Arkadia MUD MMORPG

Periodicus numer 3

Algorytm S-37, Ballady Marmitte

o—————————————————————————–o
| Data wydania: dwudziesty piaty dzien pory Velen |
| |
| |
| /)_(\ |
| ______( 0 0 )______ |
| /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\ |
| )’_'( |
| ____.””_””.____ |
| P E R I O D I C U S |
| |
. .
. .
Oto drugi numer Periodicusa, ktory zostal wydany w Majcu
roku Drugiego. Debiut okazal sie tak oszalamiajacy, ze raptem
miesiac po ukazaniu sie pierwszego egzemplarza nie wszystkie
nadeslane teksty mogly sie ukazac w tym wydaniu.
Sklad Redakcji pod kierownictwem inz. Zurlicha nadal bez zmian.

note ku pamieci zlozyl
Hiir, Redaktor Naczelny Periodicusa

W tym numerze:
* Wielki Wyscig Kha’m’k-dze……………………….strona 1
* Algorytm S-37………………………………….strona 2
* Wola boska…………………………………….strona 3
* Ballady Marmitte, Czarnej Rozy…………………..strona 4
* Roze – wiersze Tilieny………………………….strona 5
* Mistycyzm ostrza miecza…………………………strona 6
. .
. .
| |
| |
o—————————————————————————–o

> przeczytaj strone 1

Zatytulowano: Wielki Wyscig Kha’m’k-dze

Na dzien 24 Majca Roku Drugiego (gnomiej rachuby)
zapowiadany jest Wielki Wyscig Kha’m’k-dze. Ma to byc
przypomnienie pradawnej tradycji igrzysk rozgrywanych
wsrod krasnoludzkich goncow. Tym razem jednak, do zawodow
stanac moga przedstawiciele wszystkich ras i profesji.
Lista uczestnikow wciaz jest otwarta. Glowny organizator
– Lothtar Himgor – zapewnia, iz specjalnie powolana
Komisja zadba o sprawiedliwe szanse dla kazdego
zawodnika, zarowno slabego, jak i doswiadczonego. O
zwyciestwie powinien zadecydowac spryt i znajomosc trasy.
Biegnie ona od Browaru Mahakamskiego (rozpoczecie Wyscigu
w alkierzu) do zejscia na bagna ghouli przy szlaku na
Pustkowia Chaosu. Punktem przestankowym bedzie poczta w
Krainie Zgromadzenia, gdzie pojawic sie przed dotarciem
na mete musza wszyscy uczestnicy.
Dla najlepszych przewidziane sa wysokie nagrody:
Za pierwsze miejsce: 1000 zlotych monet, dodatkowo
niespodzianka;
Za miejsce drugie: 100 zlotych monet i niespodzianka,
ponadto prawo do zasiadania w Komisji ds. Wyscigu podczas
nastepnej jego edycji;
Dla trzeciego na mecie: mahakamski wielki espadon.

Dokladny termin: 24 Majca, 22.30 czasu gnomiego, start
w alkierzu Browaru Mahakamskiego. Warto pojawic sie nieco
wczesniej, aby nie opoznic przygotowan do Wyscigu.
Biezace informacje znalezc mozna na tablicach oglosze-
niowych.

Nieco ponizej zamieszczamy regulamin tej rywalizacji.

