak brzmialby utwor X, gdyby go napisal Y?  Akurat 
     trafilem  na znany  wiersz o lipie, ktorego  autorem jest  starozytny 
     truwer  zwany Mistrzem Janem z Mariboru, a poeta, ktorego stylu nale-
     zalo uzyc do parafrazy, to inny znany temerski mistrz, Bolko Lesniczy  
     (ten, ktory wyspiewywal strofy nad cialami rusalek). Wyzwany bard po-
     ciagnal lyk z piersiowki,  nieco chwiejnym krokiem wszedl  na mownice 
     i rozpoczal improwizacje.
     
     Natychmiast zaczalem notowac,  jednak nieco belkotliwe wykonanie, jak
     tez  niezbyt sportowe  zachowanie rywala i publicznosci nie ulatwialy
     zadania.  Nim bard zakonczyl wystep,  powszechny tumult  sklonil mnie
     do opuszczenia lokalu.
     
     O calej sprawie przypomnialem sobie jakis czas pozniej w Novigradzie,
     gdy  na ulicy  spotkalem szacownego Radgasta.  Skad skojarzenie? Bez-
     imienny bard mial wiele cech zewnetrznych  wspolnych z rzeczonym Rad-
     gastem,  ale  decydujaca  byla  tresc spisanych  przeze mnie  strof -
     szanowny  Czytelnik przekona sie sam,  gdy przytocze  zrekonstruowane
     dzielo. Radgast byl poruszony  historia nieznanego artysty i naklonil
     mnie,  bym go odnalazl i otoczyl opieka (przeceniajac nieco moje moz-
     liwosci finansowe). Obiecalem tak wlasnie zrobic, zwlaszcza ze ciekaw 
     bylem  pelnej wersji  powstalego  w tak  niezwyklych  okolicznosciach 
     utworu. 
     
     Jesien zdazyla przemienic sie w zime, nim w poszukiwaniu poety dotar-
     lem do Rinde.  Tak jak  podejrzewalem  po jego  lichym odzieniu - nie 
     byl  w stanie  uciec daleko,  znalazlem go  w karczmie na podgrodziu.
     Bil sie  na sztachety z miejscowymi,  najwyrazniej obdarzony talentem
     do obrazania sluchaczy. Odstraszylem napastnikow, rownie pijanych jak
     i sam poeta.
       - Nsssyfamssssie... Milijon... - wybelkotal tylko, zapytany o imie.
     Pare  zlotych florenow  i grzane wino  przywrocily mu  jednak na tyle
     przytomnosc, by wyrecytowac utwor, o ktory pytalem.
     
     Musze  w tym miejscu przyznac sie do tragicznego w skutkach zaniedba-
     nia. Oto pewne pilne sprawy  wzywaly mnie za Wielkie Morze i musialem
     pozostawic  naszego bohatera,  wciaz  z niedowierzaniem  ogladajacego
     zlote monety,  pod opieka  karczmarza.  Kiedy  wrocilem  z nadejsciem 
     wiosny do Redanii, bylo juz, jak sie wnet okazalo, za pozno.
     
     Ponowne  poszukiwania barda  zaczalem od herbaciarni 'Pod laskawa mu-
     za',  gdzie  odbyl sie  pierwszy wystep.  Potem  sprawdzalem  kolejne 
     karczmy  i tak trafilem  'Pod stara wierzbe' nieopodal parku. Wlasci-
     ciel potwierdzil, ze widywal tego osobnika. 
       - Wzrok metny, suknia plugawa,  ale w sumie swoj chlop!  Imie?  Nie
     pamietam  jak go wolali,  ale nie Milijon - to bym zapamietal.  Byl u
     mnie w zimie. Pamietam dobrze, bo pierwszy raz zaplacil zlotem.
     
     Dalsze sledztwo  zaprowadzilo mnie  znow na podgrodzie. Jak zeznawali
     swiadkowie,  bard we wspanialym humorze lepil z dziecmi balwana, roz-
     dawal  cukierki i bawil sie  w chowanego.  Niestety w koncu dzieci go
     nie znalazly  -  znalezli go dopiero  miejscowi chlopi w piwniczce, w 
     ktorej zwykli  pedzic samogon.  Bard lezal martwy pod rurka wylotowa,
     z wyrazem rozanielenia na twarzy.

     Spoznilem sie  z pomoca  biednemu poecie,  pozostal po nim  tylko ten
     wiersz.  Grobu nie ma - pochowany w zbiorowej mogile, pozostal anoni-
     mowy  do konca.  Gdyby dozyl  oxenfurckiego konkursu piesni, jego los
     mogl sie  potoczyc zupelnie inaczej.  Niech jego pomnikiem stanie sie
     ta piesn,  goscinnie wykonana  podczas  konkursowego wieczoru,  ktora
     przytaczam ponizej w calosci.


                               ----==== O ====----   

                    Na lipcowej na lipie od polnocy do rana
                    Wisi sobie wisielec, oj da-dana, da-dana!
                    Obezdolil go rozbrat, caly ksobny ze zalu, 
                    By zakwital na lipie niby kwiat na perkalu.
 
                    Tak ci wisi wisiolek, tak ci dynda dyndala, 
                    Tak sie zlipil z ta lipa, az sie gawiedz zebrala:
                    Przyczlapala z bezdroza, i z bezrybia, i z bezdna
                    Sfora lepkich utopcow, nocnicowa, rozgwiezdna.
 
                    Trupiszydla skomlace leza z lochow i dziupel, 
                    Za choboldem koboldy, przy kurduplu kurdupel,
                    Zezownice ukosem wyskoczyly ze zrenic, 
                    By sie wlec przez pszenice az do mdlych niedopszenic.
 
                    Cwalem goni pryskirnik z reptilionem-rebaczem 
                    Biegnie upior i strzyga, i kandelabr z pukaczem.
                    Tylko Xavier nie przyszedl, tylko Xavier sie przelakl,
                    Powedrowal przez portal i zaginal jak szelag.
 
                    Ale przyszla Nietota z Nietotamta i dyga, 
                    Az jej z lipy oddygnal piszczelami dziadyga.
                    Drepcze rzygon Wymiotek z wiencem makow na glowie  
                    Czemu plakal po drodze, o tym nikt sie nie dowie.
 
                    Przykustykal o kusi Radgast ze swa Ptaszyna, 
                    By zobaczyc, czy obwies swego slowa dotrzyma.
                    Wszak obiecal on plaskwom, kikimorom i liczom,
                    Tak roztanczyc sie z nimi, ze sie nog nie dolicza!

                    Przytancowal struchelec z kurhanowa padlina, 
                    Oj da-dana, da-dana! Zejdz, wisielcze, a ino!
                    Tak by pewnie tanczyli przez trzy nocki i dluzej,
                    Lecz to Jezdziec zobaczyl i wnet zeslal im burze.

                               ----==== O ====----   


     Na koniec  przytaczam epitafium,  ktore przeslal mi szacowny Radgast,
     nieutulony w zalu po utracie bratniej duszy, choc osobiscie nie spot-
     kanej. 
     Epitafium jednego ludowego poety-nonkonformisty na czesc drugiego.

   _   _____  ____________  ____              ___ _________     ________  __ 
   |\_/     `-            \/    \_____'-\____/   V         \___/        |/  |
   \                                                                        |
    |   OdSzeDl z teGo SWiAta, znalEzioNy trupEm na poDgroDziu grodu        |
    |   RiNDe, gdziE do ciemniCy byl ZeslAny i PRZEtrzYmYWaNy, z roZkAzu    \
    \   pEWnego moZnoWlAdcY, ktOremu insZy ZazdroSny BaRdz wYzSzYCh kREgoW   |
     |  i Tak zWaNej EliTy, SZEpnal sloWko. TAm toRtuRAmi wlEwano w niEgo   /
    /   pRZEmoCa SamoGoN, abY pRzEsTal klEcic Rymy i odspiEWyWac bAllADY,  /
    L   pamlfEtami czASami zWAne, o znANYch  i Zajmujacych WYsokie         |
     \  sTAnoWiska pERsonAch.                                              /
     |                                                                    (
     |      Zyl sobiE poSroD ludu poEtA wiElki,                            )
     /      gDY spiEwal, bABy same klAdly siE na derki.                    |
    |       CaluSy mu SlAly, noGi roZklAdalY.                              |
    |       A i dziAtki go lubilY, naWet te mniEjsze z niM piWo pilY.      /
    }       BiEdAcy go SZanoWali,                                    _____/    
    |       alE boGaCze w niEgo juZe kAmiEniami RzuCali.             \ ___
    |       Bo pAmflETy o niCh uklAdAl,                               V   \
    {       gdy kto prominEnte StanoWisko poSiAdal.                       |
    /       GDy noSa ZAdziEral i z goRy na proSty lud zpoziErAl,          |
    \       WTEDy MilioN o Nim wieRSza sklAdal,                          /   
     \      A bogACz w apopleksyje popaDal.                              |
      }     Pienil siE, WSciEkAl,                                        (
     /      Po ZbiRa w TE pEdy Na koniu, albo kArEta jEChal.              )
     |      AlE MiliJoN zAwSze w poRe daWal noGe                         /
     :      i znAjDyWal do jakoWej pARAdnej goSpoDy droGe.              /
      `     Ale w koNcu i MilioNa dopAdli, SZtAChETAmi go oklAdli.      |
       |    W CiEmniCy zAmkNeli i sroGo wyklEli.                        |
       |    SamoGoNem oTruli, gDy mu w Gardlo lAli z gRuBej ruRy.       /
      /     To juZE koNieC tego wiElkiEgo wiESzczA i poEty,             \
      |     jak w to uwiERzyC, o REty!                                   )
      /     BliSki Memu SErcu zAwsze poZoStanie,                 ___/|__/
     |      juZ wiEcej niE zaspiEwa pRzy Straganie.   _____/\___/
      \                                              /
      |                                _            | 
      |_______/\___________/`-________/ \___________| 


.  ,_,                  Wydarzenia opisal Chivasso.                      ,_,  .
. (o,o)                                                                 (o,o) .
|./)_)                  Dziekuje Radgastowi i Ellaxowi                   (_(\.|
|  " "                  za doprecyzowanie niektorych szczegolow.         " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 4

Zatytulowano: Wywiad z Agisem - czesc 1     

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                              Ala przedstawia:                               |
|                        ...........     ............                         |
|                   ,..,'           ',.,'            ',..,                    |
|                 ,' ,'               :                ', ',                  |
|    _ \               |     |              |     /              |            |
|   |   |   _ \  _  /  |  /  | |  _` |   _` |   _ \  \ \  \   /  |  /   _` |  |
|   __ <   (   |   /     <    /  (   |  (   |  (   |  \ \  \ /     <   (   |  |
|  _| \_\ \___/  ___| _|\_\ _|  \__,_| \__,_| \___/    \_/\_/   _|\_\ \__,_|  |
.       ,' ,'.......................  :  ........................', ',        .
.     ,' ,'                         ',:,'                          ', ',      .
    ,'  '........................     '     .........................'  ',
     ''''''''''''''''''''''''''''':''''''':''''''''''''''''''''''''''''''
                                   '''''''

         czyli cykl wywiadow i nie tylko dla (niekoniecznie) cichych
                         wielbicieli i wielbicielek

                                  a na niej

                            A G I S   J A E G E R

                               (czesc pierwsza)

                                  -=<( )>=-

     Tego  jeszcze  nie bylo!  Umawiam sie  na wywiad  z nowym  Czempionem
     nulnijskiej  Szkoly Walki Rodu von Raugen, Agisem. Pare godzin w moim
     skromnym  towarzystwie, jak sam mi odpisuje, nie stanowi problemu dla
     nowego  zwierzchnika Szkoly, wiec przebieram sie w sukienke, zakladam
     nowe  buty,  pasek,  bransoletki,  spinki,  pierscionki - jest  nawet
     wianek! - i z zadowoleniem  oraz determinacja  udaje sie  do siedziby
     gladiatorow.  Czekam  na Czempiona  w kancelarii, gdy  nagle przybywa
     jeden z gladiatorow. A moze gwardzistow. I dialog w skrocie:

      - Do Czempiona?
      - Do Czempiona - potwierdzam  zadowolona.  W odpowiedzi,  ku  mojemu
     zaskoczeniu zostaje wyprowadzona z budynku, a niedlugo pozniej, takze
     i z miasta.  Idziemy traktem, a ja medytuje, gdziez to Czempion zyczy
     sobie mnie przyjac. Stoimy w szczerym polu - znikad stolika, krzesel,
     pledu, czy drzewa do ochlody, zadnego poczestunku. Przybywa Czempion,
     w towarzystwie. Wsrod atrybutow Szkoly rozpoznaje rowniez herby ktore
     kojarze jako nalezace  do jednego z Zakonnikow Sigmara Mlotodzierzcy,
     jak i Kompanii Czarnego Gryfa. Czempion z kolei taksuje wzrokiem moje
     umundurowanie i usmiecha sie.

     - Wybaczcie, na wyprawie jestem, musimy przelozyc nasza pogawedke. Na
       jutro? Ale mozesz ruszyc z nami.

     Pewnie, jasne... mysle sobie. No ale glosno tez trzeba zaprotestowac:

     - Ale opancerzenie zostawilam gdzie indziej, nie jestem przygotowana.

     - Zdobedzie sie po drodze.
     - Zbierzesz ze zbojow.
     Natychmiast, jak  na komende, podpowiadaja uczestnicy wyprawy, w moim
     przekonaniu najwyrazniej bedacy w zmowie, a przynajmniej podzielajacy
     czempionowa koncepcje korespondentow wojennych.

     Najwyrazniej pozostaje okazanie zrezygnowania:

     - Skoro tak...

     I juz po chwili furgocze odziez, migocze bizuteria, po wianku zostaje
     wspomnienie.  Po wielodziennej  kampanii, jakies dwa panstwa pozniej,
     jestem zegnana  z wyrazami podziekowan  za pomoc - odziana od stop do
     glowy w eklektyczny komplet zbroi i z kilkudziesiecioma kilo broni na
     pamiatke  wrzucona do  pierwszego  lepszego  dylizansu,  w ktorym  to
     zastanawiam sie, czy nie przerzucic sie na wywiady z bandytami lub po
     prostu jakies z mniejsza doza niebezpieczenstwa.

     Nastepnego dnia jestem  nieco madrzejsza - wykapana, wyczesana, ale i
     z sakwa pelna opancerzenia  i broni podejmuje kolejna probe uzyskania
     audiencji, wciaz majac  w pamieci  i odciskach fakt, ze  najwyrazniej
     nigdy nie wiadomo co i kiedy oraz gdzie porabia Czempion Szkoly Walki.