REGULAMIN WIELKIEGO WYSCIGU KHA’M’K-DZE

$1. Udzial w Wyscigu jest dobrowolny.
$2. Liczba, wiek, przynaleznosc rasowa i gildiowa
zawodnikow nie graja zadnej roli. Kazdy chetny moze sie
zglosic do uczestnictwa w wyscigu.
$3. Zawodnik musi dotrzec z jednego miejsca Swiata do
drugiego, przy czym moze sie pojawic miejsce
przestankowe, ktore musi odwiedzic nim dostanie sie do
mety (jesli wiec trasa to Nuln(tablica) –
Mahakam(poczta) – Novigrad(tablica), znaczy to ze
zawodnik rozpoczyna spod tablicy w Nuln, biegnie do
Mahakamu, pokazac sie czlonkowi Komisji na poczcie, po
czym biegnie do Novigradu pod tablice gdzie konczy
bieg).
$4. Trasa biegu zawodnika nalezy do jego wlasnej
inwencji.
$5. Zawodnik, stawiajac sie w punkcie startu Wyscigu
Kha’m’k-dze ma obowiazek przedstawienia sie wszystkim
innym zawodnikom oraz Komisji, otrzymuje okreslona
ilosc przedmiotow obciazajacych, (moze je wlozyc do
plecaka, moze takze miec przy sobie wszelki inny
ekwipunek), po czym na dany sygnal, rozpoczyna bieg.
$6. Zawodnik ma prawo zabijac, okradac, oszukiwac innych
zawodnikow w trakcie Wyscigu.
$7. Liczba oraz rodzaj przedmiotow obciazajacych zawod-
nika zostaja spisane na poczatku wyscigu i z taka sama
liczba tychze przedmiotow zawodnik winien dotrzec do
mety.
$8. Wyscig moze rozgrywac sie druzynowo lub pojedynczo.
Standardem jest jednak drugi wariant.
$9. Oplata wynosi 10 zlotych monet od uczestnika.
$10. Komisja ds. Wyscigu zastrzega sobie prawo do kazdej
zmiany w jego formie, odrzucaniu i automatycznej
dsykfalifikacji zawodnikow i orzekaniu o wygranej.

Aneks 1 – do paragrafu $2: W przypadku gdy dany
uczestnik znacznie przewyzsza sila pozostalych lub gdy
jest w ogole zbyt slaby aby (wg Komisji) wziasc udzial
w Wyscigu, Komisja zastrzega sobie prawo do odrzucenia
jego kandydatury.
Aneks 2 – do paragrafu $3: Uczestnik Wyscigu nie
zatrzymuje sie na miejscu przestankowym – on tylko
tamtedy przebiega. Wystarczy wiec pojawic sie tylko w
wyznaczonym miejscu. (ewent. odnalezc w danym miejscu
wyznaczonego czlonka Komisji, aby mogl potwierdzic
przebieg trasy)
Aneks 3 – do paragrafu $4: Zawodnik ma prawo do obrania
taktyki zgodnej ze swoimi predyspozycjami do wyscigu.
Moze sprobowac pozbyc sie innych przeciwnikow badz,
metoda kluczenia, obierania wlasciwych drog, cofania
sie itd, wyprzedzic ich. Ma jednak obowiazek pokazania
sie w miejscu przestankowym, w przeciwnym bowiem
przypadku zostanie zdyskwalifikowany. Uzywanie statkow
tudziez innych srodkow transportu jest dozwolone (a
nawet czasem konieczne).
Aneks 4 – do paragrafu $5: Przed otrzymaniem przedmiotow
obciazajacych, zawodnik bedzie musial zalozyc wszelkie
posiadane zbroje i dobyc wszelkie posiadane bronie.
Jego ewent. plecak winien byc wtedy pusty a sam
zawodnik najwyzej troche obciazony.
Aneks 5 – do paragrafu $6: Zawodnik ma prawo takze
wspierac innych zawodnikow w walce z jeszcze innymi,
nie moga sie za to zawodnicy laczyc w druzyny czy tez
grac zespolowo, jesli nie jest to okreslone w
paragrafie $8.
Aneks 6 – do paragrafu $10: Komisja zastrzega tez sobie
prawo do kilku dni namyslu przed ogloszeniem
ostatecznych wynikow w spornych przypadkach.

Serdecznie zapraszamy do zapisow na Wielki Wyscig
Kha’m’k-dze. Przydzielaniem i rejestracja zawodnikow
zajmuje sie Kupiec Lothtar. Prosze pisac wnioski na
poczcie do niego.
Wszystkie prawa zastrzezone.

Lothtar Himgor ze Starszyzny
Klanu Hychsohn, Kupiec Novigradu,
Handlarz Ekwipunkiem, Kronikarz Cechu,
Prezes Banku LKN, Pisarz, Kartograf,
Podroznik, zwany Smokiem.
L K N
Bank LKN.

Sponsorzy:

– Lothtar Himgor ze Starszyzny Klanu Hychsohn, Kupiec
Novigradzki, Handlarz Ekwipunkiem, Kronikarz Cechu,
zwany Smokiem, krasnolud.
WPLACIL: nie podano
– Hunvert Grasco ze Starszyzny Klanu Nadr-Hogr, Radny
Cechu Kupcow Novigradu, Handlarz Kamieniami
Szlachetnymi, krasnolud.
WPLACIL: 500 zlotych monet
– Ader Mistrz Cechu Kupcow Novigradzkich, Handlarz
Kamieniami Szlachetnymi, czlowiek.
WPLACIL: nie podano

—————————————————————-

> przeczytaj strone 2

Zatytulowano: Algorytm S-37

ALGORYTM S-37

Ponizszy algorytm mozna stosowac w sytuacji niepowo-
dzenia eksperymentu. Dla ulatwienia odbioru przez
innostwory zostal przedstawiony w formie fabularnej, z
zaniedbaniem standardow klarownosci naukowej.