     Tym razem jednak, jak sie okazuje, Czempion nie przewidywal wyprawy -
     nim sie zorientowalam, przybywa do mnie  do Kancelarii Szkoly, zas od
     jego krotkiego, sluzbowego "Gotow" minelo lewie pare chwil, kiedy juz
     siedze  na  jednym  z  dwoch  eleganckich  krzesel  w  dosc  ciemnym,
     stonowanym gabinecie.  Z zadumy wyprowadza mnie dopiero szum debowych
     lisci na szkolnej alejce za oknami.

      Ala: Fajnie tu u Czempiona!

     Agis: Mozemy zaczynac. Nie przygotowalem sie wiec bedzie naturalnie.

      Ala: Zaczelabym  od gratulacji  i zycze  ze swojej strony  wszelkiej
           pomyslnosci dla Szkoly i Czempiona osobiscie  i dziekuje za to,
           ze Czempion zgodzil sie na wywiad.

     Agis kiwa glowa.

      Ala: Zaskoczylo cos  Czempiona, na przyklad ilosc obowiazkow i bagaz
           odpowiedzialnosci,   czy  juz  nie  takie  emocje   Czempionowi
           towarzyszyly?

     Agis wydaje z siebie dlugie hmmmmm...

     Agis: Bylem  Dowodca  Rodu,  gdzie  obowiazki  byly  bardzo  podobne,
           wiadomo, bycie Czempionem Szkoly jest duzo trudniejsze, ale czy
           zaskoczyla  mnie ilosc  obowiazkow?  Nie, wiedzialem  na co sie
           pisze.

      Ala: Jakos tak to juz bywa, ze od zarania dziejow  wszystkie wywiady
           w Periodicusie  zaczynaja sie  od pytania  o dzieje,  historie,
           moze nawet dziecinstwo i otoczenie, w ktorym sie wzrastalo. Jak
           to bylo u Czempiona? Moze zacznijmy, skad Czempion pochodzi?

     Agis: Nie pamietam swojego dziecinstwa i skad pochodze, wiem tyle, ze
           jako dziecko przygarnal mnie averlandzki straznik ktory nauczyl
           mnie fachu  w rece,  potem gdy doroslem,  zaoszczedzilem troche
           monet zdecydowalem, ze chce dolaczyc do Szkoly.

      Ala: Szkola byla pierwszym wyborem Czempiona na spedzenie nastepnych
           lat zycia? Nie rozwazal Czempion alternatywy?

     Agis: Tak,   Szkola  byla  pierwszym  wyborem.  Chociaz  kiedys  malo
           brakowalo, a bym  dolaczyl do Kompanii, jednak  po klotniach  z
           tamtejszym    Adiutantem    Eldakarem    postanowilem   wznowic
           kandydature do Szkoly.

      Ala: Oszczedzal Czempion monety na nauke?

     Agis: Na zycie, na nauke, z malej miesciny, gdzie wychowalem sie, nie
           kazdy moze zamieszkac  w Nuln  na czas  kandydatury  do Szkoly.
           Zycie kosztuje jak wiadomo.

      Ala: W jakiej miescinie sie Czempion wychowal?

     Agis: Heideck.

      Ala: Co  wplynelo  na  decyzje  Czempiona  o  wstapieniu  do Szkoly?
           Dlaczego to byl  najlepszy wybor, pomijajac Kompanie?  Wiadomo,
           mozna bylo zostac straznikiem miejskim, ochroniarzem kupieckim,
           nawet  wolnym  wedrowcem.  A tu arena  i mozliwa smierc  w byle
           pojedynku...

     Wzdrygam sie na dzwiek wlasnych slow, uswiadamiajac sobie, ze, co jak
     co, ale sama mialabym lepsze sposoby na spedzenie zycia. No ale ja to
     ja, a Czempion... no wlasnie:

     Agis: Dlatego, ze  uznalem, ze moje  umiejetnosci sie  tu najbardziej
           przydadza i slyszalem  o tutejszych wojownikach, ich legendach,
           potyczkach, zawsze  tego chcialem sprobowac.  Do tego w tamtych
           czasach,  kiedy  staralem sie  do Szkoly, duzo  mezczyzn wolalo 
           zacisze i jak mowisz, zostawalo ochroniarzem kupieckim, zamiast
           stawac czola najezdzcom Chaosu.

      Ala: Mozna dzis, patrzac na Czempiona i porownujac z prosto zyjacymi
           mezczyznami, do jakich  zaszczytow prowadzi takie poswiecenie i
           ambicja, prawda?

     Agis: Zaszczyty to nie wszystko, nie dolaczylem dla samych zaszczytow
           czy stolka. To powinen byc obowiazek.

      Ala: Opowie Czempion  o poczatkach?  Kto Czempiona  przyjmowal, kogo
           Czempion  poznal  na  samym  poczatku,  pierwsze  przyjaznie...
           podsumowujac, pierwsze wrazenia.

     Agis: Nadzorczynia  wtedy byla  niejaka  Ysar i to ona  zajmowala sie
           nowymi, Czempionem  na tamten czas byl Cadael i pozostal nim az
           do niedawna.  Co do pierwszych przyjazni... Najbardziej zapadli
           mi w pamiec Irwin i Terum.  Z nimi  spedzalem  najwiecej czasu.
           Mimo iz wiekszosc mysli, ze gladiatorzy walcza tylko na arenie,
           najwiekszym  zdziwieniem  bylo to jak radza  sobie w szyku, jak
           pomagaja   sobie   i  sie   wspieraja.   To  bylo   najbardziej
           zdumiewajace,   wiec  poza  arena  tez  potrafimy  walczyc,  co
           niejednokrotnie poakzalismy.

      Ala: Co jest  gwarantem takiej  wspolpracy  poza Arena, wyszkolenie,
           czy po prostu bliska przyjazn i wzajemna znajomosc?

     Agis: Ciezka  praca, duzo  trenujemy  i  przebywamy  ze soba. Do tego
           niezbedne jest tez zaufanie.

      Ala: Zaufanie  takie  zdobywa sie  w Szkole bardziej  w treningach i
           znajomosci  wzajemnych mozliwosci  wspoltowarzyszy w walce, czy
           bardziej w codziennej znajomosci, w przyjazni?

     Agis: We wszystkim,  wiadomo, nikt nie dostanie  podanego zaufania na
           tacy, trzeba na nie zapracowac. Walczac wspolnie i pokazujac ze
           oddaloby sie wlasne zycie dla drugiej osoby.

      Ala: Ani ja ani wielu czytelnikow nie ma za soba karier w formacjach
           zbrojnych, a Czempion ma zapewne obycie i mozliwosc porownania:
           Czy Szkola kladzie  szczegolny nacisk na takie zaufanie, czy to
           jest raczej standard w kazdej armii?

     Agis: Wydaje mi sie, ze jest to standard w kazdej armii, przynajmniej
           kazdej dobrej armii.

      Ala: Czy Szkola  uczy walki w jakis unikalny sposob na tle innych, a
           tutejsi  gladiatorzy  specjalizuja sie  w takich  a nie  innych
           technikach, czy szkolenie jest uniwersalne?

     Agis: Wszystko  zalezy  od fachu  jaki mamy  w reku.  Raczej  kazdego
           umiejetnosci szkolone sa indywidualnie.


      Ala: Troche  odbieglismy  od dziejow  Czempiona, ale  w zamian  mamy
           bardzo  ciekawy   material   na  temat  samej  Szkoly.  Pozniej
           wrocilibysmy do jej tematu, zgoda?

     Agis: Wy zadajcie pytania ja odpowiadam.

      Ala: Zatem moze wrocmy do czasow, gdy Czempion wstepowal do Szkoly -
           jak  wlasciwie wyglada  rekrutacja,  trzeba pisac  podanie?  Sa
           dodatkowe warunki?

     Agis: Oczywiscie, ze  trzeba napisac.  Nie bedziemy sie rozwodzic jak
           ma wygladac  podanie, bo kazda osoba ktora  zdaje, powinna miec
           juz je w glowie - czy to w Szkole czy w Kompanii Gryfa...

      Ala: Czy pozytywnie rozpatrzone podanie wystarczy, by byc przyjetym?

     Agis: Nadzorca przejmuje takiego kandydata po krotkiej rozmowie z nim.
           Wykonuje sie zadania jakie sie dostanie, potem nadchodzi proba,
           ktora sklada sie z egzaminu  praktycznego, jak i teoretycznego.
           Wiec nie jest to  latwe zadanie, trzeba czasem  wielu staran by
           dolaczyc, ale to same plusy, zostaja najlepsi i najwytrwalsi.

      Ala: Opowie  Czempion  kilka slow  o zadaniach?  Na przyklad takich,
           ktore sam mial?

     Agis: Dawno to bylo...

     Usmiecham sie przymilnie.

     Agis: Pamietam, ze  musialem zwiedzic  kopalnie skavenow  na Srebrnym
           Szlaku, w drodze do pustkowi... Dokladnie opisac znajdujace sie
           tam skaveny, ich osprzet. Dlugo mi to zajelo.

     Agis smieje sie a ja w tym czasie, nie mogac cie powstrzymac, gwizdze
     przeciagle z podziwem. Na szczescie Czempion nie wyglada na urazonego.

      Ala: W to, ze dlugo, to akurat wierze! To rzeczywiscie nie przelewki,
           a moze jeszcze jakies?

     Agis: Wystepowanie  wszystkich zielonoskorych  w Imperium, miejsca, i
           ich dowodcow.

     Parskam z zaskoczeniem.

     Agis: Choc zdarzaly sie tez latwiejsze i przyjemniejsze.

      Ala: Juz sie balam, ze nie!

     Agis: Na przyklad  spisanie  z kazdej  karczmy  alkoholi,  sklamalbym
           jesli nie powiedzialbym ze przy okazji probowalem ich.

    I tutaj ponownie gabinet wypelnia swobodny smiech Czempiona.

      Ala: A jakies bieganie, czy musztra  z Nadzorczynia? To znaczy, sama
           Nadzorczyni   jakos   pilnowala  Czempiona,   wowczas   ucznia,
           osobiscie?

     Agis: To nie wojsko,  nie musimy  tu musztrowac. Kazdy z uczniow jest
           na tyle ogarniety by wiedziec samemu jak sie zachowac.

      Ala: Co taka Nadzorczyni, czy Nadzorca wlasciwie ma w obowiazkach?

     Agis: Rozdaje  zadania,  sprawdza  raporty.  Zajmuje  sie  uczniami i
           rekrutacja. Rozkleja plakaty.

      Ala: W  koncu  jednak  Czempion  zakonczyl  nauki  i  stal  sie...
           gladiatorem? Kim sie jest wlasciwie po zakonczeniu nauk?

     Agis: Gwardzista Rodu. Mozna byc Gwardzista badz Gladiatorem.

      Ala: Czy  z tym sie wiaze jakas  uroczystosc, czy Szkola nie pozwala
           sobie na zbytnia pompatycznosc?

     Agis: Jest przyjecie przy wszystkich, sklada sie przyrzeczenie Szkole
           i Czempionowi.

      Ala: Podzielil by sie Czempion z Czytelnikami tekstem przysiegi?

     Agis (z usmiechem): Nie podzielilbym sie.

      Ala: Czym sie rozni Gwardzista od Gladiatora?

     Agis: Gladiator, jak sama  nazwa pewnie  wskazuje, walczy  na arenie,
           Gwardzisci  to gwardia przyboczna. Choc i tym nikt nie zakazuje
           udzialu w walkach.

      Ala: A czy  Czempion, pomimo  bycia  Gwardzista, a nie  Gladiatorem,
           czesto walczyl na arenie?

     Agis: A co znaczy czesto?

      Ala: Czesciej niz wiekszosc czlonkow Szkoly?

     Agis: Ciezko mi  to powiedziec.  Jedni  walcza  codziennie  inni nie.
           Walczylem gdy chcialem, albo gdy mialem ochote.

     Agis  rozciaga usta  w usmiechu, ktory  za sprawa  znajdujacej sie na
     policzku podluznej blizny wyglada dosc niepokojaco.

     Agis: Gdybym nie walczyl nie mialbym blizn.

      Ala: Czy ma znaczenie, z ktorej z tych grup wywodza sie wyrozniajace
           sie  stanowiska, jak Nadzorca  czy Medyk, czy raczej  nie ma to
           znaczenia, a licza sie  preferencje,  niezaleznie  od tego, czy
           Gwardzisty, czy Gladiatora?

     Agis: Tak, wszystko  zalezy  od fachu, jakim  dana  osoba  sie  para.
           Nadzorca to stanowisko w Szkole. Medyk, Gwardzista, Gladiator -
           od tego zalezy fach.

      Ala: Chcialam  jeszcze zapytac, bo jestem ciekawa, o jakies pamietne
           wydarzenia  z  dziejow  Szkoly  Walki, te dobre i te zle, ktore
           jakos najbardziej odcisnely pietno na Czempionie.

     Agis: Wiele bylo dobrych wydarzen, wspolne polowania, nowe znajomosci,
           walki z wrogiem, wszystkie  takie rzeczy  odciskuja pietna. Nie
           ma jednej  konretnej  i chyba  nie potafilbym  takiej  wskazac,
           uczymy sie cale zycie i nigdy niewiadomo co nam ono przyniesie.

      Ala: No a zle?

     Agis: Nie kojarze, by takie byly.

      Ala: No ale w koncu, niedawno  Czempion zostal  Czempionem. W jakich
           okolicznosciach do tego doszlo i tym samym, jaka jest procedura
           przekazania wladzy nad Szkola?

     Agis: Poprzedni Czempion  mial dwie osoby do wyboru: mnie, badz druga
           Gwardzistke, padlo na mnie. To byla jego decyzja.

      Ala: Czy Czempion  zawsze  zrzeka sie  swojej funkcji  dobrowolnie i
           kiedy chce, czy raczej jest to  ustalona kadencja, badz kwestia
           pojedynku o wladze na arenie?

     Agis: Nie slyszalem  o pojedynku  o wladze, zrzeka sie swojej funkcji
           dobrowolnie.

      Ala: To teraz o obowiazkach Czempiona! Co do nich nalezy?

     Agis: Zarzadzanie  caaaala  Szkola, utrzymywanie  stosunkow  z innymi
           stowarzyszeniami, zarzadzanie gladiatorami, jak i gwardzistami,
           by nie obijali sie.

     Czempion ponownie zanosi sie smiechem.

      Ala: Niby ujete w jednym zdaniu, ale duzo tego jest!

     Agis: Ciezko to tak opisac co, a mowiac szczerze glupio odpowiedziec,
           ze 'wszystko'.

      Ala: Doskonale rozumiem, ale przynajmniej znamy przyklady obowiazkow.
           A przywileje?

     Agis: Ten przytulny pokoik i fotel.

      Ala: Ale zapewne tez  takie oczywiste, jak  odbieranie przysieg, czy
           pchanie Szkoly w konflikty i ustalanie jej linii politycznej?

     Agis: To obowiazki, nie przywileje.

      Ala: Czy  Czempion,  chociazby  oficjalnie,  bierze  udzial  w zyciu
           politycznym miasta? Kancelista Szkoly mi sie zwierza, ze Szkola
           dostaje czesto listy od Jej Ksiazecej Mosci...

     Agis: Wystarczy ze go bronimy oraz oplacamy Szkole Ksieznej by moc tu
           zostac i mieszkac.

      Ala: Ale w takim razie, skoro dotykamy tematu elit miasta, przed kim 
           Czempion odpowiada? To znaczy kim jest Rod von Raugen? Tyle sie
           o  nim  slyszy na  co dzien,  Szkola  oficjalnie  posluguje sie
           nazwiskiem  Rodu, czy Czempion moze opowiedziec o dobrodziejach
           Szkoly?  Czy sa to  zalozyciele, fundatorzy Szkoly? Sa obecnymi
           wlascicielami? Skad  zainteresowanie Szkola  w tym Rodzie i kto
           go reprezentuje przed sama Szkola?

     Agis: Odpowiadam  przed samym  Hansem Jurgenem  von Raugenem, to Hans
           zalozyl Szkole.  Byl synem  barona Otta von Raugen  i  Estery z
           Bregil.  Hans w mlodym  wieku  szybko  pozbyl sie majatku ktory
           odziedziczyl  w  spadku,  temu  musial  opuscic  Nuln,  hrabina
           Emanuelle  von Leibowitz  ocalila go  przed wiezienem.  Podczas
           swojego wygnania  Hans dotarl  do Kislevu, gdzie  spotkal sie z
           walkami  gladiatorow, tam odkryl  swoj talent  do organizowania
           wlasnie owych  walk,  co  przeklada sie  na dorobienie  sporego
           majatku.  Po okolo  dziesieciu  latach  wrocil  do Nuln, podjal
           starania, by otworzyc tu wlasnie owa Szkole, i tu znow przybyla
           mu z pomoca Emanuelle von Liebowitz, ktora byla elektorka Nuln
           w tym czasie.

      Ala: Jak  wyglada  typowy  dzien  w Szkole?  Powiedzmy,  sa  obecni
           czlonkowie i...?

     Agis: Ucznia, czy juz po tej fazie?

      Ala: A niech bedzie najpierw ucznia!

     Agis: To obowiazkami ucznia przed wyruszeniem na wyprawe, badz trening
           sa napelnienie kotla i rozpalenie ognia w kominku by byla ciepla
           woda  gdy Gwardzisci  lub Gladiatorzy  wracaja  do Szkoly i chca
           odpoczac.  Oczywiscie  zamiecie  podlog  i wyczyszczenia  scian.
           Wtedy ma wolny czas i moze isc trenowac.

      Ala: Rozumiem, a starsi ranga?

     Agis: Reszta  patroluje okolice, zdobywa sprzet, czy walczy na arenie.
           Zalezy od potrzeby.

     Az sie boje odpowiedzi... no ale zapytam:

      Ala: Z czego czysci sie sciany, z krwi?

     Agis: Tez, albo z po prostu gdy sie zabrudza.

     Zaniemawiam na chwile...  jakos mimo wszystko mialam nadzieje na inna
     odpowiedz.

      Ala: Rozumiem, ze ciepla woda to do natryskow?

     Czempion wykrzywia swa poblizniona twarz w grymasie.

     Agis: Tak. Nikt nie lubi sie kapac w zimnej...

      Ala: Osobiscie kiedys  mialam  przyjemnosc  zwiedzic  Szkole i teraz
           zdradze  Czytelnikom  rzecz straszna... albo moze  wlasnie mila
           tajemnice:  otoz natryski  podobno sa  wspolne  dla wszystkich,
           niezaleznie od plci, czy to prawda?

     Agis: Tak to prawda, kapia sie  i kobiety i mezczyzni pod jednym, nie
           ma podzialu, tak jak na samej arenie.

      Ala: No to  mozna  chyba  powiedziec,  ze zachete  do wstepowania do
           Szkoly mamy po czesci juz zaliczona.

     Agis smieje sie i kiwa glowa.

      Ala: Czy  Czempion  oprowadzilby  mnie i posrednio  Czytelnikow,  po
           Szkole i opowiedzial  kilka slow  o kazdym miejscu?  Zechcialby
           Czempion? Wiem, ze jest to calkiem rozlegla posiadlosc.

     Agis: Tak. Teraz?

     A ze nie mam nic przeciwko temu, by teraz, wiec...

     Agis: Tu jest  gabinet  Czempiona.  Dostac sie  do niego  moga  tylko
           Szefowie Bractw, Dowodca oraz Nadzorca.

     Schodzimy na dol i idziemy w kierunku wyjscia ze Szkoly - szczesliwie
     nawet nie zdazylam sie wystraszyc ze znowu zostane zaciagnieta gdzies
     na szlak, gdyz bylam po prostu zajeta ogladaniem mijanych zakatkow na
     terenie posiadlosci.

     Decyzja Czempiona, wycieczke po Szkole rozpoczelam na strozowce. Wita
     mnie tam jednoreka strazniczka o posturze i wzroku jasno sugerujacym,
     ze jej jedyna piesc odcisnela pietno na niejednej twarzy.

     Agis: To Erike, osoba ktora pilnuje glownych drzwi.

     Strazniczka Szkoly chyba  domysla sie, co mysle o jej kalectwie - czy
     tez tak  naprawde jego braku, gdyz okazuje rozbawienie, gdy wita mnie
     i zwieza sie z rozbawieniem:

     Erike: Kiedys  jakis rycerzyk z zachodu sie  do mnie umizgiwal... Jak
            uslyszalam  jego  bretonski  akcent,  to po prostu  nie moglam
            przestac sie smiac.

     Tymczasem ogladam  strozowke - skromna, praktyczna i kameralna. I jak
     przystalo na miejsce pracy strazy, wyposazona w solidne ciezkie kosci
     do gry - takie jakimi mozna rowniez wybic niejeden zab.

     Czempion podchwytuje moj wzrok.

     Agis: Partyjke?

      Ala: A pewnie!

     Agis: Rzucajcie pierwsza.

     Biore  trzy drewniane ciezkie kostki w dlon, potrzasam  energicznie i
     rzucam!  Przez chwile  turlaja sie  one po stole, by  w koncu wskazac
     wyniki: 6, 3 i 5.

     Agis (mruzac oczy): Niezle.

     Po  czym  bierze  trzy  drewniane  ciezkie  kostki  w dlon,  potrzasa
     energicznie  i rzuca.  Przez  chwile  turlaja sie  one po stole, by w
     koncu wskazac wyniki...

     Czuje jak krew tezeje mi w zylach, a zimny pot perli sie na skroniach.
     Oczyma wyobrazni widze czarny wir oraz zlowieszczo krazace nad Szkola
     kruki. Zamykam oczy  w gescie zgrozy, ale gdy je otwieram nic sie nie
     zmienia: trzy jedynki na kostkach, niczym chichot fortuny, nie da sie
     niestety pomylic  z niczym innym.  Zapada niezreczna cisza, w trakcie
     ktorej  Czempion  obdarza mnie  spojrzeniem  z jakim  chyba  niejeden
     przeciwnik mial sposobnosc zetknac sie tuz przed wiekuista ciemnoscia
     w oczach. Z odretwienia wyrywa mnie gniewne tupniecie.

      Ala: Przepraszam... prosze jeszcze mnie nie wyrzucac za drzwi...

     I tu, na szczescie, Czempion  lagodnieje, a caly swiat na powrot robi
     sie kolorowy, pelen ptakow, slonca, kwiatow i szczescia.

     Agis: Nic sie nie stalo.

     Podazamy dalej po terenie Szkoly, a raczej Czempion  podaza, ja wloke
     sie  natomiast  za nim, szukajac czucia  w sparalizowanych ze strachu
     czlonkach.  Slyszalny  do tej pory  gwar miasta  ustepuje echom walk.
     Mijamy z poczatku puste pomieszczenia oraz korytarz z bronia zdobiaca
     sciany, ktorego  odnoga  prowadzi nas  do pomieszczenia  wypelnionego
     na rozne sposoby  cwiczacymi  pomiedzy kuklami, ale i odpoczywajacymi
     najemnikami. Tuz obok pomieszczenie z pryczami i kuchnia polowa godna
     niejednego wojska  oraz wonia alkoholu  w powietrzu. Ignorowana kiwam
     glowa na powitanie, mijajac jednoczesnie cwiczebne kukly i butelki na
     podlodze oraz gapiac sie na calkiem efektowne cwiczenia.

     Agis: Tu jest sala  treningowa i kwatery  najemnikow, osoby z ktorymi
           mamy przyjazne stosunki moga tu wejsc i odpoczac.

     Wkrotce powracamy  do korytarza, ktory rozdziela sie. Udaje mi sie po
     drodze zerknac do zaciemnionej kotara schludnej sypialni. Jako ze nic
     najwyrazniej nie uchodzi Czempionowi, w tym rowniez moja ciekawosc,
     wiec podchwytuje on moja spojrzenie.

     Agis: Sypialnia  Szkoly,  gdzie  gladiatorzy,  uczniowie i gwardzisci
           zasypiaja i wstaja.

     Tymczasem wychodzimy z budynku.  Ha!  A Szkola to nie jeden budynek -
     na drugim  koncu alejki, posrod debow  i wypielegnowanych  trwanikow,
     widac  kolejny, jak sam  Czempion  wyjasnia,  sluzacy  treningom, tym
     razem czlonkow  samej Szkoly. O malo co nie potykam sie odprowadzajac
     szeroko otwartymi oczyma  poorana, sadzac po uszkodzeniach, miotanymi
     ciezkimi toporami, kukle.

     O malo co  nie wpadam na studnie przy ktorej stoi niepozorny dozorca.
     Obok ciezki nietypowy klucz, do lamania kosci?  A jednak nie, jak sie
     pozniej okaze, do rur. Moj przewodnik usmiecha sie.

     Agis: To  ulubione  miejsce  uczniow.  Sigmund  pilnuje  tu porzadku.
           Wydaje   wiadra    i   miotly.    Powiedzmy,   jest   naszym...
           kwatermistrzem od czystosci.

     Podazamy razem aleja  ku budynkowi z sala cwiczebna. Ledwo wchodzimy,
     a juz slysze z daleka: "Jak dalej bedziesz tak lapami machac, zamiast
     trafic raz a dobrze, to ci wrog chyba ze starosci umrze!"

     Agis: Sala  treningowa  gdzie  mozna  sprawdzic  jakie  poczynilo sie
           postepy...

     Ale ja  ledwo go  slysze,  gdyz  sala ta  jest  wielka, z oddzielonym
     zapleczem, wypelniona kuklami, oprzyrzadowaniem  treningowym, mnogiem
     stojakow, tarcz, makiet i mat, a przede wszystkim mnostwem cwiczacych,
     odzianych  w  barwy  rodu.  Przyrzady,  niektore  nawet  mechaniczne,
     akcesoria, oczywiscie rowniez  instruktorzy, a nawet  lustra i szkice
     na scianach - wszystko jest tu podporzadkowane jednemu celowi - walce,
     czy tez nauce jej.

     Z odretwienia  wyrywa mnie cos  delikatnie  ocierajacego sie o noge -
     zadbana zwinna  czarna kotka  z obrozka ze srebrna  tarcza wyrazajaca
     herb Szkoly. Parskam z zaskoczeniem na widok tej niezwyklej kursantki
     jednoczesnie  spogladajac  z  zaskoczeniem   na  mojego  przewodnika.
     Czempion   Agis   usmiecha  sie   wyrozumiale,  wybaczajac  mi  chyba
     dotychczasowy brak uwagi.

     Agis: To nasza maskotka. Szkolny zwierzak.

      Ala: Przesliczna! I nawet ma obrozke z godlem!

     Tymczasem nasze  zwiedzanie trwa. Opuszczamy gwarne sale treningowe i
     spacerujemy korytarzami.

     Agis: Tam jest jadalnia, ktora zajmuje sie Joanna i Tonn.

      Ala: Co serwuje?

     Agis: Od jajecznicy i sokow po ryby i wodke.

     Choc Czempion  nie wszedzie  mnie wprowadza, to jednak wydaje sie nie
     widziec jak  desperacko,  w redaktorskiej  ciekawosci  zagladam przez
     niektore mijane odrzwia i wzdluz  bocznych korytarzy, dzieki czemu, w
     sasiedztwie  szkolnej  areny, do ktorej sie  kierujemy, udaje  mi sie
     jeszcze  dostrzec  kawalek  lazni. Z rozdziawionymi  ustami  zwiedzam
     imponujaca kolekcje broni, ktorej niektore  rodzaje nie podejrzewalam
     nawet o istnienie, zgromadzona  w zbrojowniach  (tak, tak, wiecej niz
     jedna).  W swym  szoku  o malo co  nie  potykam sie  na  wyszorowanej
     podlodze  i nie wpadam na mownice w sali  apelowej.  W dalszej czesci
     budynku  wita  mnie   czterech  wojownikow.   Na  szczescie  Czempion
     pospiesznie dopelnia formalnosci.

     Agis: Tu sala narad, jak i nasi Kislevitcy Obroncy, ktorzy przyszli z
           Hansem.

     Grzecznie sie  witam, ale zostaje zignorowana - po kislevicku niezbyt
     umiem, a i sama  rozumiem, ze ciezko o wylewnosc, gdy ktos obcy kreci
     sie w sercu Szkoly.

     Kiedy juz sie powoli gubie wsrod  wszystkich korytarzy i pomieszczen,
     wychodzimy   z  powrotem  na  otoczona  debami  alejke,  ku  glownemu
     budynkowi Szkoly.  Poswiecajac czesc swojej skolatanej uwagi notatkom
     jeszcze  potykam sie  o schody, ktore  jak sie  okazuje,  prowadza do
     niskiego, ale rozleglego  pomieszczenia, pelnego regalow wypelnionych
     ksiazkami. Stoliki, krzesla i olejne lampki dopelniaja calosci.