(WwzzzzzzzziiiiuuuuuUUUUUUUUUU… BANG!!!)
O niepodwazalna Dynamiko! Znowu eksplodowal trzeci
kociol. Trzeba bedzie zastosowac konwersje przeplywu,
najlepiej z opoznieniem dla maksymalizacji bezpieczen-
stwa. No ale nie ma czasu na rozwazania. Trzeba biegiem
zakrecic zawory, zanim caly projekt wyleci w powietrze.
Ufff… Gotowe.
Teraz postepowac wedlug Algorytmu S-37… Najpierw
minimalizacja przestrzeni zagrozonej – na Mechanike,
zapomnialem o drukarni! Przeciek juz jest, trzeba
ewakuowac sprzet. Ufff… Szybko wyrzucic te wszystkie
papiery, zanim sie zapala. Gdzie jest matryca? Musze
ratowac matryce, bez niej nie wydrukujemy Periodyku. O,
tutaj… Za drzwi ja, potem bede sprzatal…
(Bzzz…)
Oho, drugi kociol… Na ziemie, rece na glowe.
Wszystko wedle przepisow BHP.
(…zzzzziiiiiiiuuuuuUUUUU… BANG!!)
Podniesc glowe, sprawdzic czy kwas nie cieknie – tym
razem na szczescie nie. No to nie ma drugiego kotla…
Ciekawe kiedy poleci ostatni…
(Ttssss…)
Jak to bylo w tym algorytmie? Ewakuacja czy ewapo-
racja? Nie pamietam… Osobiscie wole chyba ewakuacje. No
to ruszam – najlepiej do Konferencyjnego. Grube sciany,
eksplozja nie przebije.
(…ssszzzzziiii…)
Biegiem…
(…iiiiiuuuuUUU…)
Ventmar! Kryj sie, zaraz eksploduje! Nie marudz
staruszku, nie czas na narzekania!
Ufff… Jest Konferencyjny. Mozna wreszcie odsapnac…
Nastepny krok algorytmu pamietam doskonale – relaksacja.
Jeden sposob jest niezawodny – beczulka swiezego
destylatu. Przy okazji wzmaga procesy myslowe. Tylko ten
metylowy, tfu, metaliczny posmak… Witam Kolege
Tabularixa! Zaraz zamowie druga beczulke, bo dla Kolegi
to wiecej trzeba…
O, Ventmar przydreptal. Juz po punkcie krytycznym?
Dziekuje, Kolego Ventmarze, tutaj nic nie bylo slychac.
No to nastepny krok algorytmu – analiza wynikow i repe-
racja.
Uff, matryca na szczescie cala. Troche sie kanty
obtlukly jak rzucilem, no ale to pestka. A jak w
warsztacie? O zgubna Statyko! Nie ma nawet czego
sprzatac. Od razu trzeba zsyp uruchomic… No to chociaz
reperacja odpada. Wiec analiza efektow – gdzie ja
wcisnalem dokumentacje? Podmuch eksplozji musial ja
gdzies kolo windy cisnac… Mam nadzieje ze nie wpadla do
szybu – trzeba by wtedy brygade kryzysowa angazowac…
O, Kolega znalazl moje papiery? Dziekuje, wlasnie
szukalem. Nie, nic sie nie stalo – sprawdzalem jakosc
tego wodornika ktory Inzynierowie z Wydzialu Alchemii
wyekstrachowali.
No to moge zapisac wyniki… Stezenie… Dwa do
jednego… Tak… Zastosowanie… Do tej pory nie
sprecyzowane, ale na pewno mozna tym szybko przyrzadzac
mus jablkowy…
Oj, Kierownik Mortifer idzie… Niewyrazna ma mine,
chyba cos jednak przeskrobalem. Witam Kolege Kierownika!
Ojoj… Gnomofon… No tak. Nie sadzilem ze eksplozja
zniszczy Kolegi konstrukcje… Zaraz pomoge naprawic. Mam
nadzieje ze Koledze uda sie ukonczyc ten projekt…
Postaram sie wiecej nie broic.
Wreszcie ostatni krok algorytmu – repetycja ekspery-
mentu. Skad ja wezme kolejne trzy kotly? Zapytam o nie
Kolege Nilmora, moze cos poradzi. No i napisze do mojej
gnomki, ze znowu sie spoznie…