     Agis: I gladiatorska biblioteka.

     Niby szkola to szkola, ale juz mam zapytac, co maja ksiazki  do bicia
     sie, kiedy  przerywa mi w tym  wylaniajaca sie  zza jednego z regalow
     bibliotekarka.

     Agis: Insil zajmuje sie biblioteka, dba o porzadek.

     Insil: Naprawde, moglibyscie cos  ambitniejszego na  tych marginesach
            gryzmolic. Albo chociaz jakas inna czesc ciala dla odmiany.

     No i oczywiscie z tego wszystkiego nie zapytalam! Uswiadomilam to juz
     sobie po tym, gdy po  tej krotkiej wizycie, ale za to calkiem dlugiej
     wycieczce, znalezlismy sie z powrotem w gabinecie Czempiona.

     A tam... ale o tym, to juz na nastepnej stronie!


.  ,_,                      Koniec czesci pierwszej                      ,_,  .
. (o,o)                                                                 (o,o) .
|./)_)                                                                   (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 5

Zatytulowano: Wywiad z Agisem - czesc 2     

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                               Ala przedstawia:                              |
|                                                                             |
|    _ \               |     |              |     /              |            |
|   |   |   _ \  _  /  |  /  | |  _` |   _` |   _ \  \ \  \   /  |  /   _` |  |
|   __ <   (   |   /     <    /  (   |  (   |  (   |  \ \  \ /     <   (   |  |
|  _| \_\ \___/  ___| _|\_\ _|  \__,_| \__,_| \___/    \_/\_/   _|\_\ \__,_|  |
.                                                                             .
.                                                                             .

          czyli cykl wywiadow i nie tylko dla (niekoniecznie) cichych
                           wielbicieli i wielbicielek

                                  (czesc druga)

                                    -=<( )>=-


     To pierwszy moj wywiad z wycieczka w towarzystwie jego bohatera! Choc
     w glowie metlik, a nogi troche bola od calkiem sporych przestrzeni na
     terenie Szkoly, to jednak z radoscia poddalam sie zarowno zwiedzaniu,
     jak i opiece  Czempiona,  z nadzieja na to, ze i wam  podobala sie ta
     wycieczka, przynajmniej na papierze.

     Z drugiej  strony,  z tym  wieksza  ulga  rozsiadlam sie  ponownie na
     eleganckim wygodnym krzesle w gabinecie, gotowa do dalszego notowania
     odpowiedzi na oczekujace Czempiona pytania.

                                    -=<( )>=-

     Agis: Tyle moge Wam pokazac.

     Przyznacie chyba, ze bylo to calkiem skromne z jego strony, zwazywszy
     na fakt, ze niewiele miejsc przeze mnie zostalo nie zwiedzonych.

      Ala: Dziekuje bardzo Czempionowi.  Chcialabym oczywiscie porozmawiac
           dalej o samej Szkole. To, co wydaje sie wyrozniac jej czlonkow,
           to Bractwa. Co to takiego?

     Agis: Do Bractwa  dolaczaja  tylko  elitarni  wojownicy  Szkoly. Sama
           smietanka  i najlepsi  z najlepszych.  Mozna by  to porownac do
           oddzialow w Kompanii. Kazdy z czlonkow  nosi karwasz zabarwiony
           kolorem Bractwa, w jakim sie znajduje.

      Ala: Co decyduje o mozliwosci przyjecia, jakie sa kryteria?

     Agis: To juz zalezy od Szefa Bractwa, oni ustalaja jego polityke.

      Ala: A ile jest Bractw i jakie maja barwy?

     Agis: Ogolnie sa cztery: czerwien, czern, purpura i srebro. Ale tylko
           dwa sa aktywne, ze tak to ujme.

      Ala: Czy Bractwo  to jedynie honor, czy cos wiecej?  Czy na przyklad
           ich czlonkowie walcza ze soba na arenie o prymat w Szkole?

     Agis: Bractwo  to jedno  z  wiekszych  wyroznien,  na ten  moment nie
           walcza.

      Ala: Czlonkowie Szkoly dzierza rozne tytuly, Mistrza Areny, Weterana,
           ale  wydaje mi sie,  ze sa tez tytuly  niepochlebne, potwierdzi
           Czempion?

     Agis (mrugnawszy okiem):  Sa, ale te  tytuly  zostawimy  dla  Szkoly,
           wolalbym ich nie uzywac za mojej kadencji.

      Ala: Od czego zaleza zatem te pochlebne, rozumiem, ze "Mistrz Areny"
           to ktos, kto pokona poprzedniego Mistrza? Sa inne tytuly?

     Agis: "Slawa Areny", reszte  zdobywa sie  poprzez  walki  na arenie z
           potworami,  zaliczajac egzaminy  gladiatorskie. Wszystko zalezy
           od stazu  w Szkole, od zdanych egzaminow oraz tego czy jest sie
           gladiatorem, czy  gwardzista.  Jest  Dowodca  Gwardii, zastepca
           Czempiona,  Zwiadowca,  Nadzorca  o ktorym  rozmawialismy  oraz
           Zbrojmistrz, ktory zajmuje sie magazynem i segregacja sprzetu.

      Ala: No i juz prawie  na koniec  tematu Szkoly, jak na chwile obecna
           przedstawiaja sie relacje z innymi stowarzyszeniami? Sama, choc
           nie biore udzialu  w zyciu politycznym, wiem, ze Szkola udziela
           sie na frontach swiata.

     Agis: Walczymy z Korsarzami,  Ogrza Kompania  i Mutantami Chaosu, nic
           sie  w tej kwesti  nie zmienilo.  A najlepsze  stosunki  mamy z
           Krasnoludami  z Gor Kranca Swiata,  Kompania Gryfa oraz Zakonem
           Sigmara.

      Ala: Dziekuje Czempionowi, wrocmy teraz do samego Czempiona, w koncu
           w tym  wywiadzie  chodzi  przede  wszystkim  o to, by poznac go
           osobiscie...   zaczelabym   od  tego,   ze  taki   Czempion  to
           rzeczywiscie ma sporo  na glowie.  Jest jakas recepta Czempiona
           na zagospodarowanie czasu, pogodzenie wszystkich powinnosci?

     Agis: Trzeba wszystko rozplanowac , czas na trening, czas na rozmowy.
           Zreszta  staram sie  rowniez  duzo  wstawac,  co ulatwia  takie
           rzeczy.

      Ala: A teraz, znienacka  zapytam, bo niezmiennie obecna  w wywiadach
           jest  kwestia sercowa, a trudno  oczekiwac, ze  Czempion nie ma
           wielbicielek, jak to jest u Czempiona Agisa? Jest Czempion moze
           wolny?

     Agis spoglada na mnie.

     Agis: Zainteresowana?

      Ala: Na pewno stanelabym w kolej... aaa... - dodaje smetnie, bo glos
           wieznie mi  w gardle na widok  snieznobialej lsniacej obraczki,
           ktora Czempion mi pokazuje.

     Agis: Moje serce jest zajete.

      Ala: No cos takiego!  W takim razie pozdrawiamy Pania Czempiona... i
           zazdroscimy! 

     Agis kiwa glowa powoli.

      Ala: A czy Czempion Agis i po prostu Agis jakos sie od siebie roznia?
           Jaki Czempion jest prywatnie?

     Agis: Kazdy ma gorsze i zle dni, staram sie nie zmieniac jako Czempion
           i jako Agis.  Nie bylo  by to  w porzadku do spraw  prywatnych i
           szkolnych. Zreszta po co udawac?

      Ala: To teraz najwieksze  sukcesy i najwieksze porazki, ale tym razem
           niekoniecznie szkolne.

     Agis: Najwiekszym sukcesem jest sam Czempionat. A co do porazek... nie
           mam owych.

     I tu Agis rozciaga usta  w usmiechu, ktory  za sprawa  znajdujacej sie
     na policzku podluznej blizny wyglada dosc niepokojaco.

      Ala: Najwieksze wartosci Czempiona i dlaczego?

     Agis (smiejac sie): To teraz dalas.

     Ale juz po chwili rozlega sie czempionowe hmmmm... po czym:

     Agis: Determinacja  i dazenie  do celu.  Jak mam komus ufac, kiedy ta
           osoba  stoi  w miejscu i nic  z soba  nie robi, trzeba  stawiac
           chociazby male cele, i dazyc do nich.

      Ala: Osobisty idol Czempiona i dlaczego?

     Agis: Hmmmm... mam dwoch.  Na pewno pierwszym jest Cadael, jestem pod
           wrazeniem tego jak prowdzil druzyne oraz jak dobrze radzi sobie
           z polityka.  Drugi to Throg, mimo iz go  nie znalem, jego czyny
           doszly do  moich uszu, i chcialbym,  by Szkola znow  przezywala
           swoje zlote czasy.

      Ala: Co  dzis   Czempion  radzilby  sobie  samemu  z  przeszlosci  i
           przyszlosci?

     Agis: Niczego, gdyby nie to jaki bylem kiedys nie doszedlbym tu gdzie
           jestem teraz.

      Ala: Teraz, chociaz  juz troche  to napoczelismy, to jednak chcialam
           formalnie  zapowiedziec  tradycyjna  juz serie  takich szybkich
           pytan, towarzyszaca kazdemu wywiadowi. Jest Czempion gotowy?

     Agis: Bardziej nie bede.

      Ala: Wartosci do jakich Czempion dazy, albo powinien dazyc?

     Agis: Sprawiedliwosc i bycie stanowczym.

      Ala: Hobby Czempiona?

     Agis (mruzac oczy): Zabijanie potworow.

     Czempion zanosi sie radosnym smiechem, po czym wyjasnia:

     Agis: Kocham walczyc, wiec to tez moje hobby.

      Ala (nieustepliwie):  Ale taki  ulubiony sposob  na spedzenie  czasu
           wolnego, poza walka?

     Agis, ktory  z poczatku zdawal sie chciec cos powiedziec, ostatecznie
     wyglada, jakby sie rozmyslil.

     Agis: Dawno  nie mialem  czegos  takiego... Chyba leze i wypoczywam w
           saunie Szkolnej.

      Ala: Motto Czempiona, zyciowa maksyma?

     Agis: "Powoli do przodu."

      Ala: Prosze dokonczyc zdanie: "Udana impreza to taka...

     Agis: ...gdzie nikt nic nie pamieta."

      Ala: "Gdybym nie byl Gladiatorem, bylbym...

     Agis (w zadumie): Kim bym  mogl byc...  niech bedzie, ze straznikiem,
           nie widze sie w innej roli... (nagle) O! Poszukiwaczem przygod!

      Ala: "Najbardziej boje sie...

     Agis: ...samotnosci."

      Ala: "Nigdy w zyciu nie zrobilbym...

     Agis: ...nie postawilbym na elfa na arenie."

      Ala: "Arena to dla mnie...

     Agis: ...zycie."

      Ala: "Ilekroc jestem w Auli Slaw, wsrod moich poprzednikow...

     Agis (puszczajac mi oczko): ...czekam az zobacze tam siebie."

      Ala: Gdyby  mial   Czempion  byc   jakas  bronia,   badz  elementem
           opancerzenia, to co by to bylo?

     Agis: Miecz.

      Ala: A czemu?

     Agis: Lubie dobrze wykonane miecze.

      Ala: Ulubione jadlo, ulubiony napitek?

     Agis: Wodka i pieczen z dzika.

      Ala: Ulubiony przeciwnik, zarowno na arenie, jak i poza nia?

     Agis: Brak. Wszyscy sa moimi ulubionymi.

      Ala: W takim razie za co ceni  Czempion przeciwnikow, czego od nich
           oczekuje, na przyklad na arenie?

     Agis: Za sama wejscie na nia, trzeba duzo, ze tak to nazwe, jaj miec
           by stanac na niej.

      Ala: Pojedynek na arenie - zawsze wyzwanie czy zawsze rutyna?

     Agis: Zawsze wyzwanie.

      Ala: Wzor na polu walki - obojetnie, czy ze Szkoly, czy spoza?

     Agis: Obojetne.

      Ala: Nie ma Czempion kogos ulubionego, rozumiem?

     Agis (ze smiechem): Nie mam.

      Ala: Czy i jak mozna sobie zasluzyc w Szkole, zeby z Czempionem byc
           na Ty? Ewentualnie - a co mi tam - takze poza Szkola?

     Agis: Na pewno  jakis  blizszy  kontakt, ta osoba  sama  poczuje, ze
           pozwalam na to.

      Ala: Ulubione miejsce w swiecie?

     Agis: Szkola w Nuln!

      Ala: A teraz mam  dla Czempiona zaskakujace pytanie, bo wiedzialam,
           ze Czempion  od zawsze  jest zwiazany  ze Starym Swiatem, wiec
           teraz  z  dedykacja  dla mieszkancow  drugiej  strony  oceanu:
           "Najlepsze w Ishtar to..."?

     Agis: Lubie lasy, podobala mi sie Puszcza Shekhal.

      Ala: Ulubione zadanie dla uczniow?

     Agis: Napelnienie kotla buklakiem.

     Oboje naraz, znienacka probujemy  cos powiedziec, w ostatniej chwili
     sie  powstrzymujac.  W koncu  jednak, jakkolwiek  to brzmi, wygrywam
     inicjatywe  z  Czempionem  Szkoly  Walki  i  pytam,  dajac  upust...
     niedowierzaniu? Niezrozumieniu, wlasciwie.

      Ala: Napelnienie kotla buklakiem?

     Agis: To  taka  kara,  napelnienie  kotla  w  ktorym  jest  woda  do
           prysznicow.  Dlugo sie  napelnia ja  wiadrami...  a co dopiero
           buklakiem.

      Ala: Juz  rozumiem!  A takie, z ktorym Czempion jako uczen sam mial
           do czynienia?

     Agis: Kare? Jako uczen? Chyba biegalem w kolo Nuln i to tyle.

      Ala: Jakie Czempion  ma plany co do Szkoly? Czego zyczyc Szkole pod
           Czempiona wodza?

     Agis: Chcialbym, jak mowilem, rozszerzyc jej slawe na wieksza skale,
           jak za Throga, a o wewenetrznych sprawach nie chce rozmawiac.

      Ala: A marzenia osobiste, dla samego Czempiona?

     Agis: Juz spelnily sie,  na ten moment  jednym  z moich  marzen jest
           zbudowac ze Szkoly jeszcze wieksza potege.

      Ala: Co Czempion powiedzialby przyszlym uczniom, ktorzy byc moze sa
           niezdecydowani i sie wahaja nad  wstapieniem do Szkoly? Innymi
           slowy, kilka slow zachety do dolaczenia tutaj...