—————————————————————-

Dla wyjasnienia dodam, ze moje wahanie przy kroku
drugim algorytmu nie bylo przypadkiem odosobnionym.
Dowodem tego jest chociazby wypowiedz przypisywana
slawnemu Wimanowi, zamieszczona w ksiazce „Wiman –
historia czy legenda”:
„Evakuacja czy Evaporacja? Oto jest pytanie!”

—————————————————————-

autor: Zurlich

> przeczytaj strone 3
Zatytulowano: Wola boska

Fjell Meisterstuck
WOLA BOSKA

Podczas moich badan prowadzonych w temacie przesadow i
zabobonow dotyczacych szczescia i pecha natrafilem kiedys
na stare kitajskie podanie. Choc sprawdzenie jego
wiarygodnosci nie jest mozliwe, niezaleznie od tego po
blizszej analizie okazuje sie byc wielce pouczajace. Oto
ono.

W dawnych czasach, podczas jednej z rozlicznych wojen
i wojenek, jakie permanentnie przetaczaly sie przez ziemie
Kitaju, stary i doswiadczony general prowadzil swoj
oddzial na przyszle pole bitwy. Jednostka, silnie
przetrzebiona w licznych potyczkach, jak tez i wyczerpana
przedluzajacymi sie dzialaniami w polu, przedstawiala
mizerny widok. Takie tez byly i nastroje wsrod zolnierzy
panujace, jako ze wszyscy swiadomi byli, iz zblizaja sie
ich ostatnie chwile. Sily wrogiego daimyo przewyzszaly
ich wlasne kilkukrotnie, byly wypoczete i pewne
zwyciestwa. Honor jednak nakazywal generalowi przyjac
bitwe i wykonac rozkazy, niezaleznie od sytuacji.
Switem w dzien starcia oddzial stracencow zatrzymal
sie przy malutkiej kapliczce jednego z ichnich bostw, a
sam dowodca wkroczyl do srodka, by prosic o laske godnej
smierci dla siebie i swych podkomendnych. Przebywal
wewnatrz czas jakis, a gdy wreszcie ukazal sie oczom
zolnierzy, byl jakby odmieniony. Natychmiast zarzadzil
odprawe, a wszedlszy na podwyzszenie tak rzekl do swych
ludzi:

– Bogowie przemowili od mnie. Zaprawde wielka jest ich
laska i niezmierzona moc. Oznajmili bowiem, iz los nas
przesadzonym nie jest, a wynik boju wazy sie wlasnie.
Rzucam oto ta monete – podniosl w gore zloty cesarski
krazek – jezeli awersem do gory upadnie, z boska pomoca
wiekopomne zwyciestwo odniesiem, jezeli zas rewers sie
ukaze, wszystkim nam polec przyjdzie, jakesmy i wczesniej
mysleli.

General rzucil monete, a gdy ta obrociwszy sie w
sloncu spadla, zolnierze awers jej ujrzeli. Wnet duch
bojowy we wszystkich wstapil, zmeczenie jak reka odjal
ustalo, a zwarte szeregi wrecz rwaly sie do boju. I
faktycznie, niesieni swa odwaga, sila ducha, wiara i
boska pomoca odniesli zwyciestwo, o ktorym po wsze czasy
z niedowierzaniem sie powtarza.

Po bitwie, gdy general odpoczywal w swym namiocie,
rzekl jego adiutant :
– Zaprawde, nic nie moze zmienic wyrokow boskich…
Dowodca usmiechnal sie pod nosem.
– Prawde rzeczesz, jako zywo.
I obrocil monete w palcach.