     Agis: Jesli kochaja walke, chca bronic  mieszkancow  Starego Swiata,
           jak  i tego  za morzem,  niech  nie obawiaja sie  i dolaczaja,
           nauczymy ich wsztkiego, damy dom i zaznaja przygody.

      Ala: No i ostatnie zadanie  dla  Czempiona!  Cos na  zakonczenie od
           siebie - dla wszystkich Czytelnikow Perodicusa. Pozdrowienia i
           niepozdrowienia,   co  tylko   Czempion  chcialby   od  siebie
           przekazac.

     Agis: Przede wszystkim, chcialbym podziekowac Tobie za rozmowe. Oraz
           wszystkim  osobom, ktore  odegraly jakas role  w moim  zyciu i
           drodze do tego miejsca.

      Ala: Strasznie  bylo?  Wieksza  trema  przed  wywiadem,  czy  przed
           pojedynkiem?

     Agis smieje sie.

     Agis: Wywiadem. Mam nadzieje, ze nie wypadlem jakos tragicznie...

     Gdy Czempion  juz mysli, ze ma mnie  z glowy, ja jeszcze  bije sie z
     myslami, az w koncu zamieniam z nim kilka slow, wyjawiajac co siedzi
     mi w myslach.  A byl to  pomysl, bym ja, Redaktorka  Alicia, chociaz
     raz  zmierzyla sie ze  Szkola Walki  Rodu von Raugen - symbolicznie,
     oczywiscie - tak,  zebym  przezyla  i umiala opisac swoje przezycia,
     cieszac sie wszystkimi koscmi niepolamanymi.

     Kiedy Czempion Agis  przestaje sie juz smiac, przychyla sie do mojej
     prosby i ocierajac lzy rozbawienia prowadzi mnie do szkolnej studni.
     Nadzorca  na widok mnie, w sukience, ladnych  bucikach i z wiankiem,
     wydaje sie podzielac rozbawienie  Czempiona, a ja juz nieco za pozno
     sobie  uswiadamiam, ze obaj  panowie  beda  miec  co  opowiadac przy
     niejednym zakrapianym wieczorze.

     Ale slowo sie rzeklo: specjalnie dla Periodicusa przez te pare minut
     wczuje sie  w uczennice Szkoly. Dziarsko  posapujac, odbieram dziwny
     klucz do zaworow oraz  dwa wiadra - moj ekwipunek  na czas wyzwania.
     Ponurym wzrokiem  rozgladam sie, czy ktos przypadkiem  nie obserwuje
     mnie z daleka - i nie chichocze na widok tego co widzi.

     Kiwam  glowa,  w  efekcie  czego  prawie nic  nie widze,  gdy  wlosy
     zaslaniaja  mi oczy, po czym  z rekami  zajetymi trzymaniem  wiader,
     posapujac  podazam  za  -  takie mam wrazenie - chichoczacym w duchu
     Czempionem  na tyly  lazni.  Prawie cala  sciana tu jest  zaslonieta
     skomplikowana  maszyneria, skladajaca sie z mnostwa rur i zaworow, w
     ktorych  nieustannie bulgocze woda.  Jest tez drabina  prowadzaca na
     dach - na szczescie solidna.

     Wyrazajac swa gotowosc udaje, ze podwijam zaczepnie rekawy.

      Ala: Co trzeba robic?

     Agis: Dokrecic zawory.

     I za chwile skromnie:

     Agis: Ja dam rade golymi rekami.

      Ala: Dokrecic? To ja tez umiem!

     Chwytam oburacz zawor i wytezajac wszystkie sily probuje go dokrecic
     - ale gdzie tam! Rownie dobrze moglabym probowac przekrecic ceglowke
     w murze. Mocuje sie, po czesci z zelastwem, po czesci z tym, co moze
     teraz o mnie  pomyslec sobie  Czempion. Moze krece w zla strone? Juz
     po chwili decyduje sie na przerwe, by nieco podyszec oparta o rure.

     Agis (pokrzepiajaco zapewne): Nie jest to ciezkie.

     Pewnie ze nie! Ja nie dam rady?

     Ale juz po chwili po raz kolejny brakuje mi oddechu, skory na twarzy
     nie nabieglej  od wysilku krwia (i moze troszke dumy). Gdzies za mna
     Czempion  stoi  spokojnie,  cierpliwie  znoszac  moje  posapywania i
     ogladajac polelfke na piec roznych sposobow uwieszona na zaworze - w
     niektorych zreszta przypadkach  uwieszona doslownie. Ramiona pulsuja
     od bolu, gdy pocac sie i sapiac daje za wygrana.

      Ala: To za te gre w kosci!

     Agis: Podsuncie sie.

     I tu  Czempion  lapie  oburacz  zawor  i wytezajac  sily  probuje...
     nawet nie probuje, wlasciwie po prostu go dokreca.

      Ala: No nie!

     Agis: Musicie troche sily nabrac.

     W milczeniu,  z ciezkimi wiadrami  w obolalych dloniach pozwalam sie
     wyprowadzic  Czempionowi  z  alei, a chwile  pozniej  takze  z samej
     Szkoly. Spacerujemy  ulicami Nuln, ograniczeni  moim  zmeczeniem, az
     docieramy  do miejskiej  fontanny.  Uswiadamiam sobie, ze  nie nosze
     wiader na darmo i ze za chwile trzeba bedzie  napelnic je woda. Mimo
     wszystko  mam  nadzieje, ze  Czempion  szarmancko  mnie  wyreczy, bo
     przeciez  to tylko  byla  dla  mnie  proba,  dla  Czempiona  to  nie
     pierwszyzna, a w sumie mam przeciez prawo... a gdzie tam!

     Agis: Napelnij wiadra woda z fontanny.

     Rada nie rada, stapam juz  po chwili za Czempionem, z kazdym krokiem
     dajac sie znosic, to w lewo, to w prawo balansujacym  wiadrom, ktore
     trzymam w niezmiennie obolalych dloniach... zachcialo mi sie bawic w
     uczennice...

     Juz niebawem  powracamy na tyly lazni. Z pewnoscia wspominalam wam o
     drabinie.

     Agis: Po drabinie wchodzim.

     Balansujac ostroznie wiadrami, powoli wspinam sie po drabinie... Ha!
     Udalo sie!  Bez watpienia  ewentualny upadek  skutkowalby  nie tylko
     oplakanym  wygladem,  ale  ponowna  ekspada  po kolejny  ciezar  pod
     bacznym  okiem   mojego  dzisiejszego  zwierzchnika.  Skrywajac  lzy
     przyznaje w duchu, ze mam juz dosc zabawy w gladiatorska edukacje.

     Agis: Tu  otwieramy  wieko, i napelniamy kociol z pierwszego wiadra,
           jak i drugiego.

     Pelna  ulga  chwytam  za wieko  i otwieram...  a wlasciwie  mozolnie
     pokonuje opor sprezyny. Zebym nie myslala, ze pojdzie gladko! Wlewam
     Gladiatorom wode do kotla. A niech sie kapia na zdrowie! Kilka chwil
     pozniej jestesmy z powrotem u Nadzorcy. Czempion smieje sie.

     Agis: Niezle. Moze by byla z Ciebie gladiatorka.

      Ala: No nie wiem...

     Z ulga porzucam  wiadra  i wreszcie  mam czas chocby  na poprawienie
     posklejanych od potu wlosow.

     Agis: I takich dwadziescia kursow.

      Ala: Myslalam, ze sie wywroce na tej drabinie? Zdarza sie wywrocic?

     Agis: Zdarza sie rozlac cala wode.

      Ala (slabo): No to wiecej niz dwadziescia!


                                    -=<( )>=-


     Tak sie zakonczyl nie tylko  moj wywiad, ale i dzien bycia Uczennica
     Szkoly  Walki  Domu  Von  Raugen, podkomendna jej  nowego Czempiona,
     Agisa Jaegera.  Ledwo zipie, ale jestem  szczesliwa, ze te wszystkie
     cwiczenia i wojaczki mam juz za soba. A Czempion? Po wszystkich mych
     mekach, gdy juz podziekowalismy sobie wzajemnie za poswiecony czas i
     wywiad, udal sie do Kompanii Gryfa, nie przewidujac wypoczynku przed
     podjeciem swoich obowiazkow. Takiego zwierzchnika warto zyczyc chyba
     kazdemu.

     Jakiego jeszcze?  No wlasnie,  dobre pytanie!  Dlatego tez w czasie,
     kiedy  Czempion  powoli mogl zapominac  o znoszeniu  mojej osoby, ja
     mialam sposobnosc,  poplotkowac, a dokladniej  poprosic o kilka slow
     na jego temat kilku czlonkow Szkoly oraz jej sojusznikow.


                                    -=<( )>=-


        _ \             _)            |      _)        | _)          
        __/ _ \ \ \  \ / |   -_)   _` | _  /  |   -_)  |  |          
       _| \___/  \_/\_/ _| \___| \__,_| ___| _| \___| _| _| _) _) _) 

     --------------------------------------------------------------------

     Pietrov Iwanowicz, Porucznik Oddzialu Semper Fidelis zaprzyjaznionej
     ze Szkola Kompanii Gryfa, przyjaciel Czempiona Agisa:

     Agisa poznalem jeszcze  bedac w oddziale  rekruckim Kompanii  Gryfa.
     Byl on wowczas Dowodca Gwardii.

     Agis od samego poczatku zdawal sie byc dobrym kompanem, przyjaznym a
     zarazem zapalonym w boju i rozsadnym. Pod jego dowdztwem szyk zawsze
     maszeruje sprawnie i bez ociagania.

     Niejednokrotnie bylem z nim na zlych ziemiach walczyc z  kultystami,
     zawsze moglem na nim polegac i wiedzialem ze nigdy nie opusci nikogo
     w boju ni w potrzebie.

     Prywatnie jest on dobrym przyjacielem, z ktorym mozna wypic kielicha
     kislevickiej wodki i  rozmawiac i smiac sie w  gospodzie do  bialego
     rana.

     Mysle ze Szkola wiele zyska w nim jako nowym Czempionie, ja mu  tego
     zycze i oby kierunek, ktory obierze  dla Szkoly Rodu Von Raugen  byl
     wlasciwy.

     --------------------------------------------------------------------

     Pavlov Iwanowicz, Sierzant Oddzialu Semper Fidelis zaprzyjaznionej
     ze Szkola Kompanii Gryfa, przyjaciel Czempiona Agisa:

     Zacny z niego druh w boju, a i rozsadku mu nie brakuje. Kompania jak
     i Szkola zyja dosc blisko i lacza ich mocniejsze wiezi niz kontrakt.
     Jak Kislevita Kislevicie zawsze potrafilismy sie dogadac, pogadac, a
     i wytknac wlasne bledy.

     W boju  zawsze dal sie poznac jako rozwany taktyk - niech przykladem
     bedzie wieloktorne starcia z ogrami, ktore jak  wiemy nie sa uczciwe
     - i wolal sie wycofac mimo  sprzeciwu innych  wojownikow, co nie raz
     oszczedzilo nam ofiar we wlasnych szeregach.

     Zawsze rowniez zgadzalismy sie co do najwiekszej bolaczki sojuszu -
     podzialu magicznych artefaktow znalezionych w swiecie. Niewielu jest
     takich jak Agis ktory potrafi spojrzec rozsadnie i uczciwie na pewne
     sprawy anizeli kierowac sie wlasnymi korzysciami.

     --------------------------------------------------------------------

     Kvark, czlonek Szkoly Walki Rodu van Raugen,
     jeden z podkomendnych Czempiona Agisa:

     Czempion Agis jest osoba  zdecydowana, otwarta i zywiolowa. Jest tez
     bardzo  bezposredni. Jest wyksztalcony.  Czesto uzywa  slow, ktorych
     nie rozumiem - szczegolnie gdy sie zlosci.

     Bardziej  przypomina  gladiatora  niz gwardzistow, ktorzy  winni byc
     wstrzemiezliwi.  Cieszy sie  powodzeniem  u kobiet. Podobno  za jego
     przyczyna do Szkoly ciagna cale tlumy kandydatek.

     --------------------------------------------------------------------

     Lualyn, czlonkini Szkoly Walki Rodu von Raugen,
     jedna z podkomendnych Czempiona Agisa:

     Czempiona poznalam,  gdy sama czynilam  starania by  zdobyc zaufanie
     wlodarzy Szkoly. Byl wowczas Dowodca i zalezalo mu na tym - podobnie
     jak Nadzorczyni - zeby kandydaci jak najlepiej  byli przygotowani na
     to, co ich czeka po wlaczeniu w poczet rekrutow. Nie jestem w stanie
     nawet opisac, jak wiele mnie nauczyl.

     Nie boi sie wyzwan.  Dal sie  poznac  jako osoba, ktora  bez wahania
     rusza w niezwykle niebezpieczne miejsca. Ich nazw tu nie zdradze, bo
     same w sobie wsrod wielu budza uzasadniony lek. 

     Rowniez jako  lider  Bractwa Czerwonych  byl  przywodca,  ktorego po
     prostu sie  szanuje. Nie wywyzsza sie,  jest jednym  z nas, ale  nie
     zadziera  nosa,  chociaz   ma  autorytet.   Przychodzi  to  zupelnie
     naturalnie. Sadze, ze wlasnie o to w tym wszystkim chodzi. 

     Przygod i anegdot z udzialem Czempiona moglabym przytoczyc bez liku,
     ale niech to zostanie moja slodka tajemnica.

     --------------------------------------------------------------------

     I  to  juz  wszystko  o  nowowybranym   zwierzchniku  Szkoly  Walki,
     Czempionie  Agisie  Jaegerze.  Obolalymi rekoma  zegnam sie  z wami,
     obiecujac sobie  na przyszlosc nie udawac, ze w czymkolwiek moglabym
     mu dorownac.

     Moge za to obiecac wam, ze juz niedlugo kolejny wywiad! Tak wiec, do
     przeczytania! Pa!