Moneta miala dwa awersy.
>

> przeczytaj strone 4

Zatytulowano: Ballady Marmitte, Czarnej Rozy

BALLADA O CZASIE

Przypomnij sobie mily jak zyles w malej wiosce
Miales lat kilkanascie nie myslales o trosce
Pragnales szukac przygod, pragnales skarbow zlota
Zwiedzic kawal swiata naszla cie wielka ochota

Ta mloda, co sie zawsze za toba paletala
Stala wtedy u plota i smutne oczy miala
Choc zawsze byla blisko kiedy tu dorastales
Gdy nadszedl czas by odejsc nawet jej nie wspomniales

A ona sie patrzyla wielkimi oczetami
I cicho tak plakala zalewajac sie lzami
Nie przyszlo ci do glowy by spojrzec choc w jej strone
Co chciales wtedy zrobic bylo juz przesadzone

Ty miales przed oczyma juz przygod przyszlych sciezki
Przepiekne mlode damy oraz ich ojcow mieszki
Bo cie juz zaslepily zlych smokow grozne oczy
Kamieni drogich blyski i zlota brzdek uroczy

Ona sie patrzyla jak idac piosnke nuciles
Serce jej sie sciskalo ze sie nie odwrociles
Ty jednak szedles smialo nie myslac o dziewczynie
Gdy ona posrod lez gorzkich szeptala twe imie

Dzis jestes wojownikiem, ona tam wciaz lzy roni
I ciagl gdzies tam teskni za dotykiem twych dloni
Czas mija bardzo szybko, gdy przygod wciaz bez liku
Lecz stanal czas w twej wiosce, wiedz o tym wojowniku…

BALLADA O BLEKITNEJ ROZY

Widzialam roze w twych wlosach
Wpleciona przez jego dlonie
Widzialam te roze w twych wlosach
Blekitna jak niebo nad Brokilonem

I ani slowa nie slyszalam
Z tego cos do mnie powiedziala
To jego dlon ci w wlosy wplotla
Ten kwiat. Od niego go dostalas.

Bylas z nim w lesie gdzies pewnie
On w wlosy twe roze wplatal
I bylas z nim taka szczesliwa
Jak ja nie bede przez lata…

Widzialam roze w twych wlosach
Blekitna jak niebo nad Brokilonem
Widzialam te roze w twych wlosach
Wpleciona przez jego dlonie
>

> przeczytaj strone 5
Zatytulowano: Roze – wiersze Tilieny

CZARNA ROZA FIOLETOWA ROZA

Urok, co rani Fiolet, namietnosc
Radosny smutek Serca gwaltowne
Rozpacz po pieknie Kolatanie
I czarna roza Ogien, tesknota
Po ktorej lacno Zale, gorycze
serce peknie. Rozstanie.

BIALA ROZA ROZOWA ROZA

Biel sniezysta Rozowy woal
W ksztalcie platkow Lsniaca chmurka
Uwieziona Uwielbienie
Niewinnosc, slodycz Otacza tych
Czystosc swieza Ktorymsmy wdzieczni
Nieskazona. Za istnienie.

NIEBIESKA ROZA

Odlegle mysli
Razem z oblokiem
Drogi wspolne
Wspolnie wysnione
Dalekie kraje
I lzy wspolczulne.