.  ,_,                                             ___,  |)  _           ,_,  .
. (o,o)                                           (-/_|  /  '_|         (o,o) .
|./)_)                                           ._/  |_/|_/(_|_,        (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 6
Zatytulowano: Zagadki Tileanskie            

o-----------------------------------------------------------------------------o
|   (ooo)                                                                     |
|    (o`\`\                    O=======================================O      |
|      \\:..\       _          |                                       |      |
|        \/_./: __/^O/)        |  Z A G A D K I   T I L E A N S K I E  |      |
|           \/.888./:/         |                                       |      |
.            |8`./.:/          |                                       |      .
.          (^o://  \`          O=======================================O      .
          (O+//^^^\`\`\                                                       
           \O/     \`- \              
                     \-`\`     
                       `\`\     
                         \\\\    
                           `\`\   
                             \\\\ 
                               `\\    
                                 `\    
      
     ZAGADKI Z POPRZEDNICH NUMEROW


     Rozwiazanie zagadki sprzed dwoch numerow jest proste, jesli skorzysta
     sie z nastepujacych podpowiedzi:  dziewczynka na  rozstajnych drogach
     ma (czy tez miala za zycia) jasne wlosy, ogrzyca na stanowisku urzed-
     niczym rezyduje na Wyspie Utraconych, a odpowiednia fontanna ozdobio-
     na jest nimfami,  natomiast drzewo (z gniazdem na szczycie)  znajduje
     sie w Gelibolu.  Lista nagrodzonych  nie zmienila sie od poprzedniego
     numeru pisma.
     
     Zagadka z poprzedniego numeru doczekala sie kilku rozwiazan: pelnego,
     opisanego ponizej,  oraz czesciowych,  z ktorych najlepsze pozwala na 
     uratowanie, zaokraglajac lekko (*), srednio 18 skazancow. 
     Nagrodzeni to:     
     
               * Villard  (glowna nagroda: 10 mithrylowych monet)
               * Beithir  (najwczesniej nadeslane czesciowe rozwiazanie: 
                           5 mithrylowych monet)
               * Dokhaz   (kolejne pelne rozwiazanie: 2 mithrylowe monety)
                    
                       (*) Jesli jestescie ciekawi,  na czym polega lekkie
                           zaokraglanie skazancow, zapytajcie najblizszego
                           kata.
                        
     Sponsorami nagrod w tej edycji konkursu sa:
       - Cyzel von Habenix,  Radny  Cechu Kupcow Novigradu,  ktory rowniez 
         rozwiazal zagadke i pozostajac pod jej urokiem  postanowil zostac 
         mecenasem sztuki zadawania i odgadywania zagadek logicznych,
       - Mieszkancy Zajazdu 'Bialy Kiel'.
                           
     Najlepsze  rozwiazanie ratuje 19 i pol skazanca, czego nie da sie juz
     poprawic. Polega ono na nastepujacych krokach:
      - uczymy towarzyszy niedoli,  co to jest  liczba  parzysta (najtrud-
        niejszy etap rozwiazania),
      - wybieramy ochotnika, ktory sprawnie liczy i gotow jest zaryzykowac
        glowe,
      - ochotnik  wychodzi jako piewszy,  liczy czarne szarfy i przekazuje
        innym  informacje o tym,  czy czarnych  szarf widzi  parzysta, czy
        nieparzysta liczbe - przez zalozenie plaszcza  w umowionym kolorze
        (na przyklad: czarny plaszcz - parzysta liczba czarnych szarf),
      - kazdy kolejny, widzac ile zostalo czarnych szarf i pamietajac, ile
        czarnych  szarf zostalo  juz wczesniej wywieszonych, jest w stanie 
        w sposob pewny stwierdzic, jaki jest jego kolor. Na przyklad jesli
        drugi wychodzacy widzial, ze pierwszy zalozyl czarny plaszcz, czy-
        li czarnych szarf  byla parzysta liczba,  a sam teraz widzi niepa-
        rzysta, to znaczy ze jego wlasna szarfa byla czarna.
     Rozwiazanie pozostawia tylko pierwszego wieznia w rekach losu. Pozos-
     tali  moga sie uratowac,  jesli umieja liczyc.  A jesli nie, to i tak 
     ewentualny blad naraza tylko tego, ktory sie pomylil.
     
     Dzisiejsze  zadanie dzielnego agenta  bedzie  znow wymagalo nie tylko
     umiejetnosci  logicznego myslenia,  ale tez pewnej podstawowej wiedzy
     o swiecie. Mam nadzieje na szeroki odzew - nagrody czekaja!
     Rozwiazania zagadki prosimy nadsylac na adres autora (Chivasso).
          
                               ----==== O ====----   
     
       Averlandczyk wolnym krokiem wyszedl z kawiarni Elefant na niewielka
     uliczke na tylach nulnijskiej swiatyni Vereny. Szedl na zachod wzdluz
     murow miejskich, podziwiajac bogate, schnace w porannym sloncu fasady
     solidnych mieszczanskich kamienic.  Wkrotce w gestniejacym tlumie wy-
     patrzyl niska kobiete z koszykiem kwiatow.
       - A wczoraj to podobno jakiegos ksiecia zabili w dokach. -  rzucila 
     w przestrzen nieco znudzonym glosem, nie patrzac na wedrowca.
       - W Rinde  najlepsze kasztany sa na Krotkiej. - odzew  mial jeszcze
     mniej sensu. Musi powaznie  porozmawiac z kims w Miragliano, zeby wy-
     myslili lepsze hasla. W koncu ktos sprawdzi, ktorego ksiecia brakuje, 
     nie jest ich tak duzo.
       Przekupka wsunela mu w reke cos, co wygladalo jak reklama kwiaciar-
     ni i zniknela w tlumie.  Averlandczyk bez trudu  zauwazyl wplecione w
     motywy roslinne przypadkowe stylizowane litery,  zapewne pisane kodem
     zielonym.  Schowal  niedbale kartke  do kieszeni  i udal sie srodkiem
     ulicy  ku  plackarni  mistrza Hafasa, zrecznie  unikajac wylewanych z
     okien  zawartosci nocnikow.  Nuln bylo miastem nowoczesnym i czystym,
     strumien  sciekow  szybko splywal  rynsztokami ku kratkom podziemnych
     kanalow.
     
       "Podejrzana grupa czterech podroznych pod  przewodnictwem kudlatego
     ogra  zwanego Rudym,  ostatnio  widzana  na drodze z  Gor Czarnych do
     Krainy Zgromadzenia.  Ustalic  tozsamosc,  rysopisy,  uzbrojenie, cel
     podrozy. Zachowac dyskrecje."
     
       Godzine pozniej Averlandczyk podziwial z okna dylizansu surowe pie-
     kno dzikich lasow w wiosennej szacie,  palac fajke i obmyslajac stra-
     tegie. Nie mial nic przeciwko wycieczce do Krainy Zgromadzenia i uzu-
     pelnieniu zapasow ziela fajkowego,  poza tym mial tam  -  jak w wielu
     innych miejscach - zaufanego pomocnika.  Przy odrobinie szczescia uda
     sie od niego duzo dowiedziec,  a reszte sprobuje dyskretnie wyciagnac
     z miejscowych, na przyklad metoda 'na oberznietego florena'. Oby tyl-
     ko podejrzana  gromadka zechciala  posilic sie  lub przenocowac  'Pod
     Wrzesniowym Piwem'...
       
       - Tak, byli - zapewnil Hal, nieco lobuzerski kuchcik w bialym czep-
     ku,  gdy szpieg  dotarl do zajazdu  i rozpoczal  dyskretne  sledztwo. 
     Po chwili, podrzucajac w dloniach otrzymanego florena, chlopak dodal:
       - Bedziecie zadowoleni, panie. Bylo ich czterech,  siedzieli blisko
     kuchni. Nie widzalem ich, ale mowili duzo! - usmiechnal sie triumfal-
     nie, dumny ze swego sprytu.
       - A jak wygladali?
       - Nie  wychodzilem  z kuchni  - halfling posmutnial nieco -  ale na
     pewno byl ogr i krasnolud.  Mowili,  ze udalo im sie zdobyc sporo ka-
     mieni, na pewno drogich. "Kto pojdzie sprzedac?" "Jak zawsze Zerkus",
     to chyba powiedzial ogr. Cieszyli sie,  ze beda mieli sie za co szko-
     lic, rano wybierali sie w dalsza droge,  kazdy do innego nauczyciela.
     "Jak dalej jedziemy?" "Tak, jak jesienia" - powiedzial inny. I dodal,
     ze ostatnio dobrze im idzie zarabianie na szkolenia.
       - Szkolenia, powiadasz? A w jakich zawodach?
       - Nie mowili,  ale za to wiem,  co zamierzaja dalej!  -  chlopak az
     poczerwienial z dumy -  Ktorys powiedzial:  "Potem wiecie,  gdzie sie
     wybierzemy? Do Bretonii! Nie bylismy tam cale lata." Inni potwierdzi-
     li, a krasnolud dodal, ze on jeszcze nigdy tam nie byl.
       - Co jeszcze mowili? Kazdy szczegol moze miec znaczenie.
       - Rozmawiali troche  o broniach.  To krasnolud:  "Mlotow nie lubie.
     Polowa rodziny to kowale,  obrzydly mi mloty.  A tam u was w Drakwal-
     dzie to wszyscy sztyletami walczyli?".  Potem ktos zauwazyl, ze kazdy 
     i tak walczy tym, czego uczy nauczyciel. A inny zaprotestowal, ze je-
     mu wszystko jedno. Potem ogr zamowil wiecej piwa i zawolal "Ug, Zloty 
     Pstrag... Zawsze sie tam zatrzymuje, maja najlepsze..." (nie uslysza-
     lem, co takiego) "Jutro tez tam bede nocowal.". "A ja to lubie placki 
     w Nuln." Potem rozmawiali nieco ciszej,  ale uslyszalem  "...niestety
     je tylko owoce", "A ja kupuje rybki. Jak sie dostane na jakis poklad, 
     bede sam lowil".
       - A co jedli? Owoce?
       - Nie, normalnie... Zupe, nalesniki, duzo piwa. Mieli troche swojej
     dziczyzny. Krasnolud mowil, ze nie lubi wody, inny rzucil "Dobrze, ze 
     nie musimy plywac na nauki  za ocean.  Chociaz mi by to nie przeszka-
     dzalo." "Rudy, co zrobimy z ptakami?" "Na stodole widzialem golebnik.
     Wyslemy kogos."
       Averlandczyk notowal w myslach kazdy szczegol.  Brakowalo mu troche
     wygladu podejrzanych.
       - Kto mogl ich widziec? Poslali kogos do golebnika?
       - A nie wiem,  nie wychodzilem z kuchni... Ale rano narobili troche
     zamieszania, spieszyli sie na przystan. Slyszalem  - kuchcik zamyslil
     sie na chwile - "Sulili, gdzie jatagan lysego?"  "Warad, pospiesz sie 
     z tym plecakiem!" "Pozniej zajmiesz sie plaszczem" "Kto wzial olej?".
       - I co?
       - I wyszli - halfling usmiechnal sie szeroko, zadowolony z siebie.

       Chcac nie chcac, Averlandczyk ruszyl z zajazdu rozpytac sie po oko-
     licy. Zaczal od biura szeryfa.
       - Znajomy ze Strazy Krain prosil, zeby sie rozpytac o bande zbojow.
     Nie przechodzili tedy? Paru ciezkozbrojnych krasnoludow.
       - Nie, byla tylko jakas czworka podroznych. Jeden taki zwalisty, z 
     szydlem.  Akurat karmil czyms kruka.  Drugi to chyba z naszych, taki 
     jasnowlosy. Innym sie nie przygladalem, nie wygladali groznie.
       W  sklepie  Johana Kornwalza trzeba bylo uzyc podstepu, zeby cokol-
     wiek powiedzial:
       - Spotkalem takich czterech na szlaku, sprzedalem im gorzalke,  za-
     placili oberznietymi monetami! Co za czasy... A do pana nie zagladali
     przypadkiem?
       - Byl wczoraj jeden, wysoki elf.  Ale nie zostawil gotowki -  twarz
     sympatycznego halflinga spochmurniala - Zostawil kamienie. Duze sztu-
     ki... - mina sklepikarza upewnila wedrowca, ze elf okazal sie trudnym
     negocjatorem.
       Czas sprawdzic kowala.  W koncu powinni cos zrobic z bronia po pod-
     rozy, kamienie szlachetne rzadko da sie zdobyc bez uzycia przemocy.
       - Przyslali jednego,  kulawego.  Nie, nie placil zlotem,  przyniosl
     tylko pomocnikowi temblak,  uprzaz i duza pochwe do czyszcenia.  Nie,
     nie tylko swoje, paski mialy rozna dlugosc...   ale cos pan taki cie-
     kawy? - kowal nie byl  w nastroju  do rozmow.  Machnal tylko reka, ze 
     pomocnik jest gdzies w stajni, przed ktora stali.
       - Tak, czyscilem. Jak wygladal ten kulawy?  Nie wiem, byl zawiniety
     plaszczem...  Nie ogr, poznalbym. A, jeszcze przyniosl ptaki na prze-
     chowanie w golebniku. Kruk, golab, trzeci taki kolorowy, chyba nazywa
     sie  papuga.  Czwarty...  z twarzy jak papuga, ale jakis taki czarno-
     bialy. Nie widzialem wczesniej takiego.
       Jeszcze warto znalezc kogos,  kto widzial rano ich wymarsz.  Wedro-
     wiec wiedzial juz duzo, mogl wiec zaryzykowac zgadywanie:
       - Drogi panie,  nie widzial pan wczoraj mojego znajomego elfa? Mial
     wyplynac rano. - zapytal pasterza na lakach przy przystani.
       - Widzialem paru takich. Zegnali sie na  rozstajach, dwoch przyszlo 
     na pomost z bagazami.  Wybierali sie do Kreutzhofen. Nie wiem, czy to 
     byl elf. Jeden ciemnowlosy,  drugi wesoly, z malym toporkiem. A w ba-
     gazu skrzeczalo jakies zwierze, calkiem ludzkim glosem!
       - Jak skrzeczalo?
       - Jakos tak piskliwie: "Nie spac, wspierrrac!"
       
       Averlandczyk  nie wrocil juz  za zywoplot Krainy Zgromadzenia.  Nie
     chcial  wchodzic w oczy coraz bardziej  podejrzliwym mieszkancom, a z 
     drugiej strony mial juz wystarczajaco duzo informacji. Ruszyl ku Nuln
     imperialnym traktem, ukladajac w myslach raport dla Dozy.  Moglby sie
     na podejrzana gromadke  - Doza jeden wie, dlaczego podejrzana - zasa-
     dzic  w Bretonii,  ale to juz zadanie dla innych.  On nie zamierza do 
     Bretonii wracac,  nim nie ucichnie sprawa  sprzed paru  miesiecy: gdy
     przy pewnej dozie szczescia uwolnil z wiezienia wszystkich towarzyszy
     niedoli, jedni obwolali go bohaterem, inni - a zwlaszcza Savinien Mo-
     reau - uznali za czarownika. Ale misje wypelnil, a teraz wlasnie kon-
     czy nastepna, jeszcze tylko spisze wyniki.
       A potem napisze drugi raport, dla Centrali.
            