przeczytaj strone 6
Zatytulowano: Mistycyzm ostrza miecza

Miecz od wiekow byl narzedziem wojownika. Z jednej
strony doskonale ostrza stawaly sie narzedziem, sluzacym
dazeniu do doskonalosci; z drugiej ciemna strona bylo
zabijanie – topienie ostrza spragnionego krwi w rytuale
odbierania zycia.
Zanim jednak dotarl w rece wojownika, a los
zadecydowal o jego przeznaczeniu, ostrze przebywalo dluga
droge. Dobry miecz byl doskonalym polaczeniem naturalnych
sil i zywiolow przyrody – ktore w rekach mistrza sztuki
kowalstwa , umiejetnie laczone tworzyly niezawodne ostrze
– dusze wojownika. Najpierwsza, najwazniejsza czynnoscia
przy dlugim procesie kucia ostrza miecza, bylo od dawien
dawna zgromadzenie odpowiednich ku temu materialow.
Dobre ostrze, jak juz rzeklem wczesniej zawierac
musialo umiejetnie polaczona esencje wszyskich zywiolow
swiata. Podstawowym zywiolem, z ktorego miecz powstawal
bylo zawsze zelazo – dar matki ziemi. Wszak mozna bylo
uzyc zelaza wydobywanego z ziemi – jako od wiekow
czynionow w dalekim Carid, lecz do tworzenia najlepszych
ostrzy potrzeba bylo najczystrzego metalu.
Tak czysty metal – najlepszy dla przemiany w stal –
mozna bylo odnalezc w strumieniach gorskich rzek i
potokow, gdzie sama natura dlugimi latami oczyszczala go
z wszelkich zanieczyszczen. Dlugie miesiace zbierano
czyste, oszlifowane z zanieczyszczen grudki – podarowane
przez nature w strugach przejrzystych nurtow.
Metal ten dostarczano do kuzni, ktorej wnetrze musialo
byc wczesniej oczyszczone i odpowiednio przygotowane w
specjalnym rytuale polecajacym to miejsce i szczegolny
czas poswiecony na tworzenie meicza opiece Bogow. Wsrod
rodow elfow na przyklad byla to zawsze pierwsza noc pelni
ksiezyca przesilenia wiosennego, gdy Ogniom Asuraya,
sprowadzanym specjalnie z jego swiatyni w dalekim Ulhayn,
i blaskowi srebrzystego ksiezyca polecano opieke mocy,
jaka miala obudzic sie w procesie kucia stali.
Tymczasem dostarczony metal przez kolejnych 30 dni i
nocy roztapiano w specjalnych piecach, sycac go zywiolem
powietrza i wzmacniajac zelazo szlachetnym darem drzew –
domieszka wegla drzewnego – przemieniajac powoli czerwien
zelaza w blekit stali.
Gdy w oczyszczonej kuzni zaplonely juz swiete ognie –
mistrz wraz z uczniami przystepowal do trudnego procesu
kreacji ostrza. Dzien i noc bez przerw, tak by ostrze
nabieralo mocy – przekuwano w specjalny sposob metal,
skladajac go niezliczona ilosc razy, by nabral
sprezystosci i twardosci odpowiedniej. W takt uderzen
mlotow wybijajacych zanieczyszczenia ze stali i w rytmie
tajemnych modlitw i spiewu napelniajacego powstajaca bron
mocami poczatku i konca swiata ostrze powoli nabieralo
upragnionego krztaltu.
Hartowane w Swietym Ogniu i Czystej Wodzie, nakarmione
Drewnem i Powietrzem, zlozone z darow matki ziemi –
stanowilo polaczenie wszyskich naturalnych mocy w jedno.
Po wielu dniach skladajace sie z tysiecy cieniutkich
warstw ostrze przechodzilo przez ostatnie etapy
tworzenia, majace zadecydowac o jego przydatnosci lub
porazce tworcow. Sam mistrz w ciszy i samotnosci,
stosujac wlasne tajemnice przekazywane szeptem od
pokolen, skuwal ze soba odpowiednie warstwy miecza –
twarde na ostrzu i miekkie w glewni. Tak jak zaczynano,
tak ostrze bylo konczone – darem ziemi; oblozone glina o
nierownomiernej grubosci nabieralo twardosci w roznym
stopniu zaleznie od polozenia, gdy ostatecznie hartowano
je w ogniu.
Mistrz musial sprawdzic, czy proces przebiegl bez
zaklocen – czy ostrze mialo spojna i jednolita budowe –
by w przyszlosci nie zawiesc szermierza. Musial zadbac,
by wszyskie zywioly zostaly polaczone w odpowiednich
proporcjach.
Za pomoca szlachetnego metalu i gliny mistrz misternie
ozdabial ostrze swoim znakiem, by wiedziano spod czyjej
reki wyszlo.
Nastepnie bylo ono poddawane procesowi polerowania
stali, w wyniku ktorego z wciaz jeszcze surowego kawalka
metalu powstawal ostatecznie prawdziwy miecz. Idealnie
wywazony, smukly i ostry tak by przeciac wlos na czworo.
Wreszcie przechodzil ostateczna probe, by nie zawiesc
imienia Mistrza, ktory go stworzyl. Proby mogly byc
rozne, od przeciecia plachty jedwabiu po surowa skale.
Jesli wytrzymal, byl gotow – oto narodzila sie dusza
wojownika. Jesli tak – radosc napelniala serce wszyskich
– bo taki miecz jest jak zywa istota, nie martwy kawalek
metalu.
Przecinajac powietrze napelnia je spiewem ktory zna i
pragnie slyszec kazdy wojownik. Taki miecz jest wart
dloni najwprawniejszego szermierza.

Miecz jest przedluzeniem dloni, dlon przedluzeniem
umyslu, a umysl przedluzeniem duszy – dusza zas tkwi
zakleta w ostrzu.
Tak glosi droga miecza.

autor: Melegrynrandir