       
                               ----==== O ====----   
                               
                                     KONKURS
                                     
     Rozwiazanie zagadki powinno zawierac  imie i standardowy rysopis kaz-
     dej z czterech osob (dwa okreslenia i rasa,  przy czym dla ulatwienia
     jedno z okreslen zawsze odnosi sie do owlosienia), a takze jej zawod,
     klase podstawowej broni i gatunek zwierzecia pocztowego.  Rozwiazania
     niepelne tez maja szanse na nagrody!

.  ,_,                                                                   ,_,  .
. (o,o)                     Zagadki przygotowal                         (o,o) .
|./)_)                Giacomo Boccanegra di Chivasso                     (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 7
Zatytulowano: Ankieta lingwistyczna - wyniki

o-----------------------------------------------------------------------------o
|          A  R  T  Y  K  U  L     S  P  O  N  S  O  R  O  W  A  N  Y         |
|                                ______ ______                                |
|                              _/      Y      \_                              |
|                             // ~~ ~~ | ~~ ~  \\                             |
|                            // ~ ~ ~~ | ~~~ ~~ \\                            |
|                           //________.|.________\\                           |
.                          `----------`-'----------'                          .
.                                                                   _         .
              /.\           '||             ||                     //          
             // \\           ||    ''       ||              +-----//
            //...\\  `||''|, || //`||.|''|''||'' '''|.      |\\  //
           //     \\  ||  || ||<<  ||||..|| ||  .|''||      | \\//|
         .//       \\.||  ||.|| \\.||`|...  `|..`|..||.     +--\/-+


      '||`                               ||                              
       || ''                     ''      ||                              
       || ||`||''|,.|''|'\\    //||('''''||''||  ||.|'''''`||''|, '''|.  
       || || ||  ||||  || \\/\// || `'') ||  `|..||||   // ||  ||.|''||  
      .||.||.||  ||`|..||  \/\/ .||`...' `|..'   ||`|../...||  ||`|..||. 
                       ||                     ,  |'                      
                    `..|'                      ''                        

                              --= W Y N I K I =--



       Kiedy po orzezwiajacym, przesyconym technika strumienia swiadomosci
     sprawozdaniu z  kulinarnego swieta wydawalo  sie, ze  nie sposob  juz
     pojsc dalej,  redakcja Periodicusa  pokusila sie  o jeszcze  bardziej
     odwazny  krok.  W  osmym  ksiezycu   gnomiego  roku  2019,  po  kilku
     miesiacach  mozolnej interrogacji  napotkanych  podroznych, Nahaan  i
     Alicia skompletowali  wypowiedzi kazdego,  kto mial  ochote podzielic
     sie swoim zdaniem na temat nauki jezykow. Tym samym udalo sie powolac
     do zycia rodzaj zbiorowej jazni,  przemawiajacej jednoczesnie glosami
     ludzi i  nieludzi, klocacej sie  sama z soba o  slusznosc podsuwanych
     jej pod nos zalozen.

       Zbiorowa jazn to  oczywiscie tylko jedna z mozliwych  interpretacji
     ankiety - zjawiska,  z ktorym spotykamy  sie moze nie na codzien, ale
     od  swieta  juz  jak  najbardziej. Nielatwo  byloby  przypisac  miano
     zbiorowej  jazni  ankiecie  dotyczacej wyzszosci gontu  nad strzecha,
     czy  tez   umiejscowienia   miedzy  sasiadami  na   mojej   idealnej,
     wyimaginowanej mapie politycznej.  Tym razem mamy jednak do czynienia
     z  czyms  duzo  bardziej   uniwersalnym,  jako   ze  ankieta   dotyka
     podskornej  tesknoty  za  jednorodnym  swiatem, w  ktorym kazdy  mogl
     porozumiewac sie z bliznimi tym samym jezykiem.
       Oczywiscie  odpowiedzi byly  roznorodne.  Pytania zostaly ulozone w
     taki sposob, by  pobudzic do refleksji  na roznych  plaszczyznach: po
     pytaniu  o to, dlaczego uczymy  sie nauki jezykow (na ktore odpowiedz
     moze  byc   przepastna  i  ujeta   z  wielu  perspektyw),   zostajemy
     sprowadzeni  na ziemie pytaniem  o wysokosc oplat za nauki.  Zbiorowa
     jazn robi  sie  tym  bardziej  wiarygodna, im  latwiej nam  wychwycic
     slome  wymykajaca  sie  z  cholewek  jej  butow, nawet  jesli  te  sa
     zamaskowane brzegami najprzedniejszego bisiorowego kontusza.
       Ankieta  tetni  pulsem mysli  ankietowanych.  Mimo,  ze  nigdy  nie
     bedziemy jednym  organizmem,  porozumiewajacym sie jednym  narzeczem,
     mozemy  sie  zblizyc  do  tego  stanu  poprzez  doskonalenie   swojej
     znajomosci  jezykow.  Ale czy  mamy  na to ochote?  Zanurzenie sie na
     moment w tym strumieniu jazni moze pomoc rozwiac watpliwosci.
     
                                  --= :: =--
     
       Przejdzmy  zatem do  konkretow. Z  zebranych  odpowiedzi  widac  na
     poczatku ciekawy trend jesli chodzi  o samych ankietowanych. Bardziej
     skore do  udzielania odpowiedzi byly  kobiety, stanowiace prawie trzy
     cwierci  (dokladnie 74%)  ze wszystkich  34 osob, ktorych  odpowiedzi
     pozyskalismy.  Ufamy ze w przyszlych  ankietach panowie wespra  nas z
     taka sama werwa. Niemniej za  wszystkie odpowiedzi, tak udzielane nam
     osobiscie, jak i listownie, dziekujemy wam wszystkim.
       Rasowy przedzial przedstawil sie nam nastepujaco:
     - 7 przedstawicieli rasy ludzkiej (21%),
     - 11 elfiej (32%),
     - 6 polelfiej (18%),
     - 6 gnomiej (18%),
     - 3 krasnoludow (9%),
     - 1 halfling (3%).
       W ogolnosci,  po caloksztalcie odpowiedzi  patrzac,  14 osob  (41%)
     przyznalo ze  obecnie uczy sie jezykow  obcych, w czym mamy kobiety w
     liczbie 9, mezczyzn w liczbie 5. Pozostale 20 osob (59%) oznajmilo ze
     nauk aktualnie nie pobiera, w czym bylo pan 16, panow 4.
       Wsrod osob, ktore odpowiedzialy  ze nauki pobieraja  czy pobieraly,
     szescioro, w tym cztery panie,  wskazaly ze dazyly do satysfakcji lub
     podniesienia wlasnej wartosci. Piecioro, w czym dwoch panow, wskazalo
     jako powod szacunek do rasy lub kraju. Dwie panie wskazaly swoj czasu
     nadmiar,  czy  tez nadmiar  waluty, jako powod.  Finalnie  jeden  pan
     wskazal "inny powod niz powyzsze".
       Patrzac na  tych,  ktorzy wskazali ze  jezykow sie nie ucza, raptem
     trzech pan nie interesuje znajomosc  zadnego jezyka. Piec pan  rzeklo
     iz zna juz  te jezyki,  ktorych potrzebe  mialo poznac. Jedna  pani i
     jeden pan  odpowiedzieli ze chodzi  o brak checi po  stronie ich  lub
     ich nauczycieli. Jeden mezczyzna i piec kobiet  wskazalo ze ma  nieco
     wazniejsze  wydatki. Inne powody  wskazalo czworo,  dwie panie, dwoch
     panow.
       Z  preferencji  ankietowanych widac tez,  mimo oczywistych  zmian i
     zapomnienia,  jakie polozylo  sie na  naszych umyslach,  trend jednak
     dazacy jest do nauki. Dziesiecioro  sposrod ankietowanych  pragneloby
     znac  wszystkie jezyki,  po  jednej  osobie  wymienilo  ze  chcialoby
     zglebic  ich osiem,  siedem,  oraz  piec,  odpowiednio,  cztery osoby
     palaja  checia  poznania  trzech  jezykow,  osmioro - dwoch,  dwoje -
     - jednego.  Finalnie  siedmioro  wskazuje ze nie  chce  juz  poznawac
     zadnego nowego jezyka nad te, ktore juz zna.
       Przejdzmy  do sprawy  samych  nauk. prawie  trzy  cwierci  (71%) ze
     wszystkich  ankietowanych osob (w  czym 18 kobiet, 6 mezczyzn) rzeklo
     ze  nie  uczy lub nie  uczylo nikogo  jezykow. Dalej  mamy  niewielka
     grupe (15%, w tym  cztery panie, jeden pan),  deklarujaca ze uczy lub
     uczylo  czasami  odplatnie, a  czasami  nieodplatnie.  Ledwo 9%  uczy
     odplatnie (nie wazne czy zawodowo  czy nie, w tym mamy dwoch  panow i
     jedna pania), pozostale  zas 6% to panie deklarujace ze uczyly innych
     bez pobierania gratyfikacji.
       Wiemy wszyscy ze nauka  zajmuje nam podstawowy  zasob jakim  mozemy
     dysponowac, czyli czas. Tutaj okolo polowa ankietowanych (53%) zgadza
     sie ze czas ten jest odpowiedni, wskazalo tak 13 kobiet i 5 mezczyzn.
     Nieco mniejsza czesc, mianowicie 21% (dwoch panow, piec pan) twierdzi
     ze czas jest za dlugi, ale bierze poprawke na swoj brak predyspozycji
     do nauki.  Kolejna grupa,  dwie panie i  dwoch panow, uwaza  ze nauka
     jest zdecydowanie za  dluga. Czas na zbyt krotki odeniaja trzy panie,
     zas dwie wskazuja ze maja predyspozycje do nauki i dlatego uznaja ten
     czas za krotki.
       Wspomnielismy o zmianach  w naszych umyslach. Nie jest tajemnica ze
     tajemnicza magia odebrala  nam czesc wiedzy o juz poznanych jezykach,
     powodujac czy  zwykle nieporozumienia, czy  tez personalne  tragedie.
     I tak mimo ze czesc z nas bardzo  boleje nad faktem  ze danego jezyka
     nie zna  juz tak  dobrze jak  wczesniej, to jednak 41% ankietowanych,
     dokladnie  11 pan, 3 panow, uwaza  ze nie zauwazylo  roznicy bo i tak
     nie znalo wyuczonych jezykow w stopniu takim by odczuc utrate wiedzy.
     Trzecia czesc ankietowanych, 6 panow, 5 pan,  twierdzi ze problem ich
     w ogole nie objal. Zas 9 pan, co wsrod wszystkich stanowi 26%, rzecze
     ze owszem zauwazylo strate wiedzy. Raptem trzy podaly konkret, mowiac
     ile jezykow zapomnialy.
       Drugim,  jakze waznym  zasobem, ktorym  dysponujemy, sa  oczywiscie
     monety, roznie  nazwane, jednak  stanowiace w  naszym mniemaniu jakas
     wartosc. I tak az 53% wskazuje ze ceny  proponowane przez nauczycieli
     sa odpowiednie - odpowiedzi tej udzielilo 14 kobiet i 4 mezczyzn, 21%
     (5 pan, 2 panow) uwaza stawki za za wysokie, 9% (5 pan, 2 panow) mowi
     iz cena powinna byc  blizsza 20 sztukom  zlota, 6% (2 panie) uwaza ze
     cena winna byc blizsza 30 sztukom zlota, i finalnie 2 panie i 2 panow
     wskazuje ze cena za lekcje jest ogolnie za niska.
       Zostaje nam jakze  wazna kwestia - ile  osob, zdolnych  nauczyc nas
     jezyka,  znamy.  Tu podzielmy twardo,  na jezyk jakikolwiek,  oraz na
     wybrany, taki, na ktorym nam zalezy najbardziej.
       W kwestii  jakiekolwiek jezyka  az 59% z ankietowanych  wskazuje ze
     zna do pieciu osob, ktore  uczylyby ich jakiekolwiek  jezyka. W tejze
     grupie mamy  5 mezczyzn i  15 kobiet. Zadnej osoby  nie jest w stanie
     wskazac siedmioro  (21%, w tym 4  panie), do dziesieciu moze wymienic
     ledwo 12% (4 panie), zas 9% (3 panow,  2 panie) wskaze nam wiecej niz
     dziesieciu potencjalnych nauczycieli.
       Zbiezny trend  widac jesli chodzi  o jeden jezyk  wymarzony. Tu  az
     18 osob  (53%, w  tym 15 pan,  3 panow) wskazuje  do pieciu osob,  11
     ankietowanych (32%, w czym 7 pan) nie wskaze zadnej osoby zdolnej ich
     nauczyc,  jeden pan  i dwie panie  wskaza do dziesieciu, zas wiecej -
     - jeno jedna kobieta i jeden mezczyzna.
       Z drugiej  zas  strony, czyli od  strony potencjalnego  chetnego do
     pobierania  nauk, podzielmy  takze  na jezyki  w ogole,  oraz  jezyki
     wymarzone  czy ulubione.  I tak  ankietowani  zapytani o ich  z kolei
     dostepnosc twierdza  jak nastepuje. Mowiac  o jezyku  jakimkolwiek az
     8  pan  i  2 panow  wskazuje ze  ich  nauka bylaby  okazjonalna,  gdy
     spotkaliby przypadkiem nauczyciela. I tu trend zbiega sie jesli bysmy
     spojrzeli na  jezyk wymarzony, gdzie  takiej odpowiedzi udziela az 12
     osob, 10 pan w tym. Lekcje w ciagu  doby podejmie z kolei w pierwszym
     przypadku 9 osob (6 kobiet, 3 mezczyzn),  w drugim 6 (4 panie w tym).
     W ciagu kilku dni na  lekcje bedzie w stanie umowic sie 6 osob (w tym
     cztery panie),  a jesli chodzi  o jezyk upodobany  - 5 (tu 2  panow).
     Okolo godziny na lekcje poczeka tu i tu piecioro, po 2 panow w kazdej
     grupie, finalnie dwie panie zglosza sie na dowolna lekcje natychmiast
     gdyz na przyklad mieszkaja blisko nauczyciela, trzy natychmiast pojda
     na lekcje  jezyka wymarzonego.  Wiecej  jak gnomi tydzien  przewiduja
     oczekiwac jedna  pani i jeden pan, jesli mowa o  jezyku dowolnym, zas
     jeden pan i dwie panie jesli mowa o wymarzonym.
     
                                  --= :: =--
     
       Jeszcze raz  dziekujemy  wszystkim  ankietowanym, liczymy na  wasza
     wspolprace  w  przyszlosci,  zas z  powyszego  tekstu  zapraszamy  do
     wyciagniecia  wlasnych  wnioskow. Takze wam  zostawiamy pytanie - czy
     warto sie uczyc?
     
       Zleceniodawca  niniejszej   ankiety  oraz   fundatorem  nagrod  dla
     ankietowanych byl Ellax Quintero.
     
     Ankieterzy:
       --Alicia z Doliny Kwiatow
       --Nahaan aen Dol Blathanna
     
     Wstep:
       --Sufjan
     
     Opracowanie danych:
       --Nahaan aen Dol Blathanna
     
     Opieka merytoryczna:
       --Tuna Naai, Redaktor Naczelna
     
.  ,_,                                                                   ,_,  .
. (o,o)                                     --Nahaan aen Dol Blathanna  (o,o) .
|./)_)                                                                   (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
|          A  R  T  Y  K  U  L     S  P  O  N  S  O  R  O  W  A  N  Y         |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 8
Zatytulowano: Karczmy Swiata - Pod Wolem    

o--------------------------------------------------------------------------o
|                                                                          |
|                            ____.........__H_                             |
|                         __/%%%%|%%%%%%%|%%%%\                            |
|                    _ ()/%%|:II:|II:::II|:II:|_ _ _                       |
|                   |-(()|--|:II:|II:A:II|:II:|-|-|-|                      |
.                   `'.'"^  ^` "^ "^|"|^'"' `^`-.^~'                       .
.    _      __    ___   __   ____  _      _                                .
    | |_/  / /\  | |_) / /`   / / | |\/| \ \_/
    |_| \ /_/--\ |_| \ \_\_, /_/_ |_|  |  |_|
                                       __   _       _    __   _____   __
                                      ( (` \ \    /| |  / /\   | |   / /\
                                      _)_)  \_\/\/ |_| /_/--\  |_|  /_/--\ 

     "POD WOLEM", TADRIG

     Z cyklem "Karczmy Swiata" zagoscilysmy  pewnego letniego  wieczoru do
     Tadrig, bez szans na dotarcie  do Nuln przed  zamknieciem bram miasta
     na noc - ale to dobrze, poniewaz w ten oto sposob postawilysmy sie na
     miejscu podroznych, ktorych dotknac  moze dokladnie ten sam problem -
     zarowno tych, ktorzy juz  z tutejszego pieca chleb jedli, jak i tych,
     ktorzy  dopiero  maja  zamiar  spozniac sie  do miasta  w najblizszej
     przyszlosci.

     Kilka slow wprowadzenia topograficznego - Tadrig jest rolnicza wioska
     lezaca nieopodal  averlandzkiego  traktu  prowadzacego  z Nuln  wglab
     prowincji. Jest to bardzo mala  miejscowosc, w swojej kategorii dosyc
     zamozna, ale mimo to, standard zycia  mieszkancow nie jest wyzszy niz
     w innych tego rodzaju osadach. Stan taki jest wiec  byc moze bardziej
     skutkiem talentu zyjacego  na reprezentatywnym poziomie wieloletniego
     wojta, Gustava anizeli  zamoznosci jako takiej, jednak  oddac nalezy,
     ze, mimo oddalenia  od traktu, wies jest  przystankiem  dla dylizansu
     oferujacego  swoim pasazerom  transport  z Nuln daleko  na wschod, do
     Blekitnej Wstegi  u podnoza Gor Kranca Swiata. Zaskoczenie istnieniem
     przystanku w tym miejscu moze ustapic, jesli sie zrozumie, ze rowniez
     i regularnie kursujace  do Nuln pojazdy tez moga zostac uziemnione po
     zachodzie slonca - i tu dochodzimy do karczmy, a wlasciwie do zajazdu
     dla podroznych.  Gwoli scislosci  odnotowujemy, ze  obecnie  podrozni
     maja wstep do miasta rowniez  w godzinach nocnych, jednak pozostalosc
     po potrzebie alternatywnego noclegu  poza miastem  pozostala: karczma
     "Pod Wolem" w Tadrig.

     Pierwszy rzut oka  pozwala stwierdzic, ze jest to miejsce  do noclegu
     na jedna  noc - ot po  prostu, by ten  jeden raz  nie spac  pod golym
     niebem. Budynek karczmy jest  dosc duzy, jednakze calosc miesci sie w
     czterech scianach, bez dobudowek i pieter. Mimo przystanku dylizansu,
     najpewniejszymi  klientami sa tak  naprawde mieszkancy wsi. Wchodzimy
     do srodka, a tam...

     Zasadniczo  uderza prostota i... niestety  zaniedbanie. Jestesmy tu w
     porze wieczornej, prawda, ale mamy wrazenie, ze noc zapadla juz dawno
     -wszystko przez skutecznie zasklepione brudem okna. Po jednej stronie
     stronie  bar, zaplecze i czesc  mieszkalna karczmarza. Po drugiej zas
     prosta sala  z siennikami  i  lawami  pokrytymi  futrem - dla  gosci.
     Pomiedzy nimi dwa stoly  oraz stare, ale solidne lawy - moglyby chyba
     z powodzeniem zmiescic cala lub wiekszosc populacji wioski. Wiekszosc
     karczm,  oberz  czy  zajazdow  pozostawia  wsrod  swoich  gosci  mile
     wspomnienia zdobien - obrazkow, sprzetow, czy mebli. Tu natomiast nic
     z tych rzeczy, ale  na pewno  pozostawia  wspomnienie  odpoczynku  po
     tulaczce,  badz otrzesinach  dostarczonych  przez podroz  dylizansem.
     Nalezy przy tym przyznac, ze warunki do spania sa naprawde przyzwoite
     w porownaniu do wielu innych noclegowni na swiecie - na futrach spalo
     nam sie  w kazdym razie  wygodnie, a przeciez tez  nie wszedzie mozna
     takich uswiadczyc.

     Zanim  jednak  testowalysmy  lawy, zwrocilysmy uwage na menu. W koncu
     strata byloby byc "Pod Wolem" i nie skosztowac... no wlasnie:

                                      C E N Y

                         Pszenny chleb   17 miedziakow
                         Jarzynowa zupa  58 miedziakow
                         Wolowa pieczen  85 miedziakow

                         Sok jablkowy    10 miedziakow
                         Ciemne piwo     75 miedziakow
                         (takze na wynos, 150 miedziakow za litr)
                         Jablecznik      35 miedziakow
                         (takze na wynos, 350 miedziakow za litr)

     Pszenny chleb - osobiscie wyobrazamy sobie, ze wypiekany  na miejscu,
        ale nie  jest zlej jakosci.  Jego porcja nie jest tez zbyt wielka,
        jest jednak warty swojej ceny.

     Jarzynowa zupa -  smaczna i aromatyczna.  Albo  gospodarz  ma reke do
        hodowanych  przez  siebie  warzyw, albo jest  po prostu umiejetnie
        doprawiona. Cena zniecheca, ale wliczony  w nia jest smak i pyszny
        aromat.

     Wolowa pieczen -  pieczen, ktora wydaje sie byc specjalnoscia lokalu,
        sadzac   po  nazwie  karczmy,   ale  nie  narzucajmy   temu  daniu
        specjalnych wymagan. Pieczen jest smazona  i bez watpienia stanowi
        przedmiot pozadania dla amatorow tresciwego jedzenia, jednak za ta
        cene mozna sie bylo spodziewac czegos wiecej, chocby jeden czy dwa
        ziemniaki.

     Sok jablkowy - lokalny  przetwor, calkiem niezly. Rowniez wart swojej
        ceny, nawet jesli w poblizu jest darmowa studnia.

     Ciemne piwo - jablkowe, a jakze, czy tez  ujmujac  profesjonalniej, o
        smaku jablek.  Ta karczma  nazywa sie "Pod Wolem", a powinna  "Pod
        Jablonia"!  Jezeli jednak nie jestescie  amatorami piwa i jablek w
        jednym kuflu, to za ta cene nie polecamy - z drugiej strony, mozna
        wziac na wynos i orzezwiac sie w czasie podrozy, zwlaszcza latem -
        a nie wszedzie takie piwo dostaniecie.

     Jablecznik - serwowany w duzym kielichu, nie jest najmocniejszy, lecz
        trzeba  przyznac,  ze jest  relatywnie  tani.  Podkresla  tutejsze
        bogactwo w jablka.

     Podsumowanie? Mozna powiedziec, ze zaiste karczma ta jablkami stoi, a
     jablkowe produkty to calkiem solidny  wyrob eksportowy. Z drugiej zas
     strony potwierdzaja to, co pisalam o miejscu na jedna noc, nie wiecej
     - jesli nie jestescie rdzennymi mieszkancami Tadrig, to wasze zoladki
     zbyt dlugo nie zaakceptuja jednolitej diety...

     Mimo wszystko karczma ta, jakkolwiek  nie wytrzymalaby  konkurencji w
     srodowiskach  miejskich (chociaz menu moze by i tak!), stanowi bardzo
     mila wizytowke tak malej wsi.  W naszej ocenie  niezbyt dobre miejsce
     na dluzszy pobyt, stanowi za to mily przystanek w podrozy. Serdecznie
     zapraszamy.

.  ,_,                                                                   ,_,  .
. (o,o)                           Tuna i Alicia                         (o,o) .
|./)_)                                                                   (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 9

Zatytulowano: Periodicus bawi i uczy        

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                                                                             |
|                                                                             |
|                 ~*~    R   O   Z   R   Y   W   K   A    ~*~                 |
|                                                                             |
|                       -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-                       |
|                        Krzyzowka: Hierarchowie Ishtar                       |
|                       -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-                       |
|                                                                             |
|    Hasla w ponizszej krzyzowce to imiona osob dzierzacych wladze na te-     |
|    renie Ishtar, we wskazanych w podpowiedzi miastach i wsiach. Literki     |
|    w polach oznaczonych gwiazdka (*) ukladaja sie w rozwiazanie.            |
|                                                                             |
|                                                              Powodzenia!    |
.                                                                             .
.                                                                             .
                                      ...                                      
         -=  P I O N O W O  =-         .          -=  P O Z I O M O  =-
                                       .  
      1. Starosta Gornej Posady        .       2. Starszy Dolnej Posady
      3. Hrabia Garramone              .       4. Burmistrz Rinde
      5. Namiestnik Daevon             .       6. Grododzierzca Wyzimy
      7. Starosta Mahakamu             .       8. Wojt Anchor
      9. Hierarcha Novigradu           .      10. Wojt Eldar
     11. Namiestnik Val'kare           .      12. Burmistrz Oxenfurtu
     13. Soltys Obawy                  .      14. Lord z Twierdzy Bodrog
     15. Wojt Blaviken                 .      16. Wojt Suchej Kepy
     17. Soltys Rybitw                 .      18. Dowodca Twierdzy Craag Ros
     19. Burmistrz Gelibolu            .      20. Burmistrz Eysenlaan
     21. Rajca Erbendorfu              .      22. Namiestnik Baccali
                                      ...
   
                ___                         ___
               |5  |                       |15 |
               |   |                       |   |
               |___|                       |___|
               |   |                       |   |
               |   |                       |   |
    ___ ___ ___|___|    ___ ___ ___ ___ ___|___|___
   |2  |   |   |   |   |4  |   |   |   |   |   |   |
   |   |   |   |   |   |   |   |   |   |   |   |   |
   |___|___|___|___|   |___|___|___|___|___|___|___|
               |  *|                       |   |
               |   |                       |   |
    ___        |___|    ___                |___|
   |1  |       |   |   |9  |               |   |
   |   |       |   |   |   |               |   |
   |___|___ ___|___|___|___|___            |___|___ ___ ___ ___ ___ ___ ___
   |6  |   |   |   |   |   |   |           |8  |   |   |   |  *|   |21 |   |
   |   |   |   |   |   |   |   |           |   |   |   |   |   |   |   |   |
   |___|___|___|___|___|___|___|           |___|___|___|___|___|___|___|___|
   |   |       |   |   |   |               |   |                   |   |
   |   |       |   |   |   |               |   |                   |   |
   |___|       |___|   |___|               |___|    ___ ___ ___ ___|___|
   |   |               |   |               |   |   |10 |   |   |   |   |
   |   |               |   |               |   |   |   |   |   |   |   |
   |___|        ___ ___|___|___ ___ ___ ___|___|   |___|___|___|___|___|
               |12 |   |   |   |   |13 |   |   |                   |   |
               |   |   |   |   |   |   |   |   |                   |   |
        ___    |___|___|___|___|___|___|___|___|                   |___|
       |3  |           |   |       |   |                           |   |
       |   |           |   |       |   |                           |   |
    ___|___|___ ___ ___|___|       |___|___ ___ ___ ___ ___ ___    |___|
   |14 |   |   |   |   |   |       |16 |   |   |  *|   |   |   |   |   |
   |   |   |   |   |   |   |       |   |   |   |   |   |   |   |   |   |
   |___|___|___|___|___|___|       |___|___|___|___|___|___|___|   |___|
       |   |                       |   |
       |   |                       |   |
       |___|                ___    |___|                   
       |  *|               |11 |   |  *|                   
       |   |               |   |   |   |                   
       |___|               |___|   |___|        ___         ___
       |   |               |   |   |   |       |17 |       |19 |
       |   |               |   |   |   |       |   |       |   |
       |___|    ___        |___|___|___|___ ___|___|___    |___|
       |   |   |7  |       |18 |   |   |   |   |   |   |   |   |
       |   |   |   |       |   |   |   |   |   |   |   |   |   |
       |___|   |___|       |___|___|___|___|___|___|___|   |___|
               |  *|       |   |               |   |       |   |
               |   |       |   |               |   |       |   |
        ___ ___|___|___ ___|___|            ___|___|___ ___ ___|___
       |20 |   |   |   |   |   |           |22 |   |   |   |   |   |
       |   |   |   |   |   |   |           |   |   |   |   |   |   |
       |___|___|___|___|___|___|           |___|___|___|___|___|___|
               |   |       |   |               |   |       |  *|
               |   |       |   |               |   |       |   |
               |___|       |___|               |___|       |___|
               |   |       |   |               |   |
               |   |       |   |               |   |
               |___|       |___|               |___|
                                               |  *|
                                               |   |
                                               |___|
.  ,_,                                                                   ,_,  .
. (o,o)                                                                 (o,o) .
|./)_)                                                            SzN    (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o